Recenzja + wywiad: Seweryn Krajewski "Jak tam jest"

    Recenzja + wywiad: Seweryn Krajewski "Jak tam jest"

    Marcin Kostaszuk

    Aktualizacja:

    Nowa płyta Seweryna Krajewskiego to coś niezwykłego w dobie kultu młodości.
    "Jak tam jest? Już nie wiem, czy chcę wiedzieć" - śpiewa w utworze tytułowym dawny lider Czerwonych Gitar. A mamy już wtedy za sobą sporą część płyty i nie sposób było nie wpaść w melancholijny klimat.
    Seweryn Krajewski nigdy nie czuł się komfortowo w roli solisty wystawionego przed reflektor. Do koncertowania wrócił pod wpływem Andrzeja Piasecznego, do studyjnej formy (przynajmniej na tej płycie) dochodzi dopiero, gdy ma wokalną partnerkę (interesujący duet z Anną Teliczan w "Znowu pada") lub partnerów (Piotr Cugowski i Andrzej Piaseczny w "Dymie"). Trudno wierzyć w przypadek - to głównie dla tych dwóch piosenek mógł sięgnąć po płytę młodsi słuchacze.
    A starsi? Nawet gdyby w tej recenzji padły najgorsze epitety, i tak by się nie przejęli. Bo to przecież Seweryn, towarzysz ich młodości. Dziś większość jego nowych utworów mogłaby być pożegnaniem z tym światem - jak "Dalej, spiesz się", "Śpij spokojnie mój świecie" czy cytowany już utwór tytułowy. Kiedyś hałasowały mu gitary, dziś taktownie szemrze orkiestra symfoniczna, a łzy z każdą nutą wyciskają dźwięki fortepianu.
    To nie jest płyta z przebojami. Nie chodzi już nawet o dzisiejsze listy hitów, przeżarte jednorazową tandetą. Od nich Krajewski się odcinał zawsze. Nie ma tu jednak także utworów, który dorównałby jego wcześniejszym osiągnięciom. Jest muzyczna tapeta ze znajomymi motywami. Mam wrażenie, że najlepsze piosenki Seweryna Krajewskiego w XXI wieku zaśpiewał trzy lata temu Andrzej Piaseczny.

    Seweryn Krajewski "Jak tam jest", cena: ok. 35 zł



    Stabilizacja to dla mnie rzecz cholernie ważna

    O swojej najnowszej płycie "Jak tam jest" opowiada Seweryn Krajewski

    To, co Pan śpiewa na "Jak tam jest", napisał Andrzej Piaseczny. Mógłby się Pan pod jego słowami podpisać?
    Myślę, że Andrzej dosyć głęboko wszedł do mojego świata. Rozmawialiśmy sporo, przekazałem mu, o co mi chodzi. Jeśli ja mam to śpiewać… Bo początkowo wcale nie było to takie pewne. Myślałem, że Andrzej powinien pójść za ciosem i pociągnąć kolejny album, następcę "Spisu rzeczy ulubionych". Ale on doszedł do wniosku, że jednak nie, że nie warto się powtarzać.

    Tytuł płyty - "Jak tam jest" - sugeruje tęsknotę za przygodami, z których przeżywania się zrezygnowało. Ale jednocześnie, przez teksty przewija się ławka-kotwica, która trzyma Pana tu i teraz.
    Wbrew pozorom sporo się na tej ławeczce dzieje. Tu się zaczyna życie i tutaj kończy. Jest świadkiem wszystkiego - wiosna, lato, jesień, zima. I widok z niej rozciąga się piękny… A nad tym, jak tam jest, zastanawiam się coraz częściej. To przychodzi z wiekiem. I czy w ogóle coś tam jest?

    Na tej ławce woli Pan siedzieć sam czy w towarzystwie?
    Jednak sam. Oczywiście, czasem ktoś się musi zjawić, ale jest taki moment, że lubię i potrzebuję być sam. Nie lubię ruchu, nie lubię być w drodze, pędzić. Chciałbym, żeby było ciągle tak samo. Żeby ta res-tauracja była zawsze dobra i w tym samym miejscu. (śmiech)

    Nie lubi Pan niespodzianek?
    Chyba nie lubię… Nawet jak to jest fajne, wolę być przygotowany. Stabilizacja to dla mnie rzecz cholernie ważna. Nie chcę ulicy, samochodów i ludzi, którzy ciągle się spieszą.
    Sam jednak zgotował Pan fanom na nowej płycie kilka niespodzianek. Na przykład duet z Anną Teliczan w "Znowu pada". Dlaczego właśnie ona?
    Potrzebowałem żeńskiego głosu, odpowiedniej, ciekawej barwy. Nie do zaśpiewania solówki, tylko kogoś, kto byłby gotów się podporządkować i Ania się zgodziła. Bez pretensji: "A za ile, a dlaczego, a chciałabym tak…" Poszło to wszystko bardzo sprawnie, żadnej filozofii.

    A Piotr Cugowski? Łatwo było poskromić jego rockowy temperament?
    To jest zbyt inteligentny człowiek, żeby w ogóle mu cokolwiek mówić. Od razu zorientował się, o co chodzi i pięknie się przystosował. A głos ma fantastyczny! Obserwuję go od jakiegoś czasu i żałuję tylko, że ten młody człowiek nie ma czego śpiewać. Potrzebuje repertuaru. Potrzebuje hiciora i to niejednego. Świetnie ubarwił moją płytę, ale jestem gotowy poświęcić mu znacznie więcej uwagi.

    Oprac. Marcin Kostaszuk (na podstawie materiałów Sony Music)

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo