Poznań: Chorym można pomóc, ale tylko nielegalnie

    Poznań: Chorym można pomóc, ale tylko nielegalnie

    Danuta Pawlicka

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Przykuta do łóżka i aparatu tlenowego, kobieta chora na stwardnienie rozsiane, nie zasługuje, według NFZ, na pomoc domowego hospicjum. 57-letniej poznaniance można pomóc, ale tylko nielegalnie.
    Prof. Jacek Łuczak przekracza przepisy, by ratować chorych

    Prof. Jacek Łuczak przekracza przepisy, by ratować chorych ©Grzegorz Dembiński

    Przepisy, o których niedawno napisaliśmy, zabraniają poznańskim specjalistom z Hospicjum Palium, spieszyć z pomocą takim ludziom. Przypomnijmy więc, że w znowelizowanym w 2009 roku prawie dotyczącym hospicjów domowych, znalazło się zaledwie kilka chorób, które kwalifikują pacjentów do takiej opieki. Nie może z niej korzystać 57-letnia Małgorzata cierpiąca na stwardnienie rozsiane, nieuleczalną chorobę prowadzącą do inwalidztwa. Jej schorzenie nie zmieściło się na liście NFZ.

    - Noc spędziłam na szpitalnym oddziale ratunkowym, dusiłam się, bo zakrztusiłam się śliną. Moje płuca i przełyk są porażone - opowiada kobieta podłączona do aparatu tlenowego.
    Przetestowała na sobie wszystkie leki, jakie były w finansowym zasięgu jej i służby zdrowia.

    Wszystko na nic. Choroba skutecznie opiera się leczeniu. Teraz jest już z każdym dniem coraz gorzej. Od pół roku dzieli czas na pobyty w szpitalach i w domu, w którym nie może już funkcjonować bez pomocy drugiej osoby. Nasilają się kłopoty z oddychaniem i połykaniem. - Mając 57 lat, przekroczyłam limit na życie - skarży się poznanianka, która jeszcze niedawno malowała, pracowała zawodowo i pomagała innym chorym na SM.

    Bez tlenu może oddychać tylko przez krótką chwilę. Jest zrozpaczona, że lekarze są bezsilni wobec jej choroby, a służba zdrowia zbiurokratyzowana.

    - Jestem wrakiem człowieka, a kiedy o coś zaczynam walczyć, to żąda się ode mnie dodatkowych badań i dokumentów, chorych na SM traktuje się jak wyrzutków społeczeństwa - żali się.
    Hospicjum domowe było jej ostatnią nadzieją na odmianę losu. Zatelefonowała tam i opowiedziała, że jest w dramatycznym stanie, że... traci oddech. Nieznajomy głos po drugiej stronie słuchawki poprosił o adres.

    - Pół godziny później zjawił się w moim mieszkaniu prof. Jacek Łuczak, dyrektor Hospicjum Palium w Poznaniu, i przywiózł ze sobą koncentrator tlenu - opowiada.

    Profesora nigdy wcześniej nie spotkała, więc tym bardziej była zaskoczona taką pomocą. Jak później usłyszała, działał wbrew przepisom oraz interesom klinicznego Szpitala Przemienienia Pańskiego, któremu hospicjum podlega. - Koncentrator przywiozłem nielegalnie, bo SM nie znajduje się na liście chorób wskazanych dla domowych hospicjów - wyjaśnia profesor.

    Poznański specjalista, traktując panią Małgorzatę jako swoją pacjentkę, przekracza o kolejną osobę skromny limit zakontraktowany do pomocy na ten rok. Grupa takich "nielegalnych" pacjentów urosła już do 40 osób.

    Nie znajdzie się już tam miejsce dla innych chorych na SM. Szpital nie może w nieskończoność narażać się na kary z tego tytułu, jakimi był już obciążony w zeszłym roku.

    Posłanka pyta ministerstwo
    Krystyna Łybacka, poznańska posłanka SLD, zainteresowała się sprawą ograniczenia przez NFZ listy chorób kwalifikujących się do udzielania pomocy przez hospicja domowe. Zapytanie poselskie dotyczące tej kwestii skierowała do minister zdrowia Ewy Kopacz.
    W piśmie złożonym za ręce marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny, napisała m.in.: "W odczuciu zarówno personelu, jak i osób współpracujących z hospicjum, jego pacjenci podlegają "selekcji" pod względem dopasowania choroby do katalogu świadczeń refundowanych przez NFZ".
    Odpowiedź jeszcze nie nadeszła.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    NFZ

    Wojtek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 28 / 18

    Po przeczytaniu artykułu jestem bardzo zmartwiony, że panu profesorowi Jackowi Łuczakowi oprócz pani poseł Krystyny Łybackiej nikt nie chce pomóc. Pan profesor od wielu, wielu lat pomaga ludziom...rozwiń całość

    Po przeczytaniu artykułu jestem bardzo zmartwiony, że panu profesorowi Jackowi Łuczakowi oprócz pani poseł Krystyny Łybackiej nikt nie chce pomóc. Pan profesor od wielu, wielu lat pomaga ludziom ciężko chorym, w stanach terminalnych i dziwię się, że nikt z urzędu wojewódzkiego, marszałkowskiego czy urzędu miasta nie pomaga panu profesorowi. Pan profesor Jacek Łukacz jest dla mnie świętym cżłowiekiem - mogę go porównać do Matki Teresy z Kalkuty, profesor Wandy Błeńskiej i ojca Żelazka, którzy też całe życie poświęcili ciężko chorym ludziom. Pan profesor zasługuj na dozgonną wdzięczność!zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Hospicja i NFZ

    zenon (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 22 / 17

    Jakby takie choroby spotkały kogoś z rodziny tych decydentów to bardzo szybko zmieniliby przepisy albo by je złamali, a skromnych i biednych ludzi mają w ... poszanowaniu. Na odszkodowania, renty...rozwiń całość

    Jakby takie choroby spotkały kogoś z rodziny tych decydentów to bardzo szybko zmieniliby przepisy albo by je złamali, a skromnych i biednych ludzi mają w ... poszanowaniu. Na odszkodowania, renty dla swoich znajdują setki tysięcy i wydają je bez zastanowienia a innych że pomagają biednym spotykają kary pieniężne.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo