Poznań: Dyrektor opery zwolnił śpiewaczkę

    Poznań: Dyrektor opery zwolnił śpiewaczkę

    Stefan Drajewski

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Iwona Hossa, utalentowana i popularna śpiewaczka związana od 15 lat z Teatrem Wielkim w Poznaniu, została zwolniona z pracy. - Formalnie nie popełniłam żadnego wykroczenia. Nie zrobiłam nic niezgodnego z regulaminem pracy i kodeksem pracy - mówi nam Iwona Hossa.
    Iwona Hossa  podczas koncertu w Gdańsku

    Iwona Hossa podczas koncertu w Gdańsku ©Grzegorz Mehring

    Śpiewaczka wskazuje na przyczyny zwolnienia.- Początek jest taki, że jestem na celowniku Michała Znanieckiego, odkąd został dyrektorem Teatru Wielkiego w Poznaniu. To polowanie trwa już drugi rok. Nasiliło się ono w ostatnich tygodniach. Przypominam sobie naszą pierwszą rozmowę, kiedy został dyrektorem. Powiedział mi wtedy w gabinecie: "Nie będę cię obsadzać, nie chcę z tobą pracować. Muszę znieść, że jesteś na etacie i przy pierwszej możliwej okazji spowoduję, że nie będziesz na tym etacie".

    Tą pierwszą okazją - zdaniem śpiewaczki - stała się premiera opery Purcella "The Fair Queen".

    Dyrektor Znaniecki nie może się do tego zarzutu ustosunkować, ale zdaniem Anny Kochnowicz, problemy pojawiły się wcześniej.
    - Pani Hossa od dłuższego czasu wyraźnie nie miała ochoty na współpracę z Teatrem Wielkim w Poznaniu - mówi rzeczniczka teatru. - Były problemy już przy realizacji opery "Maria Stuarda", która miała premierę 29 stycznia. Pani Hossa miała śpiewać partię Elżbiety. Najpierw przestała przychodzić na próby, a potem zrezygnowała ze śpiewania tej partii. Było to na tyle późno, że naraziła teatr na dodatkowe koszty wiążące się z przekroczeniem budżetu - kontynuuje Kochnowicz i dodaje: - Trzeba było w trybie pilnym znaleźć śpiewaczkę, która zna partię i ma czas. Znaleziono Antonie Cifrone, która zaśpiewała na premierze. Sytuacja powtórzyła się podczas przygotowań współczesnej opery Prasquala - "Ophelia". Pani Hossa bardzo nie chciała tej roli śpiewać. Zwlekała z odebraniem nut, aby się przygotować. Podczas próby generalnej wyraźnie roli nie znała i nie mogła wystąpić. Potem zaczęły się kłopoty z przygotowaniami "The Fairy Queen". Reżyser obsadził panią Iwonę w partii Tyranii. Najpierw broniła się przed nią, potem domagała się urlopu na żądanie, a kiedy dyrektor nie zgodził się, wtedy Iwona Hossa przedstawiła zwolnienie L-4. To zostało uhonorowane. Będąc na zwolnieniu, pani Hossa wzięła udział w dwóch koncertach muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Oficjalna wersja jest taka, zwolnienie było z powodu zwichniętej kostki.

    Artystka twierdzi, że odebrano jej rolę Elżbiety. O przygotowaniach do wystawienia opery Prasquala "Ophelia" opowiada, że były chaotyczne, że ostatnią partię nut soliści dostali na 8 dni przed premierą. A jednak nauczyli się. - Kiedy uznałam, że rola Tytanii jest nie dla mnie, próbowałam przekonać dyrektora, a zarazem reżysera spektaklu, że chcę zrezygnować, ale to było trudne, bo dyrektora Znanieckiego ciągle nie było. Wymienialiśmy tylko korespondencję. Dyrektor Znaniecki uparł się - powołując się na regulamin pracy - że mam śpiewać, chociaż wcześniej wszem i wobec głosił, że nie wtrąca się w obsady. W tym samym czasie dokonywano innych zmian obsadowych. Gdybym nie przyszła na spektakl jak pani Szapołowska, ale niczego takiego nie zrobiłam. Szkoda, że nie miałam szansy na poważną rozmowę z dyrektorem...

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo