Kino: Playboy, który szczerze śmieszy

    Kino: Playboy, który szczerze śmieszy

    Jacek Sobczyński

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Mieć tyle piękności pod jednym dachem to pech? Owszem

    Mieć tyle piękności pod jednym dachem to pech? Owszem ©fot. Elżbieta Kasperska/Fabryka Obrazu

    Nie jest chyba tajemnicą, że od kilku ładnych lat twórcy polskich komedii rywalizują z sobą o to, komu uda się zawiesić poprzeczkę humorystycznej bryndzy jeszcze niżej. Gdy rok temu myśleliśmy, że konkurencję w cuglach zakasował swoim "Ciachem" Patryk Vega, ledwie kilka tygodni temu do peletonu lekkim truchtem dobił "Weekend" Cezarego Pazury.
    Mieć tyle piękności pod jednym dachem to pech? Owszem

    Mieć tyle piękności pod jednym dachem to pech? Owszem ©fot. Elżbieta Kasperska/Fabryka Obrazu

    Nie wiadomo, jak widzowie, za to krytycy filmowi od pewnego czasu chodzą na polskie komedie z czysto perwersyjnej przyjemności. Takiej, z jaką ogląda się "Klątwę Doliny Węży" czy kuriozalne produkcje Eda Wooda, filmy tak złe, że aż fascynujące.

    Biję się w pierś i przyznaję, że na "Och Karol 2" szedłem jak na ścięcie. Sam trailer zwiastował wszystko, co najgorsze: wydurniającego się Piotra Adamczyka i strzelającą sztywnymi dialogami ekipę roznegliżowanych, rodzimych gwiazdek kina i telewizji. Tymczasem zaskoczenie: film Piotra Wereśniaka nie jest, rzecz jasna, mistrzostwem współczesnej komedii, ale też nie sposób się za niego wstydzić.

    Tytułowy Karol w niczym nie przypomina wyśmienitego playboya, któremu do uwiedzenia każdej kobiety wystarczy lekkie muśnięcie ofiary wzrokiem. W kreacji Piotra Adamczyka nasz Casanova to ciapowaty okularnik, z wyglądu przypominający bardziej zestresowanego doktoranta niż łamacza serc.

    A jednak potrafi jednym zdaniem posadzić grupę wściekłych handlowców, którzy mają do niego pretensje o spóźnienie się na szkolenie. Tak, szkolenie, ponieważ nasz Karol nie jest już architektem (jak miało to miejsce w pierwszej wersji filmu), lecz specem od technik negocjacyjnych. Na co dzień porusza się sportowym peugeotem, ma piękną willę, a jego koleżanka z pracy nawet nie ukrywa się z lesbijskimi skłonnościami. Świat idzie do przodu, tylko Karol XXI wieku zachowuje się tak samo, jak jego pierwsza wersja.

    I stąd bierze się jego życiowy problem. Karol po prostu nie umie odmówić żadnej kobiecie. Nie pomaga terapia u psychoanalityka, na nic wdzięki ślicznej narzeczonej (pod względem urody grająca ją Małgorzata Socha kasuje pozostałe żeńskie gwiazdy filmu w przedbiegach). Karol podrywa wszystkie i wszędzie. Dba przy tym o zróżnicowanie partnerek; lawiruje od łóżka wyuzdanej Wandy (Małgorzata Foremniak) do głupiutkiej Paulinki (Marta Żmuda-Trzebiatowska), skacze to w objęcia zdecydowanej Ireny (Katarzyna Zielińska), to znów do wpatrzonej w niego jak w obrazek kelnerki Adrianny (Katarzyna Glinka). A przecież trafiają mu się jeszcze po drodze inne "szybkie strzały"...

    Film Wereśniaka nie jest kontynuacją hitowego "Och, Karol"  - to raczej swobodnie nakręcona przeróbka komediowego przeboju lat 80., sprawnie dostosowana do współczesnych realiów.

    Nakręcona, warto dodać, z niezłym wyczuciem smaku. Żenująco - wulgarne żarty, w jakich lubują się twórcy rodzimych komedii, zostały tu zastąpione humorem sytuacyjnym. Nie zawsze najwyższych lotów, za to momentami autentycznie celnym. Świetnymi nośnikami żartów są zwłaszcza aktorzy drugoplanowi, wśród których wybijają się zwłaszcza Wiktor Zborowski (przyszły teść Karola) i bodaj najlepszy w całej obsadzie Krzysztof Stelmaszyk, z wdziękiem wcielający się w portiera firmy, na której korytarzu wystają wszystkie ukochane Karola. Ma się rozumieć, że żadna z dziewczyn nie ma pojęcia, iż w życiu ich partnera jest ktoś jeszcze. Do czasu...

    Oczywiście, daleko nowym przygodom Karola nie tylko do klasyków polskiej komedii, ale nawet co lepszym śmieszno-romantycznym współczesnym produkcjom zza Oceanu. Są sceny, które bez szwanku dla scenariusza Wereśniak mógł spokojnie wywalić (na przykład dość nudny epizod z wypadem na paintball czy praktycznie nic niewnoszący wątek związku Karola z kelnerką Adą). Ale naprawdę rzadko wychodzi się z polskiej komedii, nie szczypiąc się w rękę i zastanawiając, czy te idiotyzmy naprawdę obejrzeliśmy przed chwilą na ekranie. Och, Karol! Po raz drugi udało Ci się rozbawić nas w fajny, nienachalny sposób. A to już sztuka.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo