Niemowlę (nie) koniecznie do wzięcia

    Niemowlę (nie) koniecznie do wzięcia

    Alicja Lehmann

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Adaś miał zaledwie jeden dzień, kiedy został podrzucony

    Adaś miał zaledwie jeden dzień, kiedy został podrzucony ©Andrzej Szozda

    Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze. Mały Adaś, którego w listopadzie 2010 roku znaleziono na wycieraczce, w dalszym ciągu przebywa w poznańskim domu dziecka. Nie ma nadanego imienia, nazwiska ani numeru PESEL. Bez tego nie może trafić do adopcji.
    Adaś miał zaledwie jeden dzień, kiedy został podrzucony

    Adaś miał zaledwie jeden dzień, kiedy został podrzucony ©Andrzej Szozda

    Historię noworodka z wycieraczki opisywaliśmy w grudniu ubiegłego roku. Wieczorem, 13 listopada przed drzwiami swojego mieszkania, w jednej z kamienic w Wałczu, Paweł Zieleniewski znalazł noworodka. Chłopczyk owinięty był w kawałek cienkiego płótna. Dzięki natychmiastowej reakcji pana Pawła i jego rodziny noworodek trafił do miejskiego szpitala. Tu nazwano go Adasiem. Był zdrowy. Według lekarzy urodził się około doby przed podrzuceniem.


    Sprawą chłopca zajęła się wałecka prokuratura oraz tamtejszy sąd. Po kilku dniach pobytu w szpitalu niemowlę zostało przewiezione do Domu Dziecka nr 1 w Poznaniu. Tu miało czekać na decyzje. Zgodnie z prawem matka, która zostawiła je tamtego wieczora, miała sześć tygodni na zmianę zdania i zabranie z powrotem. Termin minął 25 grudnia. Chłopczyk miał szybko trafić do adopcji.

    Prowadząca sprawę porzucenia noworodka prokuratura rejonowa w Wałczu, umorzyła postępowanie.
    - Sprawę zamknęliśmy 17 grudnia ubiegłego roku z powodu niewykrycia sprawcy - mówi Tadeusz Mikucki, prokurator rejonowy w Wałczu.

    Mimo że chłopczyk był już w Poznaniu, o jego losie miał teraz decydować wałecki sąd. Według Małgorzaty Dering-Suskiej, prezesa sądu w Wałczu, sędzia czekał, aż prokurator zamknie sprawę i nie był poinformowany o jej zakończeniu.

    - Zależało nam na najpełniejszym wyjaśnieniu czy uda się odnaleźć biologiczną matkę - tłumaczy Dering-Suska. - Kiedy okazało się to wątpliwe, wszczęliśmy postępowanie o ustanowienie opieki.

    W związku z tym, że Adaś obecnie przebywa w Poznaniu sąd w Wałczu uznał, że nie jest już sądem właściwym do rozpatrzenia sprawy. Akta dziecka przesłał do poznańskiego Sądu Rejonowego Grunwald-Jeżyce. Na biurko sędziego trafią jednak nie wcześniej niż w tym tygodniu. Powód? Zostały wysłane dopiero w miniony czwartek, po telefonie dziennikarki "Głosu". Ponadto, w związku z tym, że poczta odbierana jest z innego, niż budynek wydziału rodzinnego sądu w Wałczu, należy się liczyć z dodatkowym opóźnieniem.

    Cezary Tomczyk, pracownik socjalny placówki, w której przebywa Adaś, zapewnia, że chłopiec otoczony jest należytą opieką, ale nie ukrywa, że liczył na to, iż dziecko szybko opuści dom dziecka i zamieszka z nowymi rodzicami.

    Adaś ma już ponad trzy miesiące. I mimo że w jego sprawie formalnie nie złamano żadnych procedur czy terminów, ktoś nie pomyślał i nie przesłał jego akt dalej, tak, by mógł szybko trafić do adopcyjnych rodziców. A chętnych na niemowlę nie brakuje. W ośrodku, który zajmie się adopcją chłopca, na dziecko czeka obecnie ponad 20 par.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo