List w sprawie Amerykanek i własnych słabości...

    List w sprawie Amerykanek i własnych słabości...

    Radosław Patroniak

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Justyna Kowalczyk chciałaby mieć trasę biegową w Zakopanem. Chciałaby też, by więcej zarabiał jej trener. Z kolei najlepsze koszykarki chciałyby decydować o kształcie Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet. Po decyzji tej ostatniej o obniżeniu limitu polskich zawodniczek do jednego miejsca w drużynie panie z elity postanowiły wystosować list otwarty i założyć związki zawodowe. Czy mają rację?
    List w sprawie Amerykanek i własnych słabości...
    Bronić swoich interesów zawsze można, ale lepiej jak się ma mocne argumenty niż słabe. A mnie się wydaje, że w tym przypadku przeważają te drugie. Reprezentantki tłumaczą bowiem, że nie zarabiają więcej od Amerykanek, czyli nie mniej niż 15 tys. zł miesięcznie...

    Wiadomo, że nie stać nas na gwiazdy WNBA, ale te "zapuszczone" koszykarki zza oceanu i tak decydują o wynikach spotkania i każdy trener walczy o to, by były one z drugiego, a nie trzeciego szeregu. Gdyby nie były potrzebne, a my mielibyśmy świetne swoje zawodniczki, to nikt nie szukałby kontaktów z agentami i nagrań wideo, tylko tworzył listę graczy pod hasłem "dobre, bo polskie" i nie martwił się o utrzymanie w lidze.

    Mnie bardziej niż list i wyręczanie działaczy (może w sporcie należałoby zrobić tak, jak proponuje w gospodarce Janusz Korwin-Mikke, czyli znieść wszelkie regulaminy i ograniczenia, ale dopóki one są, to podział zadań jest nieodzowny) zbulwersowała sugestia, że zbliżające się ME koszykarek w Polsce zakończą się totalną klapą pod względem sportowym i organizacyjnym.

    Rzeczywiście, bardziej niechcianej i traktowanej po macoszemu imprezy w polskim sporcie jeszcze chyba nie było, ale w tej sytuacji aż się prosi, by jej wizerunek uratować takim występem jak w 1999 roku, kiedy nasza drużyna sięgnęła po złoto w katowickim Spodku.

    Tylko że Małgorzata Dydek (miała taki cudowny, zaraźliwy uśmiech, którego nigdy już nie zobaczymy...), Ilona Mądra czy Elżbieta Trześniewska to były zawodniczki pełną gębą. Tak samo zresztą jak Małgorzata Kubiak, Iwona Jabłońska i Beata Krupska-Tyszkiewicz w niezapomnianym zespole Olimpii Poznań. Dzisiejsze "gwiazdy" ligi pasują do nich jak pięść do nosa.

    Dlatego upadek poziomu gry jest prawdziwym problemem rodzimej koszykówki, a nie to, czy prezes-trener MUKS Andrzej Jabłoński "podkłada się" w turnieju juniorek o MP, by wywalić za burtę lokalnego rywala, Ineę AZS Poznań. Komuś to się bardzo nie spodobało, czemu dał wyraz w liście, ale - niestety - anonimów nie publikujemy...

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo