Tych klientów nie obsługujemy

    Tych klientów nie obsługujemy

    Leszek Waligóra

    Aktualizacja:

    Kolej mamy taką fajną, dla ludzi. Przecież nikt bydła by tak nie woził. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami nie pozwoli. A człowiek... pieszo nie polezie, za katorgę jeszcze zapłaci.
    Tych klientów nie obsługujemy
    I może jeszcze tych. I tych. I tych. A, i jeszcze tamtych. W zasadzie to byśmy nie obsługiwali wszystkich, ale skoro trzeba... to może, ewentualnie, w drodze wyjątku. Ale tylko tych w krawatach. Klient w krawacie jest mniej awanturujący się.
    Kto zna? Bareja tak głęboko wlazł nam w mózgi, że kultowe cytaty z "Misia" zna chyba każdy. A jak ktoś nie zna - to teraz na żywo można poznać.
    Kiedyś spierałem się z człowiekiem lepiej pamiętającym tamte czasy. - Przecież tak wcale nie było! - mówił. No pewnie, że wcale tak nie było. Ale jakby ludzie wtedy nie brali tego z przymrużeniem oka, to dziś na 40 milionów Polaków musiałoby przypadać jakieś 500 tysięcy psychoanalityków. Tak, żeby dla każdego pacjenta znaleźli czas.
    Bo, niestety, nowi wciąż dochodzą. Po ostatniej podróży PKP (nieoficjalne tłumaczenie tego skrótu, niestety, nie nadaje się do powtórzenia publicznie. Ale pragnę nadmienić, że pierwsze i drugie P to: Pięknie).
    Najpierw był dworzec. Dworzec jakich w Polsce wiele, może trochę większy. Dworzec jakich na Zachód od Edenu niewiele. Taki skansen PRL choć już nawet szklanek dźwiękowych nie potrzebują.
    Na dworcu kolejka. Czynne 6 kas, ale ludzie tłoczą się przy czterech. Jedna przyjmuje tylko płatności w gotówce, ale - jak informuje zmierzającego w tamtym kierunku dżentelmena pewna roześmiana już dziewczyna - kasa przyjmuje gotówkę, ale wyłącznie odliczoną. Bo reszty nie ma jak wydać. Dobrze, że bilety choć wydaje. A, przepraszam, nie wydaje, bo nie ma komu wydawać, skoro nikt nie płaci. Wredni klienci.
    Przy drugim okienku pani klientka od 20 minut próbuje odzyskać pieniądze za bilet, którego z jakichś powodów nie wykorzystała. Zakładam, że prawdopodobieństwo jej spóźnienia na pociąg jest mniejsze niż spóźnienia się pociągu. Pani jednak dostaje tylko pieniądze za bilet, bo na nim jest pieczątka odpowiedniego urzędnika - nie zaś za miejscówkę, bo na niej pieczątki już nie ma. Kasjerka tłumaczy, że oddać pieniędzy bez pieczątki nie może, bo ona nie ma pewności, czy klientka sobie na tej miejscówce Polski nie przemierzała. Jak to zrobić na samej miejscówce... tego już PKP nie wyjaśnia, ale dopuszcza, że to możliwe.
    Zaraz jednak przychodzi kolej na mnie. Wszystko się w naturze wyrównuje, bo ja z kolei dostaję bilet bez miejscówki. "Bo w tych pociągach nie trzeba". Że nie trzeba przekonuję się błyskawicznie. Na co komu miejscówka, skoro miejsca nie ma?
    Jakimś cudem ląduję jednak między sapiącym panem, a parą, która parą wcale nie jest, ale obydwoje szczebioczą przez następne 3 godziny głosami o ton wyższymi. Znaczy: podryw.
    Na przeciwko mości się pan, który prawdopodobnie nie rozumie po polsku, bo na zmianę marszczy brew i wybucha śmiechem. I, kiedy obok zwalnia się miejsce, ściąga buty i zajmuje je swoimi stopami... Ja bym wolał, żeby jednak te buty na miejscu zostały. Siedząca obok dama jest jednak przyzwyczajona do wszystkiego i całą podróż przesypia.
    Nie budzi jej nawet pot kapiący ze współpasażerów. Jak wiadomo: w polskich pociągach może być albo za zimno, albo za ciepło. Pośrodku to można mieć w domu. W tym przedziale jest sauna, a regulacja temperatury działa wyłącznie w górę. To i tak lepiej niż w ubiegłym roku, kiedy próbując zapobiec odmrożeniu stóp przepaliłem sobie podeszwy.
    Poziom irytacji osiąga kulminację w drugiej godzinie podróży, gdy rosły konduktor nie umie rozwiązać sporu o miejsce w przedziale obok. Nie mogliby zatrudniać małych konduktorów? Więcej miejsca w pociągu, a i wiadomo: małego to wstyd bić.
    Wreszcie stacja docelowa. Sardynki wypadają na peron. A te trzy wagony z tyłu, do których wsiąść nie wolno było, jak wyruszyły puste, tak puste dojechały. W końcu kto bierze kuszetkę na 3 godziny podróży?
    Na szczęście ta podróż nie wymaga psychoterapii. Już trochę ochłonąłem. Wiem, że to Polska, że najpierw trzeba się zastanowić, a za jakieś 30 lat się zbuduje szybką, nowoczesną kolej. Według planów sprzed 40 lat.
    Ale naprawdę: czuję się normalnie potraktowanym klientem. A trzeba gest kolei docenić, bo nie miałem krawata.
    Za chwilę pójdę na pocztę.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo