Poznań. Podkradali miejsce niepełnosprawnej

    Poznań. Podkradali miejsce niepełnosprawnej

    Błażej Dąbkowski

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Maria Tomaszewska chciałaby mieć normalne życie, pracować i być aktywną. Tak jak jej zdrowi sąsiedzi. Choć jest niepełnosprawna, to nie wózek inwalidzki najbardziej utrudnia jej pracę i poruszanie się.
    Maria Tomaszewska jest szczęśliwa w te dni, gdy udaje się jej bezpiecznie dotrzeć do domu

    Maria Tomaszewska jest szczęśliwa w te dni, gdy udaje się jej bezpiecznie dotrzeć do domu ©Błażej Dabkowski

    Największym problemem jest miejsce parkingowe przy ulicy Naramowickiej, które notorycznie zajmują inni mieszkańcy. Co robi spółdzielnia mieszkaniowa, by pomóc pani Marii? Zrzuca odpowiedzialność na straż miejską. Co robią municypalni? Mówią, że to spółdzielnia źle oznaczyła miejsce dla niepełnosprawnych. Mieszkanka ma już dość "spychologii", która nie pozwala jej godnie egzystować. Nie dość, że spotykała się z obojętnością spółdzielni, to i strażnicy miejscy potraktowali ją obcesowo.
    - W zeszłym tygodniu ani razu nie mogłam zostawić samochodu na kopercie, a jeśli tego nie zrobię, nie ma możliwości bym dostała się do domu - złości się M. Tomaszewska.

    Parkować można oczywiście na nieutwardzonym parkingu, znajdującym się zaledwie kilka metrów od tego stworzonego przez SM Wielkopolanka, jednak w przypadku osoby poruszającej się na wózku taki manewr jest wykluczony.
    - Sama nie jestem w stanie pokonać krawężnika, pozostaje mi tylko liczyć na uprzejmość koleżanek z pracy - dodaje pani Maria. Znacznie gorzej sytuacja wygląda wieczorami, gdy wraca od lekarza lub klienta (jest pośrednikiem obrotu nieruchomościami). Jak wyjaśnia niepełnosprawna poznanianka, w ekstremalnych przypadkach na pomoc czekała nawet kilka godzin. To z kolei odbija się na jej zdrowiu, bo nie dalej niż kilka dni temu odmroziła sobie dłonie i usta.
    - Do tego miejsce dla niepełnosprawnych jest cały czas blokowane przez klientów pobliskiej poczty lub fryzjera. Gdy pani Maria musi wyjechać na spotkanie, rozpoczynają się poszukiwania kierowców tych aut - załamuje ręce Maria Miszuda, koleżanka z pracy.
    M. Tomaszewska wyjaśnia, że za każdym razem, gdy próbowała interweniować u straży miejskiej, spotykała się z obojętnością, czasem wręcz niegrzecznością. - Raz usłyszałam od dyżurnego, że moje problemy po prostu ich nie obchodzą.
    Tylko w zeszły poniedziałek wykonywała telefony przez cztery godziny, ale i tym razem municypalni ją zawiedli. Skąd taka postawa? - Nie możemy interweniować, gdy miejsce dla niepełnosprawnych jest źle oznakowane. To byłoby nadużycie, a przepisy są po to, by ich przestrzegać - mówi Przemysław Piwecki ze straży miejskiej. Jego zdaniem przy bloku brakuje tabliczki, która ostrzegałaby sprawnych kierowców przed odholowaniem pojazdu w przypadku zajęcia miejsca dla niepełnosprawnych. - Ale już zrobiliśmy kilka zdjęć i wysłaliśmy je do administratora z prośbą, by je zamontował. Nie możemy spółdzielni do niczego zmusić - dodaje.
    Spółdzielnia tymczasem nie wie, czy oznakowanie jest zgodne z obowiązującymi przepisami, ale po naszym telefonie obiecała wyjaśnić sytuację. - W przypadku innej lokalizacji zdarzyło nam się wystosować pismo do straży, by częściej karać nieuczciwych kierowców. Wtedy municypalni tłumaczyli się, że na prywatnym terenie nic nie mogą zrobić, a przepisy od tego czasu rzeczywiście się zmieniły - informuje Grzegorz Maćkowiak, członek zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Wielkopolanka.
    A pani Maria ma już tylko jedno marzenie. By fiat uno, który najczęściej blokuje jej kopertę, przestał zabierać miejsce, które jej się należy.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo