Hindus "śmigał" po polsku, ale przestał...

    Hindus "śmigał" po polsku, ale przestał...

    Karolina Koziolek

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Karolina Koziolek

    Karolina Koziolek

    Sprawa "wielkopolskiego" Hindusa na pierwszy rzut oka wydała mi się wyłącznie zabawna. Wyobraziłam sobie urzędników biegających z ukrytą kamerą czy dyktafonem, wokół domu, gdzie mieszka z żoną. Potem jednak szybko pomyślałam, że poniosła mnie fantazja...
    Karolina Koziolek

    Karolina Koziolek

    Po rozmowach z Mandarem i jego żoną, która płakała i mówiła, jak bardzo boi się powiedzieć o swoich problemach nawet ojcu, nie mówiąc już o sąsiadach, którzy, odkąd przyjechała z zagranicy z Hindusem, przestali mówić jej "dzień dobry", pomyślam: dramat.

    Trudno jednoznacznie oskarżać Urząd Wojewódzki. Chociaż, to tu, to tam słychać głosy, że poznański wydział do spraw cudziemców - posłużę się określeniem Leonarda Cyrsona - mechanicznie stosuje przepisy. Kto wie, czy nie bardziej mechanicznie niż gdziekolwiek indziej.

    Zastanawiam się też, czy ta osoba, która przesłuchiwała w urzędzie pana Mandara, kiedy popełnił błąd, mogłaby teraz z czystym sumieniem powiedzieć, że Hindus przy niej "śmigał" po polsku, a teraz bezczelnie oszukuje dziennikarkę i swojego adwokata...

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo