Poznań: Pracownicy opuszczają Gajową. Zdjęcia z 1924 r.

    Poznań: Pracownicy opuszczają Gajową. Zdjęcia z 1924 r.

    Krzysztof Smura

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Ostatnie zdjęcie ostatniej załogi z poznańskiej zajezdni przy Gajowej. Wiosna 2010
    1/8
    przejdź do galerii

    Ostatnie zdjęcie ostatniej załogi z poznańskiej zajezdni przy Gajowej. Wiosna 2010

    Pracownicy MPK zaczęli przeprowadzkę już na początku ubiegłego tygodnia. Przeniesiono ich do zajezdni przy Fortecznej lub muszą dojeżdżać do Biskupic. To koniec zajezdni przy Gajowej, która przeszła w ręce portugalskiego developera. Umowa dzierżawy do końca 2010 nie została przedłużona.
    Na początku był koń.... i niezły chaos. Minęło 130 lat od chwili gdy panowie Otton Reymar i Otton March zarejestrowali pierwszą w stolicy Wielkopolski spółkę, której zadaniem był zorganizowany przewóz osób.

    Zobacz film o zajezdni Zajezdnia przy Gajowej - Film

    Koncesja opiewała na 35 lat. Konie, którymi mieli zamiar posługiwać się obaj panowie O. żyły znacznie krócej.
    30 czerwca 1880 okazało się, że na wyznaczone trasy w Poznaniu ruszą tramwaje konne. Ich bazę postanowiono wybudować przy znanej każdemu poznaniakowi ulicy Gajowej. W ciągu kilku tygodni powstały tu budynki zarządu, zajezdni i kuźnia. W wozowni było miejsce dla 20 pojazdów. Stajnie mogły pomieścić 80 rumaków. Jeszcze w lipcu nadeszły do Poznania pierwsze wagony. Większość była typu zamkniętego. Na lato sprowadzono przewiewne wagony otwarte. Wybudowano też trasę dojazdową do Kaponiery i położono tory od dworca kolejowego do Starego Rynku i dalej przez Most Chwaliszewski do Katedry.


    To wydarzenie przyjęto z lekkim takim niedowierzaniem. Gdy 31 lipca na trasie pojawiły się pierwsze wozy, nikt nie ośmielił się wsiąść do środka. Całkowicie ten szatański wynalazek zbojkotowali Polacy, którzy stwierdzili, że w nosie mają niemiecki pomysł i nie będą zasilać kasy równie niemieckiego właściciela. No więc konie ciągnęły, a konduktor zachęcał jak mógł. Brał ludzi na krzyk. W końcu się udało. Wagony powoli zaczynały się wypełniać. Ludzie siadali na dwóch podłużnych ławkach mogących pomieścić 12 osób i stawali na dwóch pomostach dla 16 pasażerów. 1 sierpnia nie można już było wetknąć przysłowiowej szpilki. Tylu było chętnych. Niemców oczywiście, bo nasi trwali w swym uporze jeszcze dni kilka. Pomogła dopiero szeroka akacja propagandowa w polskiej prasie.

    1 »

    Komentarze (3)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Uwaga!

    N (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 51 / 42

    Też obawiam się o " przypadkowy" pożar. To miejsce ma olbrzymi potencjał!

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    tak naprawdę ...

    ramolzezdymbca (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 55 / 37

    ... to na terenach obecnej Gajowej pierwsze były budynki spedycji towarowej dworca Kolei Stargardzko-Szczecińskiej - sam budynek dworcowy był w miejscu obecnych karuzeli na terenie Starego ZOO, a...rozwiń całość

    ... to na terenach obecnej Gajowej pierwsze były budynki spedycji towarowej dworca Kolei Stargardzko-Szczecińskiej - sam budynek dworcowy był w miejscu obecnych karuzeli na terenie Starego ZOO, a tory kolejowe peronów - w osi obecnej ul. Zwierzynieckiej (między Gajową a Kraszewskiego). Samo ZOO rozwinęło się z ogródka restauracji dworcowej, w której przewodniczący koła weteranów spod Sedanu umieścił zwierzęta otrzymane w dniu kolejnych urodzin od swoich kamratów.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Niech uważają żeby im jacyś bezdomni

    marek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 54 / 38

    przypadkiem ognia nie zaprószyli. Tak się dziwnie składa,że zabytkowe obiekty "przypadkowo" się palą, co bardzo jest na rękę właścicielom terenu. Nie muszą się wtedy szarpać z konserwatorem...rozwiń całość

    przypadkiem ognia nie zaprószyli. Tak się dziwnie składa,że zabytkowe obiekty "przypadkowo" się palą, co bardzo jest na rękę właścicielom terenu. Nie muszą się wtedy szarpać z konserwatorem zabytków. zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo