Karać, ale z umiarem. Tak zdobywać szacunek

    Karać, ale z umiarem. Tak zdobywać szacunek

    Agnieszka Smogulecka

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Karać, ale z umiarem. Tak zdobywać szacunek
    Liczby, słupki. Policjanci od lat skarżą się, że dla przełożonych ważna jest tylko statystyka. Ale tym razem to przesada. Bo policjanci ruchu drogowego powinni być nie tylko od tego, by karać łamiących przepisy, ale też (a może przede wszystkim), by pomagać kierowcom w trudnych sytuacjach, np. po kolizji, wypadku, czy kiedy trzeba upłynnić ruch.
    Karać, ale z umiarem. Tak zdobywać szacunek
    Oczywiście, żaden funkcjonariusz na służbie nie powinien udawać, że nie widzi wykroczenia. Wierzę, że są sytuacje, gdy człowiek aż się prosi, by mundurowy wyciągnął bloczek z mandatami i wypisał maksymalną kwotę. Ale są też sytuacje, w których wystarczy pogrozić palcem. I to policjant będący świadkiem zajścia, a nie jego przełożony zza biurka, powinien decydować o tym, jak zareagować.

    Słyszałam różne opowieści na temat spotkań tzw.
    użytkowników dróg z policjantami drogówki. Gdy ktoś dostawał mandat, najczęściej wzruszał tylko ramionami. Płacił i "miał to z głowy". Natomiast wszyscy ze współczuciem patrzyli na koleżankę, która wspominała, jak przed laty przyłapano ją na przechodzeniu przez drogę na czerwonym świetle. Prosiła o mandat, ale nie dostała go: w ramach "szkolenia" musiała obejść w koło duże skrzyżowanie, przy każdej jezdni czekając na zielone światło. Towarzystwo nie dowierzało, gdy ktoś inny opowiedział, że policjant poprosił go, by - ze względu na bezpieczeństwo - wymienił przepaloną żarówkę w aucie. - Od tego jest policja - komentowano.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo