Ratownik i kolekcjoner rowerów

    Ratownik i kolekcjoner rowerów

    Robert Domżał

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Ratownik i kolekcjoner rowerów
    1/9
    przejdź do galerii

    ©Robert Domżał

    Rower na kołach z drewnianymi obręczami i na dodatek bez łańcucha? Na takim właśnie jednośladzie, mającym już prawie 80 lat, jeździ od czasu do czasu Witold Rybczyński, poznański kolekcjoner, a zarazem właściciel sklepu i serwisu rowerowego
    Zanim poznaniak zaczął kolekcjonować rowery, odrestaurował auto z roku 1939, tak zwaną DeKaWkę. Później wybrał się tym samochodem na rajd. Sądził już nawet, że zabytkowe auta staną się jego pasją.

    ZOBACZ ZDJĘCIA

    - Kiedy jednak założyłem sklep i serwis rowerowy, klienci sami zaczęli przyprowadzać pojazdy nie pierwszej młodości. Jednym z nich był rower wyprodukowany w roku 1934 w łódzkiej firmie Krzemiński. O jego szczególnej wartości zadecydowało to, że był produkowany w Polsce oraz to, że był na kołach z drewnianymi obręczami. Takie rowery produkowano wówczas także w Niemczech. Powód był prozaiczny. W owym czasie w Europie brakowało stali.

    - Odrestaurowałem ten rower i do dzisiaj prezentuje się on pięknie - opowiada Witold Rybczyński.
    Gdy w środowisku kolekcjonerów samochodów, rozeszła się wieść, że zajmuje się on także rowerami, kolejne grono osób zaczęło odwiedzać serwis, przyprowadzając leciwe jednoślady, prosząc o ich reanimację.

    Po części do niektórych zabytkowych rowerów Witold Rybczyński jeździł aż do Czech. Odwiedzał też bazary w Niemczech i w Wielkiej Brytanii. Dzisiaj odnawia rower o lekko przerażającej nazwie, czyli "Lucyfer" wyprodukowany w poznańskiej firmie Adama Jandego. Przed II wojną światową w stolicy Wielkopolski rowery produkowano w kilku fabrykach.

    - Mam dwa rowery z tych wytwórni - "Kastora" i właśnie "Lucyfera". To nie były wielkie fabryki. Produkowano w nich po kilkaset egzemplarzy rocznie, miesięcznie około dwudziestu rowerów. A rowery były wtedy drogie, kosztowały nawet kilka tysięcy złotych. W miastach ludniejszych i zamożniejszych, jak Łódź i Warszawa, produkowano ich więcej. W okresie międzywojennym wysoka cena roweru brała się stąd, że był on rękodziełem. Wszystkie napisy oraz zdobienia wykonywano ręcznie - opowiada kolekcjoner.

    Zabytkowe rowery zadziwiają różnorodnością rozwiązań technicznych. Były na przykład rowery bez łańcucha, ale z wałkiem kardana. Okazuje się też, że już na początku XX w. na Wyspach Brytyjskich konstruowano rowery z przerzutkami w osi tylnego koła. Hamulec hydrauliczny stosowany we współczesnych rowerach górskich blednie w porównaniu z rowerami wyposażonymi w hamulce bębnowe, czyli takie jakie stosowane są w niektórych motocyklach. Jeszcze inną ciekawostką są dwa tryby na jednym kole. Nasi pradziadkowie byli jak widać oszczędni. Na tylne koło z jednej strony montowali tak zwany ostry tryb, przydatny do jazdy na torze kolarskim, a po drugiej stronie wolno bieg. Mało kto dziś pamięta, że dawniej rowery, tak jak dzisiaj motocykle, miały tablice rejestracyjne. Rowerzysta nie był, tak jak to jest dzisiaj, anonimowy i bezkarny, gdy na chodniku zdarzy mu się kogoś przestraszyć albo potrącić.

    Kolekcjonerzy nie byliby sobą, gdyby stale nie podnosili sobie poprzeczki. Witold Rybczyński poszukuje obecnie rowerów wyprodukowanych w Wielkopolsce i Poznaniu przed rokiem 1920. Czy jednak uda się takie rowery znaleźć w Polsce?

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo