Zarząd Radia Merkury podoba się Dworakowi

    Zarząd Radia Merkury podoba się Dworakowi

    Mateusz Pilarczyk

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z Janem Dworakiem, przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o cyfryzacji, abonamencie i radiu Merkury rozmawia Mateusz Pilarczyk.
    Zarząd Radia Merkury podoba się Dworakowi
    11 kwietnia rada nadzorcza Radia Merkury wybrała zarząd spółki. Prezesem został Mariusz Szymyślik, a drugim członkiem zarządu Ryszard Ćwirlej. Kiedy możemy się spodziewać zatwierdzenia tego wyboru przez KRRiT?

    Dokonamy takiego zatwierdzenie niezwłocznie, po otrzymaniu wszystkich dokumentów. Oczekujemy uchwały rady nadzorczej i kilku innych dokumentów, które potwierdzą, że sposób rozstrzygnięcia konkursu nie naruszył zasad jakie ustanowiliśmy. Jeśli to się potwierdzi, to nie będziemy w żadnym zakresie recenzować suwerennego wyboru rady nadzorczej.

    Kiedy skończy się proces powoływania nowych zarządów publicznych spółek medialnych?

    Potrwa to jeszcze półtora miesiąca. To długotrwały proces. Mamy jednak coś za coś. Na pewno większą przejrzystość - każdy może przecież w internecie zobaczyć jak odpowiadali kandydaci do zarządu telewizji publicznej, którzy brali udział w ostatnim etapie wyboru zarządu TVP. To wcześniej nigdy się nie zdarzyło. Z drugiej strony wydłużyły się procedury.

    A jak z perspektyw czasu ocenia Pan nowe prawo?
    To znaczny krok do przodu. Nowa procedura pozwala na transparentność. Nawet jeżeli nie do końca jestem usatysfakcjonowany niektórymi wyborami. Jeśli ktoś twierdzi, że gdzieś był stosowany klucz przynależności do jakiegoś ugrupowania, to wszystko widać. Dawniej odbywały się rzeczy, które były nieodstępne dla opinii publicznej. Teraz każdy może zobaczyć, czy jakbyśmy grali w brydża, to tymi kartami udało się ugrać szlemika, czy też tylko trzy bez atu. Na pewno nie mamy szlemika, ale jest lepiej niż do tej pory. Jawność wyboru powoduje, że standardy zachowania polityków wobec mediów będą się zmieniały.

    Poznański wybór jest satysfakcjonujący?
    Z satysfakcją mogę powiedzieć, że ten wybór jest satysfakcjonujący.

    Czy połowa 2013 roku to realny termin zakończenia emisji telewizyjnego sygnału analogowego i przejścia na sygnał cyfrowy, na telewizję DVB-T?
    Tak, to jest realne. Obecnie czynnością, która jest potrzebna, żeby cyfryzacja przebiegała bez zakłóceń jest podpisanie umowy między Emitelem, a Telewizją Polską na nadawanie na pierwszym multipleksie. Trwa to tak długo, gdyż TVP obowiązuje ustawa o zamówieniach publicznych.

    Jak przewodniczący KRRiT ocenia stopień przygotowania Polski do cyfryzacji?
    Uważam, że ten proces dzieje się nieco za późno. Nie ma jednak co wylewać krokodylich łez. Możemy na tym skorzystać, bo wdrażamy najnowszą technologię opartą o standard MPEG-4, a nie MPEG-2. Kraje, w których proces cyfryzacji już się zakończył zastanawiają się nad przejściem na nowszą wersję, a to jest kosztowne. Słabą stroną jest brak kampanii promocyjnej.

    Do wyłączenia analogowego sygnału zostało trochę ponad półtora roku. W Poznaniu i okolicach można już odbierać sygnał cyfrowy, ale niewiele osób o tym wie.
    Ważnym zdaniem jest uświadomienie Polakom, że będzie można tylko i wyłączenie korzystać z telewizji cyfrowej. Pokazać, jakie to daje korzyści i wytłumaczyć, że wymaga pewnych starań, zmian przyzwyczajeń i odpowiedniego sprzętu. Takiej kampanii informacyjnej w tej chwili nie ma. Ministerstwo Infrastruktury przygotowało stronę internetową cyfryzacja.gov.pl, ale jest to zdecydowanie za mało.

    Nie za późno ruszamy z tą kampanią promocyjną? Badania pokazują, że większość Polaków boi się cyfryzacji. Półtora roku to chyba za mało, żeby zmienić mentalność i przyzwyczajenia szczególnie osób starszych.
    Problem dotyczy ludzi starszych, ubogich, niezaradnych i niepełnosprawnych. Tym ludziom trzeba pomóc. Doświadczenie innych krajów pokazuje, że sama kampania informacyjna to za mało. Potrzebne są inne działania. Ciekawym pomysłem są wolontariusze, którzy pomagaliby starszym podłączyć i uruchomić sprzęt do odbioru telewizji cyfrowej. Nie będzie to jednak proste ze względu na stopień nieufności w polskim społeczeństwie. To jest zadanie na wiele kwartałów. Myślę, że poszczególne agendy państwowe już powinny się tym zająć.

    A jak jest rola KRRiT w tym procesie?
    Za proces cyfryzacji odpowiada Ministerstwo Infrastruktury. KRRiT ma w nim ważny udział, bo odpowiadamy za część ładu w eterze, jaką jest przyznawanie koncesji na programy. Właśnie robimy to dla pierwszego multipleksu, na którym znajdzie się czterech zupełnie nowych nadawców. To jest nasza odpowiedzialność. Reszta zadań nie leży w naszych kompetencjach i nie mamy na nią środków. Mówiąc szczerze trochę tego żałuje, ale już nic z tym nie zrobimy.

    Dla osób niepełnosprawnych cyfryzacja, to szansa na otwarcie nowych horyzontów dzięki przystosowaniu oferty dla osób niesłyszących, bądź niewidomych. Tu KRRiT z racji swoich kompetencji ma pole do popisu.
    Już w tej chwili na podstawie niedawnej nowelizacji ustawy medialnej będziemy wydawać rozporządzenia, które wyznaczą ramy dla usług skierowanych do osób z wadami wzroku, czy słuchu. Dzięki nim niepełnosprawni będą mogli w szerszym zakresie skorzystać z nowych mediów.

    Są szanse, że będzie tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie BBC nadaje 100 proc. programów z napisami dla niesłyszących?
    To jest kwestia pieniędzy. BBC dostaje 100 proc. finansowania w postaci abonamentu. W związku z tym może, i powinna realizować rożnego rodzaju społeczne potrzeby. Telewizja publiczna w Polsce w tym roku jest zasilana mniej niż w 11 proc. z abonamentu i boryka się z kłopotami finansowymi. Dlatego nie możemy wymagać aż tak wielkiego zaangażowania w realizację celów społecznych. Jeśli istnieją natomiast możliwości techniczne, to ułatwienia dla niepełnosprawnych powinny być normą.

    W połowie 2013 roku przejdziemy z telewizji naziemnej analogowej na cyfrową. Według badań może się okazać, że ok. 11 proc. Polaków pozostanie bez dostępu do telewizji, bo deklarują, że nie mają pieniędzy za zakup sprzętu. Stać nas na rozdawnictwo dekoderów?
    Rozdawanie dekoderów nie jest dobrą metodą. Musimy najpierw zidentyfikować prawdziwe potrzeby, bo te 11 proc. wynika z danych statystycznych. Rolą samorządów jest zidentyfikowanie ludzi naprawdę potrzebujących wsparcia. Dekodery nie są też, aż tak drogie. Bardzo dobre urządzenia kosztują ok. 130 zł. Jeśli państwo pokryje połowę, albo 1/3 tej kwoty to już bardzo dobrze.

    Czy przy okazji cyfryzacji można nakłonić ludzi do płacenia abonamentu. Może jeśli, ktoś zapłaci za cały rok z góry, to dostanie bonifikatę na zakup urządzenia?
    Abonament jest kwestią bardziej złożoną. Oczywiście zachęcać do płacenia trzeba. Może w ten sposób, o którym Pan mówi. Potrzebne jest nam jednak raczej uregulowanie aktów prawnych. Ustawa abonamentowa zawiera bolesne luki. Jest to prawo, które można bezkarnie omijać. W tej chwili nie ma żadnej sankcji za niezarejestrowanie odbiorników.

    Wiele osób korzysta z satelitarnych platform cyfrowych. W miastach działają telewizje kablowe. Płacimy tym firmom za odbiór telewizji, a one płacą TVP za możliwość przekazywania sygnału. Część osób nie płaci abonamentu, bo nie chce płacić dwa razy za to samo.
    To jest stary problem, który dotyczy rolników i supermarketów. Kto jest bardziej potrzebny? Kto powinien dostawać więcej pieniędzy? Ten, który sprzedaje detalicznie, czy ten który produkuje. Oczyścicie trochę żartuję. To się bardzo zmieni jeśli chodzi o telewizję. Oferta naziemnej telewizji cyfrowej będzie mówiła: dostajesz prawie 20 kanałów za trochę ponad 18 zł miesięcznie - za najmniejsze, możliwe pieniądze. Takich opłat nie jest w stanie zaproponować żaden dostawca. Telewizja cyfrowa to trzy kanały TVP, Polsat, TVN, TV4, Puls i nowi nadawcy. Za to płacisz abonament.


    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo