Sąd: Rolnik twierdzi, że głodzone zwierzęta nie należały do...

    Sąd: Rolnik twierdzi, że głodzone zwierzęta nie należały do niego

    Agnieszka Świderska

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Władysław Szwak z Błot Wielkich trafił na ławę oskarżonych za znęcanie się nad zwierzętami. W środę w Sądzie Okręgowym mecenas Małgorzata Heller-Kaczmarska wnosiła o uchylenie skazującego go wyroku, który kilka miesięcy wcześniej zapadł w sądzie w Szamotułach.
    Jej zdaniem, państwo zamiast karać go za znęcanie się nad zwierzętami, którym było ich skandaliczne zaniedbanie, powinno mu pomóc.

    Tyle że zdaniem inspektorów z Pogotowia dla Zwierząt rolnik musiałby najpierw pomóc sam sobie, zmniejszając hodowlę do swoich możliwości. Tymczasem przy każdej kontroli w gospodarstwie Szwaków było coraz więcej zwierząt, które miały coraz gorsze warunki.

    W czasie ostatniej interwencji, która skończyła się procesem i skazaniem rolnika, inspektorzy z pogotowia zabrali z gospodarstwa osiem krów i konia. Według lekarza weterynarii, który był wtedy na miejscu, znajdowały się w stanie, który zagrażał ich życiu.

    W środę na sali sądowej Władysław Szwak skarżył się, że zabrali mu najlepsze sztuki. Jedną z takich "najlepszych" sztuk była cielna jałówka ważąca 150 zamiast 700 kilogramów. I za takie właśnie wyniki w hodowli sąd w Szamotułach uznał go winnym znęcania się nad zwierzętami. Ograniczył się jednak tylko do uznania winy i odstąpił od wymierzenia mu kary.

    Wystarczającą nauczką miał być przepadek zwierząt na rzecz Skarbu Państwa. Ten wyrok nie spodobał się nikomu. Mecenas Heller-Kaczmarska kwestionuje go w całości. Z kolei prokurator uważa go za zbyt łagodny - żąda dla Szwaka trzech miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Pogotowie dla Zwierząt zaskarżyło z kolei orzeczenie sądu o przepadku zwierząt na rzecz Skarbu Państwa.

    - Powinny trafić w dobre ręce, a nie na licytację - twierdzi Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt. - Sąd może przekazać je pod opiekę jakiejkolwiek organizacji zajmującej się zwierzętami. Nie powinny jednak trafić do urzędu skarbowego, żeby nie powodować kolejnych perturbacji, gdy urzędnicy nie znajdą dla nich odpowiedniego miejsca.

    Nie można jednak zasądzić przepadku zwierząt, jeżeli nie mają właściciela albo jest nim ktoś inny niż osoba skazana. To nowa i zaskakująca linia obrony Władysława Szwaka: zwierzęta nie były jego własnością.

    Zdaniem inspektorów pogotowia, przeczą temu dokumenty Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej. Do nich właśnie zamierza dotrzeć sąd, zanim wyda wyrok.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo