Sąd: Drugi proces licealisty, który zabił przed Makro

    Sąd: Drugi proces licealisty, który zabił przed Makro

    Barbara Sadłowska

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Przed poznańskim sądem we wtorek rozpoczął się drugi proces Mateusza N., oskarżonego o zabójstwo 22-letniego Kamila K. w sierpniu 2009 roku. Pierwszy wyrok - 8 lat więzienia uchylił Sąd Apelacyjny.
    Sąd: Drugi proces licealisty, który zabił przed Makro

    ©Fot. Marek Zakrzewski

    W 2009 roku 18-letni Mateusz N. był uczniem jednego z poznańskich liceów, od kilku miesięcy trenował boks, a wieczorami wychodził z domu ze sprężynowcem. Podobno obawiał się napaści innego nastolatka...

    28 sierpnia Mateusz spotkał się z kolegami, których potem zaprosił do mieszkania na osiedlu Powstańców Warszawy. Rodziców akurat nie było. Młodzież popijała przez cały wieczór.

    O północy Mateuszowi towarzyszył już tylko jeden kolega. Potem oskarżony sam przyznał, że czuł się pijany, gdy poszli po północy na stację benzynową przy Alejach Solidarności. Chcieli tam kupić papierosy.

    Mateusz zabrał ze sobą gitarę. W sklepie spotkali dwóch nieco starszych mężczyzn, którzy usiedli z nimi na krawężniku przed stacją. Mateusz grał na gitarze, wszyscy śpiewali. Nie spodobało się to kilku młodym ludziom, którzy przechodzili obok chodnikiem. Krzyczeli: - Zamknijcie mordy, bo do was przyjdziemy!

    Gdy podeszli do grupki nocnych śpiewaków, zażądali papierosów. Doszło do szarpaniny pomiędzy grupkami młodych pijanych ludzi. Mateusz twierdzi, że broniąc się wyciągnął nóż sprężynowy i dźgał nim "na oślep" napastnika, który go zaatakował.

    Uderzył aż 10 razy, co tłumaczył tym, że napastnik nie wystraszył się noża i nadal go bił. Być może dlatego, że Kamil K. wcześniej zażył amfetaminę, która w połączeniu z alkoholem wywołała rodzaj znieczulenia, ale jeden cios w serce był śmiertelny. Mateusz opowiadał, że kiedy tamten mężczyzna upadł, wziął gitarę i poszedł z kolegą do domu.
    - Ktoś za nami szedł, krzyczeli, żebyśmy się zatrzymali - mówił Mateusz.

    Tymczasem kasjer i pracownica stacji próbowali pomóc rannemu. Próbowali zatamować krew papierowymi ręcznikami. Jednak na ratunek było już dla Kamila za późno.

    Tamtej nocy, z 28 na 29 sierpnia 2009 roku, Mateusz zdążył tylko umyć zakrwawione ręce i schować nóż. Przed blokiem stał już radiowóz. Świadkowie poinformowali bowiem policjantów, dokąd uciekł chłopak z gitarą.

    Jeszcze długo po tej nocy przy krawężniku na stacji benzynowej paliły się znicze...
    Oskarżony nie przyznał się do winy, bo jak twierdzi, bronił się przed atakiem nieznajomego mężczyzny i nie chciał go zabić.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo