Sąd: Zabił żonę na koloniach - początek procesu

    Sąd: Zabił żonę na koloniach - początek procesu

    Barbara Sadłowska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Bogdan K. zadał żonie 36 ciosów. Ranną pozostawił w lesie, 150 metrów od bramy obozu

    Bogdan K. zadał żonie 36 ciosów. Ranną pozostawił w lesie, 150 metrów od bramy obozu ©Fot. Paweł Miecznik

    W środę przed poznańskim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces rolnika z Nietążkowa, który w lipcu zabił swoją żonę. Zaplanował jej zabójstwo podczas odwiedzin dzieci, które wypoczywały na obozie w Prusimiu pod Kwilczem. Namówił ją na spacer i zadał 36 ciosów nożem - bagnetem, który specjalnie kupił na targowisku w Kościanie.
    Bogdan K. zadał żonie 36 ciosów. Ranną pozostawił w lesie, 150 metrów od bramy obozu

    Bogdan K. zadał żonie 36 ciosów. Ranną pozostawił w lesie, 150 metrów od bramy obozu ©Fot. Paweł Miecznik

    W pierwszym dniu procesu nie chciał mówić o tym, co zrobił. Sędzia Izabela Pospieska odczytała więc pierwsze wyjaśnienia 42-letniego oskarżonego. Koszmarny, paranoiczny opis zachowania mężczyzny, który znęcał się nad żoną w przekonaniu, że to ona go krzywdzi.

    - Chciała zawładnąć moją osobą, nie miałem własnego życia. W ostatnim roku często wzywaliśmy na siebie policję - mówił Bogdan K.

    W jego ocenie żona zrobiła się krnąbrna, mówiła mu, że mąż jest "psycholem" i "pójdzie do piachu". Musiał zaorać chryzantemy, bo groziła, że doniesie do urzędu skarbowego. - Najbardziej szantażowała mnie tym, że ludzie przeze mnie mają raka, bo paliłem opony - mówił.

    Oboje złożyli pozwy rozwodowe. Ona kilkakrotnie wyprowadzała się z Nietążkowa, ale wracała... Dla niego najpiękniejszy był początek lata 2010 roku, gdy pomieszkiwał u żony w Lesznie. Był to jakby drugi miesiąc miodowy po 15 latach małżeństwa... Dlatego 1 lipca Honorata wróciła do domu w Nietążkowie.

    - Znów zrobiła się krnąbrna - stwierdził Bogdan K., przyznając, że skopał wtedy żonę w łazience. Po czym wezwał policję... - Jadąc na obdukcję, sam się bardziej podrapałem, żeby mieć więcej śladów - przyznał. Następnego dnia żona się wyprowadziła...

    Honorata K. znalazła schronienie, wraz z dziećmi, w Ośrodku Interwencji Kryzysowej w Lesznie.

    - Była bardzo wdzięczna za to miejsce - zeznała wczoraj emerytowana policjantka, która latem ubiegłego roku pełniła dyżury w leszczyńskim Ośrodku. - Mówiła dosyć chaotycznie o swoich problemach, dlatego prosiłam, żeby opisała wszystkie przypadki znęcania się. Powiedziała, że wcześniej je zgłaszała, ale nie skończyła się żadna sprawa i mąż nie został skazany. Nie wiedziała, gdzie szukać pomocy, bo tam gdzie jej szukała, nie znalazła... Moją intencją było złożenie doniesienia do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

    Policjantka z relacji Honoraty najbardziej zapamiętała sytuacje, gdy jej mąż prowokował awantury, przewracał żonę na podłogę, siadał na niej okrakiem i wkładał palce do oczu przez godzinę, dwie... - Po czym zawiadamiał posterunek w Śmiglu, że żonie potrzebna jest pomoc - mówiła policjantka.

    - Doprowadzał ją do takiego stanu, żeby wyglądała jak chora psychicznie - zeznała kierowniczka Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Lesznie.

    - Rzuciła we mnie szklanką, to ja rozbiłem stół i wezwałem pogotowie, mówiąc, że ona to zrobiła i żonę zabrano do szpitala psychiatrycznego - potwierdził oskarżony.

    Za tydzień sąd przesłucha kolejnych świadków w sprawie.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo