Poznań: Było warto poczekać na Kayah. Film

    Poznań: Było warto poczekać na Kayah. Film

    Marek Zaradniak

    Aktualizacja:

    Poznań: Było warto poczekać na Kayah. Film
    Długo kazali na siebie czekać Kayah i Royal String Quartet. Ale było warto, co potwierdzą widzowie, którzy zobaczyli ich w poniedziałek w poznańskiej operze.
    Poznań: Było warto poczekać na Kayah. Film
    Początek wieczoru to utrzymana w klimatach orientalnych instrumentalna "Kwartesencja", z nostalgicznymi motywami, płynnie przechodzącymi w "Za blisko". Głos Kayah i tu brzmiał orientalnie, znakomicie współbrzmiąc z wiolonczelą.


    Od razu objawił się motyw przewodni tego występu Kayah - szept na tle instrumentów, przechodzący w niezwykle ekspresyjny śpiew, aż do krzyku. Tak było w piosenkach "Co nagle to po diable" oraz "Jak liść".
    Najbardziej ekspresyjnie wypadły jednak "Libertango" z muzyką i tekstem Astora Piazzolli oraz "Sto lat młodej parze". W obu mieliśmy nie tylko dynamiczne partie wokalne i instrumentalne, ale i elementy... taneczne.

    Zobacz film: Koncert Kayah w Poznaniu

    Kayah jak zwykle opatrywała - swe piosenki komentarzami. Ten utwór powstał na cześć papierośnicy, ale Goran Bregović stwierdził, że taki tytuł byłby za mało sexy - zapowiedziała "Tabakierę" i przyznała, że kiedyś wykonując tę piosenkę, paliła papierosa. Teraz dedykowała go... niepalącym. Wspomniała też, że miała w Poznaniu narzeczonego, ale jego nazwiska nie zdradziła. Podobno dziś jest znanym aktorem...

    Propozycja Kayah i Royal String Quartet to ciekawy eksperyment gwiazdy pop z kameralistyką. Trochę zabrakło kropki nad "i" - nowego, autorskiego i przy tym kameralnego przeboju Kayah.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo