Festiwal Bliscy Nieznajomi - Dzień Pierwszy

    Festiwal Bliscy Nieznajomi - Dzień Pierwszy

    Stefan Drajewski

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Abelard i Heloiza. Heroina i heros średniowiecza? Na pewno tak, zwłaszcza w ujęciu Howarda Bretona, który burzy stereotyp średniowiecznych kochanków. Dobry początek do dyskusji, co się stało z heroinami i herosami kultury europejskiej. Gdzie są dziś? Jaką odgrywają rolę?
    Stefan Drajewski

    Stefan Drajewski ©Archiwum

    Iwona Kempa, toruńska reżyserka, ma nosa do sztuk współczesnych. Potrafi wyłuskać teksty, które próbują nie tylko opisać, ale i zdiagnozować współczesność. Tym razem postanowiła zajrzeć na kościelny mur. Aczkolwiek to, że bohaterami są tutaj średniowieczni kochankowie, nie jest najważniejsze. Chociaż nie bez znaczenia. Autor, a za nim reżyserka, próbują odkłamać stereotyp kochanków, zwłaszcza Heloizy, która ma w sobie wyraźny rys feministyczny, jest niezależna, na ile można być niezależną w klasztorze.
    Jest otwarta i nieskrępowana, na ile można taką było być w tamtych czasach. Jest lepiej wykształcona od wielu mężczyzn (to cecha - jak pokazują badania - współczesnych kobiet). Jest silna pod każdym względem.

    Z historią miłosną splata się drugi watek: konflikt między Abelardem a św. Bernardem z Clairvaux, zdecydowanie bardziej frapujący i bliski nam Polakom. Kościół Abelarda i Bernarda to dwa światy. Idealny pretekst do snucia paralel między francuskim średniowieczem a Polską po katastrofie smoleńskiej. Jak w krzywym zwierciadle można zobaczyć Kościół zaangażowany w program polityczny jednej partii i Kościół odżegnujący się od polityki? Kościół intelektualnie pogłębiony i Kościół trywialny, bazujący na najniższych emocjach ludzkich…

    Dramat Bretona kipi emocjami, kipi problemami… Autor chce powiedzieć zbyt wiele naraz. A reżyserka temu się poddaje. Za tę wierność płaci tym, że spektakl momentami nuży, wlecze się jak osobowy po remontowanych torach. Iwona Kempa ma jeszcze jeden problem, nie bardzo wie, czy chce widzieć w sztuce Bretona satyrę, czy poważny - polityczno - religijno - obyczajowy dyskurs. Ten brak zdecydowania widać także w grze aktorów a nawet kostiumach. W satyrycznych przerysowaniach, które wywołują kaskady śmiechu na widowni, ginie to, co istotne, mądre, pobudzające do myślenia. Chciałbym się o ten tekst pokłócić, ale komediowość spektaklu rodem z telewizyjnych kabaretów zniechęca mnie.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo