Wielkopolscy działacze PO ustalili listy do Sejmu

    Wielkopolscy działacze PO ustalili listy do Sejmu

    Łukasz Cieśla

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Rada Regionalna PO w Wielkopolsce zatwierdziła w sobotę listy wyborcze do Sejmu. Niespodzianek nie ma, ale zestawienie list zostało przyjęte z dużym niesmakiem przez część działaczy. Główny zarzut jest taki, że niektóre z nich ustawiono tak, że dojdzie do nich do "bratobójczych" pojedynków.
    Sporo emocji wzbudza lista w okręgu kalisko-leszczyńskim. Na pierwszym miejscu jest senator Mariusz Witczak, zaufany szefa wielkopolskiej PO Rafała Grupińskiego. Jedynkę dostał, bo z tego okręgu do Poznania przeniósł się Grupiński.

    - Dla ludzi w partii to czytelny sygnał, że Rafał spłaca swój dług wobec Mariusza, który bardzo mu pomógł w wygraniu wyborów na szefa regionu - mówi jeden z ważnych działaczy wielkopolskiej PO.

    Czytaj też - ZMIANY W PO W SWARZĘDZU

    To niejedyne wątpliwości wokół kaliskiej listy. Drugie miejsce przypadło senator Małgorzacie Adamczak. Działacze twierdzą, że jest związana z tym samym elektoratem, co poseł Wojciech Ziemniak. Oboje - jak mówią w PO - znają się od lat, darzą się sympatią, pracowali wspólnie w powiacie kościańskim.

    Poseł Ziemniak startuje z tej samej listy, co Adamczak, ale dopiero z szóstej lokaty. Tak niska pozycja na liście wynikać ma z faktu, że nie jest ulubieńcem obecnych władz wielkopolskiej Platformy. I podobno, by zmniejszyć jego szansę na jego reelekcją, zesłano go dopiero na szóstą pozycję, a jednocześnie skazano na walkę ze znajomą pochodzącą z tego samego terenu.

    Do podobnej sytuacji doszło w Pile. Wysokie, trzecie miejsce, dostała mało znana Maria Janyska. A dopiero trzynastą pozycję poseł Piotr Waśko. Oboje pochodzą z pow. czarnkowsko-trzcianeckiego i powalczą o głosy tych samych wyborców. Dla Waśki dopiero trzynasta pozycja ma być karą za popieranie Waldego Dzikowskiego, byłego już szefa wielkopolskiej PO. Poza tym nie ma najlepszych relacji z liderem okręgu pilskiego Adamem Szejnfeldem.

    - Niektórzy posłowie są celowo zsyłani na dalsze pozycje, a poza tym skazuje się ich na walkę o mandat z osobą z tego samego terenu, którą na dodatek stawia się na wysokiej pozycji. Te celowe działania mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Bo głosy rozproszą się, co może wpłynąć na mniejszą liczbę mandatów w danym okręgu - twierdzi kolejny działacz PO.

    Działacze mówiąc o wyniszczających pojedynkach, wskazują też na Poznań. Tu na pierwszym miejscu będzie Rafał Grupiński, a na trzecim jego konkurent o przywództwo w partii Waldy Dzikowski. To prestiżowy pojedynek, ale politycy PO widzą w nim więcej zagrożeń niż korzyści. Bo dwóch liderów zapewne dostanie sporo głosów, a to z kolei może spowodować, że inni zdobędą zbyt małe poparcie, by trafić na Wiejską.

    - Cztery lata temu mieliśmy siedem mandatów. Żeby utrzymać ten stan, musielibyśmy jesienią zdobyć osiem mandatów, bo przecież doszedł do nas Rafał Grupiński. Bardzo trudno będzie to osiągnąć - prorokuje Dzikowski.

    Swój pogląd na listy ma także poseł Dariusz Lipiński. Jak mówi w PO jest od samego początku i chciałby, żeby nadal był to wspólny projekt wszystkich jej członków. - Patrząc na nasze listy, uważam, że mogłyby być lepsze. - stwierdza Lipiński. On sam wylądował na czwartej pozycji w Poznaniu, za Grupińskim, Agnieszką Kozłowską-Rajewicz i Dzikowskim. Piąte miejsce przypadło Bożenie Szydłowskiej.

    Pochlebnie o zestawieniu list wypowiada się Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, "dwójka" w Poznaniu. - Na naszej oraz na innych listach nie widzę bratobójczych pojedynków. Dobrze znam kolegów i koleżanki. Nikt nie będzie sobie podkładał nóg w walce o mandat - stwierdza Kozłowska-Rajewicz. - Poseł Ziemniak i senator Adamczak choć pochodzą z tego samego terenu, to mają różne elektoraty. Ten pierwszy zdobywa głosy w środowisku sportowym, a Małgorzata Adamczak zajmuje się polityką społeczną i osobami niesamodzielnymi. Dlatego głosów sobie nie zabiorą - dodaje.

    - Listy są optymalne, na ten czas dla PO, w jakim obecnie jesteśmy. A niższa pozycja niektórych posłów jest efektem żółtej kartki dla nich, że przez 4 lata nie pracowali tak, jak powinni - mówi wiceszef wielkopolskiej PO Leszek Wojtasiak.

    Listy wielkopolskiej PO, choć wzbudzają emocje, zapewne zostaną zatwierdzone przez władze krajowe. Bo jak mówią sami działacze, ich kształt jest efektem wcześniejszego kompromisu dwóch frakcji w PO i ich liderów: Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny.

    Najnowsze informacje z Wielkopolski wprost na Twoją skrzynkę - zapisz się do newslettera

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo