Poznań: Ciag dalszy sprawy doradcy finansowego Mariusza T.

    Poznań: Ciag dalszy sprawy doradcy finansowego Mariusza T.

    Łukasz Cieśla

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Czy działalność opisywanego przez nas poznańskiego doradcy finansowego Mariusza T. opiera się na lichwie, czyli pobieraniu wygórowanych prowizji od udzielonych pożyczek? Sam zainteresowany nie zgadza się na takie stawianie sprawy.
    Jedna z klientek Mariusza T., która nie zwróciła mu zaciągniętej pożyczki, ma właśnie sprawę w sądzie o eksmisję. Chodzi o Zofię G., która wraz z mężem, córką i niepełnosprawnym synem mieszka w Poznaniu. Kobieta pożyczała pieniądze bez wiedzy swoich najbliższych. Biorąc je od doradcy Mariusza T., podpisywała kilka aktów notarialnych. Zgodnie z nimi, doradca stał się właścicielem jej domu do czasu zwrotu pożyczki. Termin jej oddania już minął.

    - Pożyczałam pieniądze od pana Mariusza, bo pilnie potrzebowałam na leczenie syna. W tamtej chwili tylko to się liczyło. Nie rozumiałam tych wszystkich zapisów z aktów notarialnych. Dopiero po czasie zrozumiałam, na jakie warunki przystałam - mówi Zofia G.

    Ostatni z dokumentów zawiera informację, że doradca kupił budynek za 86 tys. zł (co i tak jest zastanawiająco niską ceną). Kobieta twierdzi, że do ręki dostała dużo mniejszą kwotę i nie zwróciła doradcy "jedynie" 30 tys. zł. Niedawno usłyszała od niego, że dom odzyska za… 150 tys. zł. Czy żądanie takiej kwoty nie jest lichwą i próbą wykorzystania trudnej sytuacji życiowej rodziny G.?
    Mariusz T. podkreśla, że jego działalność jest uczciwa. Twierdzi też, że klientka nie mówi prawdy, bo dostała taką kwotę, jak wynika z aktu notarialnego. Dodaje, że kwota 150 tys. zł jest do negocjacji i może być niższa.

    - Ja pomogłem pani Zofii, kiedy ta potrzebowała pieniędzy na leczenie syna. Czyli zaangażowałem się w realizację szczytnego celu - przekonuje Mariusz T. - Jednak nie oznacza to, że prowadzę działalność charytatywną. Chcę odzyskać pieniądze, które wydałem. Chodzi nie tylko o środki przekazane klientce, ale także wydatki na prawników, notariusza czy obecną sprawę w sądzie. Wiele razy próbowałem polubownie załatwić sprawę z panią Zofią, ale bez skutku - dodaje.

    Zofia G. i jej rodzina przed sądem sami walczą o swoje racje. Nie stać ich na adwokata. Kobieta nie ukrywa też, że kwestie prawne są dla niej trudne.

    Ostatnio sąd ponownie zajął się pozwem o eksmisję rodziny G. Okazało się, że na poprzedniej rozprawie kobieta uznała pozew Mariusza T. o eksmisję, czyli zgodziła się na roszczenia doradcy. Gdy w czwartek nowy sędzia, który przejął sprawę, zapytał ją, czy nadal zgadza się na eksmisję i czy wie, co to oznacza dla jej rodziny, kobieta zaczęła się wycofywać z wcześniejszych deklaracji. Bo wygląda na to, że dopiero teraz zrozumiała, że sprawa w sądzie nie dotyczy zwrotu pożyczki lecz eksmitowania jej rodziny.

    Co dalej z Zofią G. i jej rodziną? Sąd wezwał obie strony do zawarcia ugody. Mariusz T. zgodził się poczekać do 18 maja, czyli do kolejnej rozprawy, na zapłatę przez rodzinę G. 30 tys. zł. Wiadomo, że potem będzie chciał kolejnych pieniędzy. Jakiej kwoty? Tego nie sprecyzował, bo jak mówi, nie chce w tej chwili mówić o konkretnych sumach.

    Działalność doradcy bada policja i prokuratura. Chodzi o ustalenie, czy działa na szkodę klientów, czy też udziela pożyczek zgodnie z prawem. Do tej pory przesłuchano kilkudziesięciu klientów. Część z nich czuje się oszukana przez doradcę.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo