Kocham muzykę i mam trzy ojczyzny

    Kocham muzykę i mam trzy ojczyzny

    Marek Zaradniak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z Marianem Lichtmanem, muzykiem Trubadurów, Polakiem żydowskiego pochodzenia, rozmawia Marek Zaradniak
    Pana solowa płyta "Traces In The Sand" to muzyczny powrót do rodzinnych korzeni. Nie jest tajemnicą, że ma Pan w żyłach żydowską krew. Czy pańska rodzina to byli ortodoksyjni Żydzi?
    Moi bliscy zawsze bardzo szanowali religię. Część rodziny ze strony ojca podczas I wojny światowej wyemigrowała do Wenezueli, dzięki czemu nie dotknął jej holocaust. Ci, którzy zostali przeszli przez łódzkie getto, Treblinkę, Oświęcim.
    Ojcu udało się uciec na Wschód. Mama pochodziła ze środka późniejszego getta warszawskiego, z ulicy Gęsiej. Cudem się uratowała, uciekła do byłego Związku Radzieckiego. Myślała, że tam będzie czekać na nią wolność, tymczasem czekały łagry i gułagi. Reszta rodziny mamy nie uciekła na Wschód. Uważali, że skoro I wojna światowa była potyczką militarną i ludność cywilna nie została skazana na zagładę, to II wojna będzie też tylko wojną pomiędzy armiami. Tak się nie stało. Wszystkich wymordowano. Rodzice poznali się w Taszkiencie. Gdy wojna się skończyła, chcieli wracać do Polski, ale nie było to łatwe. Musieli uciekać pod przybranymi nazwiskami. Ja urodziłem się już w Łodzi.
    Holocaust nie był jedyną tragedią Żydów w Polsce. Silne piętno wycisnęły także wydarzenia roku 1968. Całą rodziną wyemigrowaliście wtedy do Kopenhagi. Był to dla was na pewno silny wstrząs...
    Dla każdego Polaka rozstanie z ojczyzną powoduje wstrząs i traumę, która trwa długo. U niektórych ludzi do teraz. Na szczęście żyjemy już w zjednoczonej Europie i podobne sytuacje nie powinny się zdarzyć, bo wspólnota nie jest po to, by dzielić, lecz łączyć. Zawsze marzyłem o czymś, co nazywam Stanami Zjednoczonymi Europy. I to moje marzenie się spełniło. W Polsce, mimo agitacji, ojciec nigdy nie należał do partii komunistycznej. Prowadził swój interes - małą fabrykę plastiku. Żyliśmy w kraju totalitarnym, ale ojciec wierzył, że kiedyś nadejdzie wolność, bo świat jest tak zbudowany, że młode pokolenie nigdy nie dopuści, aby nie było wolności. Młodzi po prostu się nie boją i walczą. Natomiast ludzie, którzy przeżyli holocaust, mieli piętno strachu. Nam się bardzo dobrze w Polsce powodziło, ale gdy zaczęto się czepiać tego, że ktoś jest Polakiem pochodzenia żydowskiego, pokolenie mojego taty nie wytrzymało. To był państwowy, licencjonowany antysemityzm. Zostawili wszystko. Dano im bilet w jedną stronę. Ja początkowo zostałem w Polsce. Owszem namawiano mnie, abym wyjechał wcześniej, ale stwierdziłem, że tu się narodziłem artystycznie i tu jest moje miejsce.
    Ale z czasem zdecydował się Pan na emigrację?
    Dopiero w 1974 roku. Z wielkim płaczem. Trubadurzy byli popularnym zespołem. Byliśmy po naszych największych sukcesach. Moim zdaniem, trochę skorzystałem, bo wielu Polaków w tamtych latach po prostu uciekało na Zachód. Ja natomiast wyjechałem do rodziny i zawsze wierzyłem, że kiedyś wrócę do Polski. Moja obecna płyta to rezultat wielu wojaży na Wschód, od Izraela po Japonię. Wszystkie dźwięki miałem od dawna w głowie i chciałem je kiedyś nagrać. Trzeba było wszystko tylko zinstrumentować. Pomógł mi kolega Piotr Sulikowski. Słysząc mnie kiedyś zaproponował, abym to, co robię zaśpiewał w stylu orientalnym. Wiedział, że mam szeroką skalę głosu cztery i pół oktawy. Wysłałem ten materiał na Zachód. Uznano, że jest dobry, a do tego brzmi słowiańsko. Dodatkowo wzbogaciłem całość o elementy jazzowe i nazwałem orient scatem.
    Czy w związku z Pana pochodzeniem Trubadurzy mieli problemy?
    Moja rodzina mieszkała na Zachodzie. Gdyby wtedy władze ruszyły Trubadurów, pewnie pomocną dłoń wyciągnęłaby zawsze życzliwa Wolna Europa. Dlatego władze nie chciały zaczynać. Trubadurzy zawsze byli moimi przyjaciółmi. To dzięki nim tak późno z Polski wyjechałem. Kiedy zaczęto tępić rock and roll w Polsce, nie wytrzymaliśmy ciśnienia. Ja wyjechałem pierwszy, potem Krzysztof Krawczyk i Sławomir Kowalewski. Rozejście się było naszym protestem. Postawiliśmy na przeczekanie i opłaciło się. Po latach dalej gramy.
    Ale w tamtych czasach krążyły o Trubadurach dowcipy. Jak ten, że zamknięto was dlatego, iż przed sklepem rzeźnickim, gdy trudno było o szynkę czy kawałek mięsa, śpiewaliście wasz przebój "Znamy się tylko z widzenia"
    To mógł być piękny pretekst, aby nas aresztować albo zakazać działalności. A swoją drogą był to swoisty protest-song Trubadurów. Alan Freeman z Radia Luxemburg mówił na festiwalu w Sopocie, że gdybyśmy mieszkali na Zachodzie mielibyśmy szansę na światową karierę. Gdy w 1972 roku reprezentowaliśmy Polskę na olimpiadzie w Monachium, graliśmy obok Carlosa Santany i zespołu Middle Of The Road. Zaproponowano nam już wtedy, abyśmy zostali na Zachodzie, bo czeka nas wielka kariera. Ale nikt z nas nie powiedział wówczas "tak".
    Wrócił Pan do Polski, a mieszkanie w Kopenhadze czeka?
    Jedną nogą żyję tu, drugą tam. Tam też miałem swoje sukcesy. Chciał ze mną współpracować zespół Laid Back, ale źle ich potraktowałem. Pojechali na nagrania do Hamburga i dzięki przebojowi "Sunshine Reggae" stali się gwiazdą. W 1977 stworzyłem grupę Masala Dosa, którą uznano za najlepszy debiut funkowo- jazzowy w Danii.
    Jak wygląda życie polskiej diaspory żydowskiej w Kopenhadze? Czy zasymilowaliście się ze społecznością lokalną?
    Wszystko zależy od tego, ile kto ma lat. Akceptacja zależy też od znajomości języka: wtedy łatwo wejść w każdą enklawę. Jeśli ktoś nie zna języka, staje się biednym na własną prośbę. Kocham Danię. W Polsce się urodziłem, Dania mnie przyjęła i stała się oknem na świat. No i mam trzecią ojczyznę: Izrael. Od czasu do czasu tam bywam, odwiedzam wtedy szkolnych kolegów. Każdy pobyt w Jerozolimie to dla mnie wielkie przeżycie emocjonalne.

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo