Gwiazda zwyczajna to gwiazda nudna

    Gwiazda zwyczajna to gwiazda nudna

    Jacek Sobczyński

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    George Michael (z lewej), Drew Barrymore (w środku) i Robert Downey jr (z prawej) gustowali w środkach odurzających. Dwaj ostatni zeszli z ścieżki nałogu,

    George Michael (z lewej), Drew Barrymore (w środku) i Robert Downey jr (z prawej) gustowali w środkach odurzających. Dwaj ostatni zeszli z ścieżki nałogu, Michael wciąż ma z nim problemy ©AP Photo

    Przyzwyczajeni do codziennego kieratu odpalamy plotkarskie strony internetowe tylko po to, żeby bezczelnie nakarmić się skandalikami ze świata tabloidowych celebrytów. Im gorzej wiedzie im się w życiu, tym większa jest nasza satysfakcja. Ha, gamoniu, masz pieniądze, jesteś sławny, a i tak staczasz się na dno.
    George Michael (z lewej), Drew Barrymore (w środku) i Robert Downey jr (z prawej) gustowali w środkach odurzających. Dwaj ostatni zeszli z ścieżki nałogu,

    George Michael (z lewej), Drew Barrymore (w środku) i Robert Downey jr (z prawej) gustowali w środkach odurzających. Dwaj ostatni zeszli z ścieżki nałogu, Michael wciąż ma z nim problemy ©AP Photo

    - Cała Anglia nie czeka już na jego nową płytę, ale na jego śmierć - tak przed laty o Peterze Dohertym, znanym z narkotykowych ekscesów frontmanie zespołu The Libertines pisała brytyjska prasa. To świetnie obrazuje, jak okrutne jest podejście przeciętnego zjadacza newsów do celebrytów. W końcu "trup najlepiej ożywia strony", jak zwykło mawiać się w mediach. Jeśli nie trup, to przynajmniej dryfowanie w jego stronę.
    Z okazji świąt przypominamy tych, którzy boleśnie spadli ze szczebla normalności prosto w otchłań zła. Ale nie tylko - są także show-businessowi synowie marnotrawni, którzy przeprosili za grzechy i publicznie powiesili sobie na szyjach tabliczki
    "jesteśmy znów dobrzy". A przynajmniej chcą za takich uchodzić.

    Gdy dziecko kończy roczek, zwykle może pochwalić się umiejętnością uśmiechania się i wyrzucania z siebie pojedynczych sylab. Tymczasem roczna Drew Barrymore miała już na koncie pierwszą rolę, udział w reklamie karmy dla psów. W wieku 7 lat znali ją widzowie na całej planecie i nie tylko - w końcu jej filmowy przyjaciel, E.T. pochodził z kosmosu. Niestety w życiu prywatnym oszołomionej sukcesami dziewczynce przyjaciół najwyraźniej zabrakło. Już jako 10-latka popadła w alkoholizm i uzależnienie od marihuany, trzy lata później w jej wyniszczającym menu pojawiła się kokaina.

    Przypominająca wrak nastolatki Barrymore bezskutecznie usiłowała popełnić samobójstwo. Autoterapią okazało się dla niej pisanie książki, i tak mając 15 lat aktorka mogła poszczycić się "Little Girl Lost", pierwszą literacką pozycją w swoim dorobku. Rozgłos wokół książki spowodował wzrost zainteresowania Drew wśród producentów filmowych. W ciągu kilku miesięcy role nagle posypały się jak z rękawa. Dziś 36-letnią Drew Barrymore wszyscy kojarzą jako jedną z sympatyczniejszych gwiazd Hollywood. Choć aktorką nie jest wybitną, świetnie spełnia się w kinie, stając czasem po drugiej stronie kamery. To ona miała wyreżyserować "Zaćmienie", trzecią część przygodowej sagi "Zmierzch".

    Dla Barrymore amerykański sen zmienił się w koszmar, tymczasem Krzysztof Krawczyk podczas swojego pobytu w Stanach nie był w stanie nawet go zaznać. Właśnie dlatego w jego życiu pojawiły się alkohol i narkotyki. "W Chicago miałem takiego lekarza, który wypisywał mi specyfiki na wszystko, bo sam przyjmował wszystko. Miałem stale przy sobie pół worka różnych proszków" - opowiadał w 1998 roku "Machinie" Krawczyk. Frustrację artysty rodził brak stałej pracy i śpiewanie w prowincjonalnych klubach dla niewielkiej widowni. I nagle stał się wielkanocny cud, choć Krawczyk woli nazywać go przeznaczeniem. "Była Wielkanoc, wszedłem w Chicago do kościoła św. Jacka z tradycyjną święconką, żując gumę. Wyszedłem zamyślony, przejęty. To nie było wyedukowane, nie nadeszło w następstwie jakiegoś wydarzenia" - uważa Krzysztof Krawczyk. Z kolei dla Roberta "Litzy" Friedricha, eks-gitarzysty Acid Drinkers przełom duchowy wiązał się z poważną operacją serca. Choć... nie do końca. "Bardzo często dziennikarze namawiają mnie, żebym powiedział, że przed operacją byłem złym człowiekiem, piłem wódkę i nie dbałem o rodzinę, a teraz piję wodę święconą, jestem dobrym mężem i ojcem. Tymczasem jeszcze w latach 80., gdy grałem w zespole Turbo, przygotowywałem się do bierzmowania, przyjmowałem sakrament małżeństwa. Byłem w Kościele, choć nie miałem żadnego przygotowania, by żyć jego życiem" - mówił w wywiadzie dla "Gali" lider Arki Noego.
    1 3 4 »

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo