Dlaczego rycerz nie robi w banku?

    Dlaczego rycerz nie robi w banku?

    Leszek Waligóra

    Aktualizacja:

    Fachowiec? Kiedyś była taka fucha, ale dziś lepiej wziąć kogoś w zastępstwie...
    Dawnymi czas, gdy smok okrutny, chciwy i morderczy napadał na jakąś piękną krainę, królowie mieli zwyczaj wzywać na pomoc rycerstwo. Rycerstwo było podówczas bardziej chciwe nawet niż obecni najemnicy z Blackwater. Bo taki najemnik za pogonienie każdego, kto przypomina Bin Ladena (a w pewnych miejscach, zwłaszcza po ciemku, przypomina każdy) bierze wikt, opierunek i kontrakt na ładne kilkadziesiąt tysięcy dolarów. A rycerstwo za wikt, opierunek i zielone smoków bić nie chciało.
    Rycerstwo za mniej niż pół królewny i rękę królestwa... (faktycznie, wstyd dowcipy z taką brodą publikować), czyli za pół królestwa i rękę królewny smoków bić nie chciało. I tu rodzi się podejrzenie: jakim cudem smoki wyginęły przy takich stawkach? Przecież już przy pierwszej setce skończyłyby się królestwa. Z drugiej strony... po każdym ubitym jaszczurze przybywało jedno małe królestwo, bo jedno duże dzieliło się na pół. Biedne smoki... pod koniec jak się chciały najeść, to chapnąwszy jedną owcę, pewnie musiały liczyć się z odwetem dwóch królestw i jednego księstwa. Bo lewa raciczka była jednego króla, prawa drugiego, a kuper sobie jakiś książę upatrzył.
    Ale nie o tym dziś, nie o tym. Problem z ubijaniem smoków polegał na tym, że jak świat długi królowie oferowali godne apanaże fachowcom od mokrej roboty, a każdorazowo do tejże roboty brali się jacyś pastuszkowie, pomocnicy szewców i inne dratewki. Z całym szacunkiem dla tych godnych zawodów, ale to amatorka przy takim ciężkozbrojnym lanknechcie, który swoim mieczykiem kroił byka na raz.
    Wnioski? Albo królewny były tak brzydkie, że tylko drugi sort smokobójców uważał je za atrakcyjną rekompensatę za smokobicie. Albo wynagrodzenie było po prostu zbyt marne na utrzymanie czystej zbroi. Albo też już wówczas powszechne było zjawisko outsourcingu, czyli podzlecania. Uznany rycerz ubiwszy dwa smoki, zakładał pewnie spółkę BazyliszkiAndDragoCaput, najmował patałachów, a sam brał 50 procent od wszystkiego, bez żadnego ryzyka. W razie czego powie się, że pastuszek skrewił, a za bramą czeka cała rzesza bezrobotnych szewców. Odszkodowań płacić nie trzeba, a co klient ma powiedzieć, kiedy w oczy zagląda mu smok? To już lepiej dać się rycerzowi oszwabić, ten nie weźmie wszystkiego, ot jakieś 20 procent. Góra połowę.
    Minęły wieki. Spółki smokobójców dawno już upadły, choć bardziej prawdopodobne jest, że przekształciły się w korporacje. Bo, choć miecze w nich nawet w magazynach nie występują, bo choć o przelewaniu krwi nikt tam nie mówi - co najwyżej o targetach, estymacjach, wzrostach i kejsach - to schemat działania pozostaje ten sam. Na pierwszej linii walki ze smokiem nadal pozostaje pastuszek. Od pastuszka z reguły wymaga się już jednak, żeby miał strój godny, w mowie był gładki, korporacji oddany. Najlepiej też, żeby był wolontariuszem. Ale skoro się nie da, to niech żyje za miskę ziemniaków.
    Współczesny korporacyjny pastuszek nie musi być specjalistą w swej dziedzinie. Nawet lepiej jeśli nie jest. I tak, do inwestowania w produkty strukturyzowane, namawia w banku historyk sztuki. Zawiłości kredytów hipotecznych tłumaczy pan po AWF-ie, a do lokowania na lokacie, która lokatą nie jest, namawia pani geograf. Przynajmniej z wykształcenia. Później można powiedzieć, że to wina klienta, że umowy nie przeczytał. Co z tego, że geograf, historyk czy inny gimnastyk nie umiał jej wytłumaczyć lub wytłumaczył źle? Klient ma zrozumieć! Pewien bank dziwi się na przykład, że klient nie rozumie, że nie ma pieniędzy na lokacie tylko w biurze maklerskim. Klient nie rozumie, bo pani w banku tlumaczyła, że to lokata. Zresztą: tak mówiła też reklama. Kłamała? No skąd... Trzeba było czytać to co pod gwiazdką.
    Kiedyś bankowiec to była osoba zaufania publicznego. Ale, skoro banki zakładają niebankowcy, pracują w nich niebankowcy, komu ufać? I kto tu smok, a kto tu pastuszek? Biorąc pod uwagę, że smoki drapieżne... To banki. Zła to wróżba, bo przecież smoki wyginęły. Ale co z tego, skoro klient czuje się przy banku jak taki pastuszek, co to połakomił się na pół królestwa, a zostało mu pół ręki.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    To nawet ciekawe...

    :) (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 18 / 24

    Chociaż układ korporacyjny ma się dobrze i w wielu innych miejscach, gdzie pastuszków jest na morgi. A fachowcy? Szukają lepszej pracy, a ze smokami to mogą co najwyżej walczyć dla przyjemności. O,...rozwiń całość

    Chociaż układ korporacyjny ma się dobrze i w wielu innych miejscach, gdzie pastuszków jest na morgi. A fachowcy? Szukają lepszej pracy, a ze smokami to mogą co najwyżej walczyć dla przyjemności. O, np. w takim Nightwood. To dopiero jest fantastyczny świat! :) Tyle że wirtualny, bo to jest taka gra - jak chyba wszystko zresztą. Niestety. :(zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    To nawet ciekawe...

    :) (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 19 / 28

    Chociaż układ korporacyjny ma się dobrze i w wielu innych miejscach, gdzie pastuszków jest na morgi. A fachowcy? Szukają lepszej pracy, a ze smokami to mogą co najwyżej walczyć dla przyjemności. O,...rozwiń całość

    Chociaż układ korporacyjny ma się dobrze i w wielu innych miejscach, gdzie pastuszków jest na morgi. A fachowcy? Szukają lepszej pracy, a ze smokami to mogą co najwyżej walczyć dla przyjemności. O, np. w takim Nightwood. To dopiero jest fantastyczny świat! :) Tyle że wirtualny, bo to jest taka gra - jak chyba wszystko zresztą. Niestety. :(zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo