Poznań: Dla księgowej 3 lata za 3 miliony

    Poznań: Dla księgowej 3 lata za 3 miliony

    Barbara Sadłowska

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Poznański sąd skazał księgową Danutę J. na 3 lata więzienia za wyprowadzenie przeszło 3 milionów z kasy PKP. Oskarżona będzie musiała także zwrócić ukradzione pieniądze. Jej koleżanka - po fachu i w przestępczym procederze - ukradła tylko milion z Powiatowego Urzędu Pracy w Chodzieży, a dostała 2, 5 roku...
    Proces Danuty J. przed poznańskim Sądem Okręgowym rozpoczął się w listopadzie ubiegłego roku. Powiedziała wtedy, że przyznaje się do winy i wyjaśniła: - Całe życie byłem sama, poświęciłam się dzieciom. Zachciało mi się durnej, starej babie innego życia...

    - Trudno wydać trzy miliony na inny sposób życia... - zauważyła wtedy sędzia Karolina Siwierska.
    - To kosztuje, jak się ma pięćdziesiąt lat - stwierdziła Danuta J., była szefowa wydziału finansowego PKP w Poznaniu. - W jednym życiu byłam panią naczelnik, spokojną szanowaną osobą. W drugim stać mnie było na lepszą odzież, rozrywki i mężczyzn...

    Prokurator zarzucił ekonomistce, że w latach 2004 - 2007 wyprowadziła z PKP przeszło trzy miliony złotych. Kobieta twierdzi, że brała te pieniądze dla siebie, a księgowość prowadziła tak, by ukryć wypłaty. Gotówkę pobierała niemal wyłącznie na podstawie czeków. Sąd dopytywał, czy może w coś inwestowała, kupiła samochód, biżuterię, antyki? 56-letnia obecnie Danuta J. konsekwentnie zaprzeczała. Pieniędzy nie przeznaczyła też na darowizny dla rodziny.

    - Nie zdawałam sobie sprawy, że przywłaszczyłam aż tak dużo pieniędzy i aż tyle wydawałam... - mówiła Danuta J.

    Burzę w kolejowych finansach zapoczątkował anonim dotyczący dużych przepływów gotówkowych, w co miały być zamieszane cztery osoby. Jednak Danuta J. twierdzi, że była sama. Przed sądem ubolewała jedynie, że polecając swojej podwładnej wykonanie dwóch 20-tysięcznych przelewów tytułem domniemanej umowy zlecenia, pociągnęła ją ze sobą na ławę oskarżonych. Drugie życie Danuty J. skończyło się w 2008 roku. Wiedziała, że "sprawa się wydała".

    Wyszła z pracy i już nie wróciła. Pojechała do Zakopanego, dysponując 180 tysiącami złotych. 160 wysłała w paczkach dzieciom - które zwróciły pieniądze. Potem wróciła do Poznania i rzuciła się pod pociąg na torach za Piątkowem. Przeżyła i stanęła przed sądem. Tydzień temu prokurator zażądał dla niej 2 lat więzienia (w procesie księgowej PUP z Chodzieży oskarżyciel wnioskował 4 lata). Sąd był surowszy niż prokurator. Skazał kobietę na 3 lata więzienia.

    - Oskarżona wyraziła skruchę i żal, co dziwi, ponieważ w każdym momencie mogła się wycofać. To nie był jednorazowy błąd - przestępczy proceder trwał latami, wypłacała z każdym rokiem więcej i w dniu, kiedy wszystko wyszło na jaw, przelała na swoje konto prawie 200 tysięcy - mówiła sędzia Karolina Siwierska. - Niewątpliwie teraz żałuje, że to wszystko się wydało...

    Danuta J. będzie musiała też zapłacić grzywnę i zwrócić PKP około 3, 3 milionów złotych. Współoskarżona, która na konto szefowej i swoje przelała po 20 tysięcy, została skazana na pół roku z zawieszeniu na 2 lata. Wyrok jest nieprawomocny.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo