Sport

    Razem pokonują góry

    Razem pokonują góry

    Robert Domżał

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Sebastian i Sylwester Swatowie na mecie  wieloetapowego maratonu MTB Challenge

    Sebastian i Sylwester Swatowie na mecie wieloetapowego maratonu MTB Challenge ©fot.archiwum E.J Swat

    Mama, tata i dwaj synowie. Edyta, Jacek, Sebastian i Sylwester Swatowie. W tygodniu zwyczajna rodzina. Praca szkoła, zajęcia na uczelni. Ale za to w piątkowe popołudnie rodzina z podpoznańskiego Przeźmierowa przeistacza się w profesjonalny, kolarski team.
    Sebastian i Sylwester Swatowie na mecie  wieloetapowego maratonu MTB Challenge

    Sebastian i Sylwester Swatowie na mecie wieloetapowego maratonu MTB Challenge ©fot.archiwum E.J Swat

    Mama, tata i dwaj synowie. Edyta, Jacek, Sebastian i Sylwester Swatowie. W tygodniu zwyczajna rodzina. Praca szkoła, zajęcia na uczelni. Ale za to w piątkowe popołudnie rodzina z podpoznańskiego Przeźmierowa przeistacza się w profesjonalny, kolarski team.

    Na dach samochodu zakładają rowery. Do bagażnika wędrują torby podróżne z czarno-białymi kolarskimi strojami, w specjalnych koszykach stoją już bidony, a w termosie typowo kolarski specjał, czyli makaron.
    I ruszają. W roku ubiegłym na ich szlaku był: Złoty Stok, Karpacz,, Głuszyca, Krynica, Rabka, Istebna. Odwiedzili też te miasta naszego regionu, w których rozgrywane były zawody z cyklu Grand Prix Wielkopolski. Tysiące kilometrów. Najdłuższą podróż odbyli we wrześniu. W piątek wyruszyli z Przeźmierowa do Istebnej, gdzie w sobotę startowali. Zaraz po maratonie ruszyli do domu. Spali trzy, góra cztery godziny, by w niedzielę objawić się w Łopuchowie pod Murowaną Gośliną. Start na trasie wiodącej przez Puszcze Zielonkę był dla nich ważny, bo decydował o końcowej klasyfikacji Grand Prix Wielkopolski. Zwyciężyli i z Łopuchowa wyjechali w koszulkach z godłem Wielkopolski oraz pakietami startowymi tegorocznego cyklu Powerade Suzuki MTB Marathon.

    Rowerowa rewolucja
    Maratony górskie przewróciły ich życie. Przynajmniej to towarzyskie. Od kwietnia do października wielu znajomych może się z nimi skontaktować wyłącznie telefonicznie. Niektórzy pytają już: No to, kiedy z tym kończycie? Ale jak się okazuje, to nie jest wcale takie łatwe.

    - Włożyliśmy tyle wysiłku, by podnieść wydolność naszych organizmów do obecnego poziomu, że żal to tracić. Dlatego trudno byłoby się nam rozstawać się z rowerami - mówi Jacek Swat, czołowy wielkopolski "góral". Choć to ich piąty sezon intensywnego trenowania, jazda na rowerze wciąż sprawia im przyjemność, a widok innych maratończyków, wyzwala dodatkową energię. Dopóki wyjazd na maraton nie będzie przymusem, karą, nie zamierzają rezygnować. Na rychłe porzucenie rowerów się nie zapowiada, bo Edyta Swat twierdzi, że widzi możliwość osiągania jeszcze lepszych wyników, byle tylko mogła więcej trenować. I nie chodzi o miejsce na "pudle", ale o to by sprawniej pokonywać podjazdy w Karkonoszach czy Bieszczadach.

    Tylko jak znaleźć na to czas? Obowiązków zawodowych nie ubywa. W ogrodzie, który pani Edyta tak bardzo lubi, bywa rzadziej.

    Marzeniem Jacka Swata jest zaś wystartować razem z żoną w maratonie wieloetapowym w kategorii dla par które skończyły 100 lat. Ale będzie to możliwe dopiero, gdy skończą 50 rok życia, czyli za cztery lata.

    Chodzi też o coś więcej niż o tężyznę fizyczną.
    - Rowerowe eskapady integrują rodzinę - mówią Edyta i Jacek Swatowie. Kiedy wracają po maratonie, samochód pełen jest opowieści, a każdy ma wiele do opowiedzenia. Wspólnie też oglądają zdjęcia, filmy z maratonów i to też jest okazja do rozmów. Oprócz przyjemności są i obowiązki.
    - Do mnie należy przygotowanie strojów. Synowie zajmują się serwisowaniem rowerów z zainstalowaniem ich na samochodzie włącznie - mówi Edyta Swat. Jacek Swat jest kierownikiem grupy.

    Na początku był film
    Rowerowa przygoda zaczęła się od filmu o maratonie z Beskidów w Bieszczady. To było w roku 2007. Uznali, że udział w Trans Carpatii, pokonanie 550 km bezdrożami południowej Polski, od Ustronia do Baligrodu w tydzień może być przygodą ich życia. Tylko ostatniego dnia uczestnicy maratonu mają do przebycia 90 kilometrów. Suma podjazdów, jakie pokonują, w czasie tego dnia to prawie 3 kilometry. Pozostałe etapy liczą od sześćdziesięciu do osiemdziesięciu kilometrów. I nie wiodą one szosami, ale wąskimi górskimi ścieżkami, leśnymi duktami, gdzie bikerzy raz mają pod kołami błoto, a innym razem muszą przedzierać się między głazami i korzeniami. Kto nie pokona trasy w 10 godzin, odpada. Czy po czymś takim, następnego dnia da się choćby chodzić? Rodzina Swatów udowodniła, że nawet amator, który bardzo chce może pokonać Karpaty.

    Cała czwórka zaczęła przygotowania. Synowie Sebastian i Sylwester mieli wtedy 17 i 14 lat. W tym wieku żadna góra nie przeraża. Jednak dla ich rodziców podjazd pod górkę w Kiekrzu był nie lada osiągnięciem. Jacek Swat obawiał się o swoje serce. Organizm zniósł jednak wysiłek.

    Przygotowaniem do startu w sierpniowej ekspedycji po Karpatach były godzinne wyścigi xc w ramach Pucharu Thule. To zawody organizowane w Wielkopolsce przez Wojciecha Gogolewskiego. W czasie pierwszych startów byli dublowani. Zdarzało się, że do najlepszych tracili dwa okrążenia.

    - Do dzisiaj uważamy te imprezy za świetną formę przygotowania do dłuższych startów. Na potrzeby Trans Carpatii imprezy wymyślili nazwę zespołu, czyli Swat Team. Trud się opłacił. Ukonczyli nie tylko Trans Carpatię. Zdobywają czołowe miejsca na wielu maratonach.

    - To przyjemne stanąć obok zawodników z profesjonalnej grupy kolarskiej jak JBG2 czy Mróz Active Jet, za którymi stoi sztab szkoleniowy. Okazuje się, że rodzinny zespół może dorównać profesjonalistom - mówi Jacek Swat.

    Najtrudniejszy moment?
    - Oczekiwanie na przyjazd żony i syna na metę. Sylwester mija linię mety zazwyczaj przede mną. Sebastian startuje na dłuższym dystansie. Dociera na ogół, jako trzeci z nas. Żona jedzie trasę mega jak ja. Kiedy w dwa tygodnie temu, w Złotym Stoku, usłyszałem, że karetka zabrała do szpitala dwie osoby bardzo się denerwowałem - mówi Jacek Swat? Jak twierdzi najważniejsze, by mimo rywalizacji, dojechać cało do mety?

    - Przed startem nie wyznaczam sobie, ani miejsca, na którym mam ukończyć imprezę, ani czasu. To zrobiłoby ze mnie niewolnika. Jeżdżę ostrożnie - mówi Jacek Swat. Mimo to na jednej z tras w okolicach Wisły pędził z prędkością 63 km/h. Na szosie jest to znaczna prędkość, a co dopiero mówić, gdy pod kołami jest szutrowa ścieżka.

    - Kiedy znajduję się na szczycie, kalkuluję, co bardziej się opłaci: zjechać czy zbiec, sprowadzić rower. Jeżeli znam trasę, bo wcześniej nią jechałem, jadę śmielej - mówi Jacek Swat. Jednak nawet sprowadzając rower, można się przewrócić przez kierownicę.

    - Schodząc, poślizgnąłem się. Ręka odruchowo nacisnęła hamulec, a że był to przedni hamulec, a zjazd był bardzo stromy, poleciałem w dół przez kierownicę - opowiada Jacek Swat.

    Groźna w skutkach wywrotka nie musi wydarzyć się na górskiej trasie.
    - Przejeżdżałam przez Park Sołacki. Zahaczyłam rowerem o barierkę tak niefortunnie, że uderzyłam twarzą w ziemię. Stało się tak, mimo, że wsiadając na rower, zawsze zakładam kask - opowiada Edyta Swat.

    Cztery tygodnie później jeszcze z bliznami i blachami, jakie chirurdzy wstawili, by poskładać połamaną kość twarzy "góralka" z Przeźmierowa wsiadła na rower. Po kolejnych dwóch tygodniach wystartowała w 7-etapowym maratonie organizowanym przez Grzegorza Golonko - Sudety Challange MTB.

    Co jest ważne?
    -To żeby dojechać do mety, a na trasie nie uczynić krzywdy tym, którzy mają mniejsze doświadczenie, jadą wolniej. Nic na siłę, nie za wszelką cenę. Rywalizacje al. Z zachowaniem zasad - mówią. O tym, że nie są to tylko słowa można było przekonać się w niedawno Wągrowcu.

    - W czasie drugiej edycji tegorocznego Pucharu Thule, w połowie trasy na prowadzenie wyszedł Sławomir Pituch. I kiedy wydawało się, że wygra rywalizację, przebił oponę. Goniący go Sebastian Swat, wyszedł na prowadzenie. Z pomocą Pituchowi, rywalowi swego syna, przyszedł Jacek Swat, podając mu koło do zmiany - pisze Piotr Kurek na stronie internetowej "Wielkopolskie Rowerowanie". I chociaż bytowianin, Sławomir Pituch wściekle gonił konkurenta, młody mieszkaniec Przeźmierowa wygrał wyścig z przewagę 1 min. 34 sek. Jacek Swat, który w Wągrowcu też startował i w swojej kategorii wiekowej zajął czwarte miejsce, zdaniem Piotra Kurka, zasłużył na nagrodę fair play.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Lotto Ekstraklasa

    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Awans do grupy mistrzowskiej
    Miejsce w grupie spadkowej
    1 Jagiellonia Białystok Live 18 36 11 3 4 32-16
    2 Lechia Gdańsk Live 18 36 11 3 4 28-22
    3 Bruk-Bet Termalica Nieciecza Live 18 30 9 3 6 22-23
    4 Legia Warszawa Live 18 29 8 5 5 33-21
    5 Lech Poznań Live 18 28 8 4 6 27-18
    6 Zagłębie Lubin Live 18 27 7 6 5 25-20
    7 Pogoń Szczecin Live 18 25 6 7 5 30-24
    8 Wisła Kraków Live 18 24 7 3 8 29-33
    9 Arka Gdynia Live 18 23 6 5 7 20-24
    10 Korona Kielce Live 18 23 7 2 9 25-37
    11 Śląsk Wrocław Live 18 22 5 7 6 20-24
    12 Piast Gliwice Live 18 22 5 7 6 19-26
    13 Cracovia Live 18 19 4 7 7 27-25
    14 Wisła Płock Live 18 18 4 6 8 19-23
    15 Ruch Chorzów Live 18 17 5 2 11 24-33
    16 Górnik Łęczna Live 18 15 3 6 9 18-29