Poznań na niedzielę: W środę przypada 66. rocznica...

    Poznań na niedzielę: W środę przypada 66. rocznica wyzwolenia miasta

    Maciej Roik

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    W środę, 23 lutego, przypada 66. rocznica wyzwolenia Poznania spod niemieckiej okupacji. Z Michałem Krzyżaniakiem, doktorantem w Instytucie Historii UAM i badaczem II wojny światowej, rozmawia Maciej Roik
    Zburzonej po 1945 r. wieży Zamku nigdy nie odbudowano

    Zburzonej po 1945 r. wieży Zamku nigdy nie odbudowano ©Zbigniew Zielonacki

    Wyzwolenie Poznania zajmuje ważne miejsce w historii miasta. Czy są wątki, które do dzisiaj pozostały niewyjaśnione?
    Jest ich sporo. Najświeższy przykład to odkopanie resztek działa pancernego na północnych stokach Cytadeli. Nie mieliśmy pojęcia, że w Poznaniu dysponowano działem Panzer IV. W materiałach, wspomnieniach czy dokumentach, nikt słowem o nim nie wspominał. To pod znakiem zapytania postawiło wcześniejsze domysły, a propos przebiegu walk.

    Mimo pewnych niejasności, można stwierdzić, że droga do zwycięstwa nie była łatwa. Jak wyglądał powrót mieszkańców do normalności w zniszczonym w połowie Poznaniu?
    Nawet jeśli pominiemy kwestie zniszczeń, które faktycznie były ogromne, w Poznaniu przede wszystkim brakowało żywności.
    To była największa bolączka mieszkańców jeszcze wiele dni po zwycięstwie. Jak wynika ze wspomnień, czasem kłopot stanowili nadużywający alkoholu Rosjanie, którzy momentami czuli się bezkarni i powodowali wiele wypadków.
    Jakich sposobów - poza walką - chwytali się Rosjanie, by odnieść zwycięstwo?
    Jednym z nich było puszczanie przez megafony komunikatów dla Niemców na kilka dni przed zdobyciem Cytadeli. Informowano w nich, że 23 lutego Cytadela musi paść, aby uczcić święto Armii Czerwonej. Taką wersję przedstawiał jeden z żołnierzy Wehrmachtu. I faktycznie to działało. W ostatnich dniach wielu żołnierzy rezygnowało z walki. W dużych grupach uciekali w stronę linii niemieckich lub się poddawali.

    Jak traktowano pojmanych Niemców?
    Ci, którzy mieli mniej szczęścia, byli w doraźnych sytuacjach rozstrzeliwani. Z kolei żołnierze, którzy trafili do niewoli, byli kierowani do obozów jenieckich, których na terenie miasta było kilka. Dwa najważniejsze działały na Dębcu i na Golęcinie, na terenie koszar. Tam starano się przede wszystkim odnaleźć SS-manów i osoby, które mogły odpowiadać za zbrodnie wojenne. Jak wynika ze wspomnień, agresja ze strony Rosjan pojawiała się głównie na początku. Później się zmniejszała, a jeńcy paradoksalnie skarżyli się głównie na innych Niemców. Wielu z nich ujawniało się jako komuniści, którzy byli gotowi gorliwie pomagać Rosjanom. Niemcy, którzy zarządzali blokami w obozach jenieckich, byli panami życia i śmierci. To oni budzili nienawiść swoich współziomków i traktowano ich jak zdrajców. Pojmani żołnierze służyli także celom propagandowym. Po zakończeniu walk, przez Poznań przeszło kilka marszów. Jeńcy byli przeprowadzani przez miasto tylko po to, by przemarsze te sfilmować. Na kronikach widać nienawiść Polaków do byłych okupantów. Są sceny, na których poznaniacy rzucają się na żołnierzy.

    A jak wyglądała kwestia najcięższych walk o Cytadelę?
    To osobna rzecz. Tak naprawdę wiele z osób, które tam walczyły, wcale tego nie chciało. Relacje potwierdzają, że na przykład wzywano mężczyzn na posterunek pod pretekstem odgruzowywania miasta, a faktycznie trafiali oni w szeregi Armii Czerwonej. To w dużej mierze nie był zaciąg ochotniczy. Wiele osób z pewnością nie chciało dobrowolnie iść w największe piekło i ginąć na sam koniec wojny.

    Armia Czerwona werbowała Polaków, bo nie chciała się wykrwawiać?
    Pułki i dywizje, które przybyły do Poznania po miesiącu walk, były mocno nadwyrężone. Dlatego stosowano doraźną mobilizację. Chodziło o uzupełnienie jednostek. Poznaniaków organizowano w oddziały dowodzone przez radzieckich oficerów.

    Jaki był wkład mieszkańców miasta w zwycięstwo?
    Przypatrując się stosunkowi poległych, to wkład można ocenić jako niewielki. Zginęło od 96 do 104 Polaków. Tymczasem zabitych Niemców i Rosjan można liczyć w tysiącach. Poznaniacy największą rolę odegrali na początku walk, kiedy służyli Rosjanom m.in. jako przewodnicy.

    Czy dziś na ulicach możemy spotkać ślady tamtych dni?
    Jest ich wiele. Najbardziej charakterystyczny jest brak wieży na Zamku. Była tak zniszczona, że postanowiono ją wyburzyć, jednak nigdy jej nie odbudowano. Ślady po kulach i odłamkach widać także na wielu budynkach na Sołaczu, Wildzie czy Jeżycach. Przykładem jest dom przy ulicy Norwida, obok trasy pestki.

    Rozmawiał Maciej Roik

    Będą walczyć
    W niedzielę (20 lutego) na Cytadeli odbędzie się widowisko historyczne "Bitwa o Poznań".
    Spotkanie ma służyć przypomnieniu wydarzeń sprzed 66 lat, kiedy to od końca stycznia 1945 roku wojska radzieckie toczyły ciężkie walki o "Festung Posen".

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo