Konin: Sprzedawcy drobiu na targowisku łamią prawo

    Konin: Sprzedawcy drobiu na targowisku łamią prawo

    Ola Braciszewska

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Zduszone po kilka, a nawet kilkanaście sztuk w workach, tratujące się nawzajem kury i kaczki - w taki sposób sprzedaje się drób na targowisku w starej części Konina.
    Kury są trzymane w klatkach, ale sprzedawane w workach

    Kury są trzymane w klatkach, ale sprzedawane w workach ©Fot. Ola Braciszewska

    O sprawie poinformował nas jeden z czytelników, który był świadkiem bulwersujących scen. Wrzucone do worka po ziemniakach zwierzęta leżały pod samochodem sprzedawców. Na nagranym przez czytelnika, który chce zachować anonimowość, filmie widać jak kury rzucają się w worku. Brakuje im powietrza i nie mają zapewnionego dostępu do wody, a temperatura na dworze sięga prawie 30 stopni Celsjusza.

    - Kiedy zacząłem rozmawiać ze sprzedawcami, napadli na mnie kupujący, którzy zaczęli wykrzykiwać, że lepiej zająłbym się głodującymi dziećmi - opowiada nasz czytelnik.

    Sprawdziliśmy. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie. Kury czekają na kupców w klatkach z wciśniętymi między pręty butelkami z wodą. W ten sam sposób, zdaniem sprzedawców, kury są przez nich transportowane i przechowywane w samochodzie.

    Handlujący przyznają jednak, że sprzedaż drobiu wygląda nieco inaczej. - Sprzedaję kury nie tylko w Koninie, ale też w Poznaniu i wszędzie pakuję je po kilka sztuk w worki, ale siatkowe w których mają powietrze. Mogę je pakować w kartony. Jest mi to obojętne - mówi jeden z kupców.

    Grzegorz Waleriańczyk, inspektor konińskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, był już świadkiem nieludzkiego traktowania zwierząt przez sprzedawców. - Widziałem jak transportowany jest drób. Wyglądało to tak, że małe kaczki i kurczaki są pakowane w plastikowe worki, które łapane są za jeden koniec i wszystkie zsuwają się na dół tak jak ziemniaki. Te pod spodem są duszone. Z worków wystają łapki, skrzydła - opowiada Grzegorz Waleriańczyk.

    - Za każdym razem kiedy jako przedstawiciele TOZ jesteśmy na targowisku, próbujemy uświadomić ludziom, że tak nie można sprzedawać zwierząt. Widać, że nasze wizyty przynoszą rezultaty. Zwierzęta są osłonięte od słońca i mają wodę. Handlujący muszą się jeszcze wiele nauczyć, ale jest już lepiej. Trzeba pamiętać, że zwierzęta muszą być przechowywane i transportowane w warunkach zbliżonych do naturalnych - dodaje inspektor .

    W towarzystwie funkcjonariuszy straży miejskiej inspektor TOZ poinformował handlujących na bazarze, że powinni sprzedawać kury i kaczki w kartonach. W przeciwnym razie otrzymają mandat. Jak mówi ustawa o ochronie zwierząt, trzymanie ich w niewłaściwych warunkach oraz w pomieszczeniach, albo klatkach uniemożliwiających im zachowanie naturalnej pozycji to wykroczenie. Grozi za to areszt, albo kara grzywny w wysokości ustalonej przez sąd.

    Ireneusz Szefliński, powiatowy lekarz weterynarii przyznaje, że problem sprzedaży i transportu w workach istnieje od lat.

    - Przyjął się taki zwyczaj handlu, ale nie jest to prawidłowe. Gdyby to była jedna kura w worku nie byłoby problemu. W przypadku kilku zwierząt musi być karton, lub skrzynka - mówi Szefliński. - Na pewno tego tak nie zostawimy. Nie ma dla nas znaczenia, czy chodzi o kurę, czy stado koni. Zasada jest jedna - zwierzęta muszą mieć możliwość zachowania naturalnej pozycji. Nie jesteśmy w stanie być na targowisku stale, ale coś z tym będziemy musieli zrobić.
    Monitoring targowiska zapowiedzieli funkcjonariusze straży miejskiej i policji.





    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo