Poznań: Budynek trafił do rąk spadkobiercy

    Poznań: Budynek trafił do rąk spadkobiercy

    Beata Marcińczyk

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Budynek z narożnika ulic Przybyszewskiego i Szamarzewskiego po latach trafił do rąk spadkobiercy

    Budynek z narożnika ulic Przybyszewskiego i Szamarzewskiego po latach trafił do rąk spadkobiercy ©Janusz Romaniszyn

    Po latach potyczek sądowych z miastem Józef Zagórski (syn) odzyskał grunt odebrany rodzinie w czasie wojny. Wówczas Niemcy zbudowali na nim dom dla pracowników swojej poczty. Mieszkający w nim dzisiaj lokatorzy mają ogromny żal do miejskich urzędników za zaniedbanie spraw, obawiają się też, że prywatny właściciel wyśrubuje im czynsze.
    Budynek z narożnika ulic Przybyszewskiego i Szamarzewskiego po latach trafił do rąk spadkobiercy

    Budynek z narożnika ulic Przybyszewskiego i Szamarzewskiego po latach trafił do rąk spadkobiercy ©Janusz Romaniszyn

    Historia budynku przy skrzyżowaniu ulic Przybyszewskiego i Szamarzewskiego opisywana jest regularnie co kilka lat przez poznańskie media. Ostatnio o sprawie związanej ze staraniami odzyskania gruntu przez spadkobierców Józefa Zagórskiego (seniora), przedwojennego fabrykanta branży motoryzacyjnej, pisaliśmy w 2008 r.

    Jako właściciel tej działki przez 80 lat (od 1923 roku) w księdze wieczystej wpisany był Józef Zagórski - producent autobusów, który kilkadziesiąt metrów dalej miał dobrze prosperującą fabrykę i myślał o rozbudowie zakładu.
    Okupacja pokrzyżowała te plany. Zagórskich wyrzucono z posiadłości. Niemcy zbudowali tam wielorodzinne budynki. Po wojnie mieszkania w nich dostali m.in. pracownicy Poczty Polskiej. Z akt wynikało, że działka została wywłaszczona na rzecz Skarbu Państwa w 1956 r. Została dla niej założona księga wieczysta, a w 2004 roku jako właściciela wpisano Miasto Poznań. Trzy lata później minister budownictwa stwierdził jednak uwłaszczenie za nieważne. Spadkobiercy złożyli wniosek o stwierdzenie nieważności decyzji komunalizacyjnej działki. Minister Infrastruktury odmówił unieważnienia decyzji ministra budownictwa - miasto więc zaskarżyło to do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, ale do dzisiaj skarga nie została rozpatrzona. Po wielu sprawach w sądach i zaangażowaniu ministerstw, w księdze wieczystej jako właściciele figurują od kilku miesięcy spadkobiercy Józefa Zagórskiego.

    Zwrócili się oni w czerwcu do MPGM o wydanie nieruchomości. Miasto wówczas sprzeciwiło się temu ze względu na trwające postępowanie w sprawie legalności decyzji wywłaszczeniowej. Być może wtedy uznano by, że ze względu na poniesione nakłady (czyli m.in. postawienie budynku), powinien on jednak stanowić własność Skarbu Państwa. Budynek funkcjonował przez wiele lat jako obiekt o nieuregulowanym stanie prawnym.

    - Zgodnie z przepisami prawa nieruchomość stanowią grunt i budynek. Staramy się o dokumenty, by dowieść prawa do nakładów - tłumaczy Mirosław Kruszyński, zastępca prezydenta Poznania, odpowiedzialny za gospodarkę komunalną. - Ale dzisiaj jest taki stan prawny, jaki jest. Moim zdaniem pan Zagórski nie jest właścicielem tych nakładów. Nie jest nim jednak także miasto - dodaje.

    Tu jednak głos podnoszą mieszkańcy budynku.
    - Ten dom był ostrzelany. Kto dostał przydział, robił wszystko, by doprowadzić mieszkanie do używalności. Niektórzy musieli nawet stawiać ściany - mówi pani Barbara.

    - Ja oddałam książeczkę mieszkaniową, dostałam przydział z prezydium i sama wyremontowałam mieszkanie - denerwuje się pani Janina.
    Najbardziej boli ich, że ich sąsiedzi z bloków położonych między ulicami Szamarzewskiego a Dąbrowskiego zdołali wykupić mieszkania od miasta i pozakładać wspólnoty.

    - Nam ciągle mówiło się, że jesteśmy "nieuregulowani", a przecież od ponad 20 lat piszemy do miasta! Zbieramy dokumenty i je dostarczamy urzędnikom! - irytują się mieszkańcy. Wielu z nich także myślało o wykupie mieszkania, że w końcu się uda, że jako wspólnota zadbają o nieremontowany od lat dom.

    - Włożyliśmy tu miliony - mówią. - Wystarczy policzyć. Rzadko kto nie płaci. Ale MPGM żadnych remontów nie robił, zasłaniając się nieuregulowanym stanem prawnym. Nasze pieniądze szły na remonty innych budynków. Czy ktoś o tym pomyślał?

    Ostatniego dnia grudnia 2010 roku urzędnicy MPGM, po przeprowadzeniu bilansu zysków i strat (m.in. kosztów sądowych) wydali nieruchomość spadkobiercom.
    - Nas się o niczym nie informuje. Jesteśmy starzy, niemedialni - komentuje jedna z kobiet.- Granica działki dzieli moje mieszkanie. Jest ono już w prywatnych rękach czy to wciąż nieuregulowany stan prawny?

    - Proszę zapewnić tych ludzi, że nie zostaną skrzywdzeni - mówi Józef Zagórski. - Niestety, za te pieniądze, które teraz płacą z tytułu czynszu, nie jestem w stanie wyremontować budynku. Remontu wymagają dach, instalacje. Oni sami o tym wiedzą najlepiej. Nie podniosę jednak stawek tak wysoko, jak pozwalają przepisy. Wiem, że ci ludzie nie są niczemu winni, wszystko, co robili, robili w dobrej wierze i doskonale ich rozumiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo