Poznań: Zabił po dopalaczach. Nic nie pamięta?

    Poznań: Zabił po dopalaczach. Nic nie pamięta?

    Agnieszka Smogulecka

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Poznań: Zabił po dopalaczach. Nic nie pamięta?

    ©Fot. Andrzej Szozda

    Nie pamięta, że zabił matkę, tylko tyle, że byli razem w jej mieszkaniu i że on bardzo się denerwował. Dlaczego? Bo miał lęki, dziwne wizje. Pewnie po dopalaczach. Biegły stwierdził jednak, że mimo zaburzeń osobowości i uzależnienia od dopalaczy, Krzysztof M. może odpowiadać za swoje czyny. Akt oskarżenia w głośnej sprawie, nazwanej przez poznaniaków "zabójstwem po dopalaczach" został przesłany do sądu. Za zabójstwo oskarżonemu grozi kara dożywocia.
    Poznań: Zabił po dopalaczach. Nic nie pamięta?

    ©Fot. Andrzej Szozda

    - Zawsze był dziwny, "pusty w środku", nieobliczalny. Budził w nas niepokój - wspominają 34-letniego dzisiaj Krzysztofa M. dawni koledzy z osiedla.

    PRZECZYTAJ TAKŻE: Na dopalaczach zabił młotkiem matkę. Wcześniej zabił babcię

    - Nie miał oparcia w bliskich. Czasem dręczył słabszych, ale gdy ktoś mu się postawił, od razu ustępował.
    Później wpadł w narkotyki - zdaniem znajomych to właśnie one mogły doprowadzić do tego, że w 1999 roku Krzysztof M. po raz pierwszy trafił na czołówki gazet. To właśnie wtedy przyczynił się do śmierci własnej babci.

    Po osiedlu krążyły wówczas plotki, że Krzysztof M. miał kłopoty, bo nie płacił dilerom. Później powtarzano pogłoskę, że po zabiciu babci spłacił długi i - jak gdyby nic się nie stało - pojechał z kolegami nad jezioro. Nie był ponoć poruszony ani zdenerwowany.

    Krzysztof M. ukradł babci pieniądze. Uderzył kobietę drzwiami, a później przydusił kocem. Przyczyną jej śmierci było uduszenie, mężczyzna został więc oskarżony o zabójstwo.

    Sąd uznał jednak, że chłopak mógł przypuszczać, iż babcia straciła przytomność, a nie, że nie żyje. Zmienił więc kwalifikację na rozbój i nieumyślne spowodowanie śmierci. Krzysztof M. dostał wyrok. Dlatego teraz będzie odpowiadał jako recydywista.

    Gdy dwa i pół roku temu Krzysztof M. wyszedł z więzienia, próbował ułożyć sobie życie. Nie wyszło. Zaczął brać dopalacze. Tracił na nie nawet po kilkaset złotych dziennie. Wpadał w szał, miewał lęki. Żona błagała, żeby zaczął się leczyć. Bez skutku. Gdy kobieta powiedziała "dość", Krzysztof M. nie potrafił rzucić dopalaczy, wolał wyprowadzić się z dom

    Wrócił do matki, Małgorzaty M. Ale także ona nie tolerowała uzależnienia syna. Chciała, by zaczął normalnie się zachowywać, funkcjonować. Dochodziło do awantur, aż wreszcie nastąpiło najgorsze. Śledczy nie mają wątpliwości, że to właśnie Krzysztof M. zamordował własną matkę.

    - Żona Krzysztofa M. zaczęła dostawać SMS-y o treści "zrobiłem coś strasznego", "szukajcie moich zwłok" - mówi Magdalena Mazur-Prus z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. - Przerażona kobieta powiadomiła o tym policję. Gdy funkcjonariusze weszli do mieszkania na osiedlu Jana III Sobieskiego odnaleźli zwłoki jej teściowej.

    57-letnia Małgorzata M. zginęła w nocy z 9 na 10 września ubiegłego roku. Medycy nie mieli wątpliwości, że jej śmierć spowodowały obrażenia wywołane uderzeniami młotkiem w głowę. Ktoś zadał jej kilka ciosów. Kto? Od samego początku głównym podejrzanym był jej syn Krzysztof.

    Mężczyzna przez cały czas miał włączony telefon komórkowy, wysyłał wiadomości tekstowe do żony. Dzięki temu udało się ustalić, że znajduje się w Szczecinie. Policjanci pojechali tam. Odnaleźli podejrzanego. - Był kompletnie naćpany, nie było z nim kontaktu - wspominają. - Znaleźliśmy biżuterię, którą zabrał z domu matki.

    Czy rzeczywiście był odurzony? Przy zatrzymaniu mężczyzna nie wyraził zgody na badania krwi. Można było więc przeprowadzić je dopiero po przedstawieniu zarzutów.

    - Od zabójstwa do pobrania krwi minęły dwie doby. Badania toksykologiczne nie wykazały obecności środków psychoaktywnych - mówi Magdalena Mazur-Prus. - On sam jednak przyznaje, że brał dopalacze. Twierdzi, że feralnego dnia w domu nie było nikogo oprócz matki i jego. Taką wersję potwierdzają także zabezpieczone na miejscu przestępstwa ślady, między innymi odciski linii papilarnych - wyjaśnia prokurator.

    Krzysztof M. był przesłuchiwany przez prokuratora dwa razy - to wtedy powiedział, że nie pamięta przebiegu morderstwa. Czy tak jest naprawdę, czy zasłanianie się niepamięcią jest jedynie przyjętą linią obrony? Nie wiadomo.

    Później 34-latek nie chciał już składać wyjaśnień. Odmówił też udziału w wizji lokalnej. Ponieważ śledczy nie byli pewni, że mężczyzna może odpowiadać za swoje czyny, zlecono obserwację psychiatryczną.

    - Biegły stwierdził zaburzenia osobowości i uzależnienie od dopalaczy. Uznał jednak, że mężczyzna może stanąć przed sądem - mówi Magdalena Mazur-Prus. - Dlatego oskarżyliśmy Krzysztofa M. o zabójstwo.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo