Poznań: Sądzą się z funduszem, bo chcą leczyć pacjentów

    Poznań: Sądzą się z funduszem, bo chcą leczyć pacjentów

    Agnieszka Świderska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa walczy o 2,6 mln zł

    Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa walczy o 2,6 mln zł ©Sławomir Seidler

    Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, ile kosztujesz, dopóki nie pójdziesz do sądu - tylko dwie placówki medyczne z Poznania i jedna z Chodzieży walczą z Narodowym Funduszem Zdrowia o prawie 4 mln złotych. W przypadku Wielkopolskiego Szpitala Chorób Płuc i Gruźlicy ta walka trwa już osiem lat.
    Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa walczy o 2,6 mln zł

    Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa walczy o 2,6 mln zł ©Sławomir Seidler

    - Chcemy, żeby fundusz oddał nam pieniądze, które wydaliśmy na ustawę "203", czyli na podwyżki dla pracowników - mówi Bożena Sokołowska, dyrektor placówki.

    Była to jedna z najbardziej "chorych" ustaw: szpitale same musiały znaleźć pieniądze na podwyżki, ponieważ posłowie "zapomnieli" sięgnąć do ówczesnych kas chorych. Chodzieski szpital przez dwa lata płacił pieniędzmi z kontraktu, których na wszystko nie mogło wystarczyć, więc skończyło się długami.
    NFZ broni się, że zrekompensował mu wydatki na podwyżki, dając w kolejnych latach wyższe kontrakty. Tyle że dwaj biegli powołani do tej sprawy nie mają wątpliwości: środki z Funduszu były niewystarczające. Pierwszy z nich wyliczył, że NFZ powinien dołożyć chodzieskiemu szpitalowi ponad milion złotych, drugi wyliczył mniejszą kwotę - 445 tys. złotych.

    - Dla nas ta niższa kwota jest do zaakceptowania - mówi dyrektor Bożena Sokołowska. - Fundusz nadal jednak ją kwestionuje. Nie wydaje mi się, żeby powołał jednak kolejnego biegłego.
    Jeszcze większy rachunek wystawiło Funduszowi Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Poznaniu. Chodzi o 2,6 mln złotych za czynnik krzepnięcia krwi - preparat, który RCKiK dostarczyło od stycznia do marca 2010 r. do szpitali w ramach programu profilaktyki krwawień dla dzieci z hemofilią A i B. To również koszt przeprowadzonych w ramach programu badań diagnostycznych. Mieć albo nie mieć w kasie 2,6 mln złotych, to już nie jest tylko retoryczne pytanie.

    - Musieliśmy bardzo mocno zacisnąć pasa - przyznaje dyrektor Krzysztof Olbromski. - Odetchniemy dopiero wtedy, kiedy te pieniądze do nas wrócą.

    Sprawa rozbija się o wycenę jednostki czynnika krzepnięcia krwi, która została przez centralę NFZ zmieniona w styczniu 2010 r. Drożej mogły je wycenić te placówki, które realizowały w ramach tego programu "leczenie w warunkach domowych". RCKiK twierdzi, że takie świadczenie zapewniał i ma prawo do wyższej wyceny. Innego zdania jest fundusz.

    - W ubiegłym roku w całym kraju ten program był realizowany na starych zasadach, czyli bez tego dodatkowego świadczenia - tłumaczy Marta Banaszak-Osiewicz, rzecznik Wielkopolskiego NFZ. - Centrum nie mogło więc przyjąć wyższej wyceny.

    O ponad 800 tys. złotych walczy z NFZ Szpital Kliniczny im. Święcickiego. Chodzi o pieniądze za niezapłacone świadczenia z zakresu endokrynologii i niesłusznie, zdaniem szpitala, nałożoną karę. W tym przypadku przygotowany jest już projekt ugody.

    Szpitale płacą za ratowanie życia

    Kilkadziesiąt tysięcy złotych kosztowało Szpital Specjalistyczny w Pile leczenie w 2007 r. nieubezpieczonej 19-letniej pacjentki z Ukrainy.

    Kobieta znajdowała się w stanie krytycznym. Lekarze przez dwa miesiące walczyli o jej życie. Gdyby odstawili ją na granicę, jak zaproponowała ambasada, wydaliby na nią wyrok śmierci.

    Przegrali jednak walkę o jej życie, przegrali również starania o zwrot wydanych na jej leczenie pieniędzy. Nie zapłaciła ambasada. Negatywnie odpowiedział również NFZ, a resort zdrowia ograniczył się do wyjaśnienia, że toczą się rozmowy z Ukrainą na temat umowy o wzajemnym świadczeniu usług medycznych. To, co spotkało szpital w Pile, w każdej chwili może dotknąć każdy inny szpital w Polsce. Nadal nie ma umowy z Ukrainą, a resort zdrowia odsyła szpitale po pieniądze do... zakładu ubezpieczeń, który wystawił wymaganą przy udzieleniu wizy polisę ubezpieczeniową, albo do rodziny.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    NFZ

    ewa (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 39 / 23

    Była "chora kasa", pozostało jej dziecko "obciążony genetycznie, jeszcze bardziej chory NFZ"

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo