Menu Region

Smak babcinego chleba

Smak babcinego chleba

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Gazeta Wrocławska

Krzysztof Kucharski

2Komentarze Prześlij Drukuj
Smak babcinego chleba

(© Fot. Polskapresse)

Czy nie cudownie byłoby poczuć jeszcze raz tę magię, kiedy to rodzice dawali nam pajdę pachnącego chleba i z tą pajdą wybiegaliśmy na dwór? Ostatnio takie myśli nachodziły mnie dość często.
Zastanawiałam się początkowo, gdzie znaleźć piekarnię, z której chleb będzie miał taki smak i zapach rozchodzący się po całym domu. Najlepiej, oczywiście, żeby była w okolicach miejsca zamieszkania, bo nie mam czasu jeździć daleko. I wtedy przy okazji jakiegoś spotkania towarzyskiego, kiedy tak wspominaliśmy smak babcinego pieczywa, nagle koleżanka stwierdziła, że ona piecze chleb już od wielu miesięcy.

Ręce nam opadły- wszystkie kobiety pracujące, zabiegane i jeszcze piec chleb. Zabawa z drożdżami, mąką - koszmar. Kasia jednak nalegała, żebyśmy choć raz spróbowały, bo to bardzo łatwy przepis. Potrzebna jedna miska, więc sprzątania nie ma, a samo robienie to dosłownie 10 minut, nie licząc wyrastania i pieczenia.


Jak to się robi?
Wystarczy wziąć 1 kg mąki żytniej, łyżeczkę soli, łyżeczkę cukru, 1 litr ciepłej wody, 10 dag drożdży, 20 dag otrębów pszennych, 10 dag słonecznika, 5 dag orzechów (dodatki można dowolnie zmieniać - ja piekłam też chleb z rodzynkami, śliwką suszoną, żurawiną, cebulą, czosnkiem, a nawet z müsli).

Drożdże kruszymy i wrzucamy do garnuszka, dodajemy odrobinę cukru i łyżeczkę wody. Zostawiamy, aż wyrosną. Do miski przesiewamy mąkę, cukier, sól, dodajemy pozostałe wybrane przez nas dodatki (trzeba tylko zachować proporcje wagowe), wlewamy wodę, dodajemy drożdże i wszystko wyrabiamy na jednolitą masę. Zostawiamy do wyrośnięcia. Pieczemy przez godzinę w nagrzanym piekarniku ok. 180 stopni.

Aby skórka była chrupiąca, smarujemy ją delikatnie olejem. Oczywiście, można też oprószyć mąką. Chleb ten jest dosyć ciężki, więc warto go piec w trzech niewielkich formach keksowych. Wtedy też go lepiej przechowywać. Nie pleśnieje, tylko najwyżej robi się czerstwy, ale powiem szczerze, nigdy nie doczekał, by wyschnąć.

W maszynie czy formie?
Na promocji "Księgi chleba" Andrzej Fiedoruk, autor znakomitych książek kulinarnych, opowiadał o swoim pieczeniu chleba i o tym, jakim był przeciwnikiem maszyny do jego pieczenia. Kiedy jednak któraś firma poprosiła go o testowanie, po kilku próbach stwierdził, że nie ma nic lepszego, bo taka maszyna bardzo ułatwia życie. Tak realistycznie opowiadał o tym, że można ją zaprogramować na pieczenie o określonej porze i kiedy się wstaje na śniadanie, jest ciepły chleb, pachnie nim całe mieszkanie.

Tak bardzo zauroczył mnie tą wizją, że też postanowiłam spróbować. To narzędzie nie najtańsze, dobre kosztuje od 300 zł w górę. Kiedy mam więcej czasu, piekę chleb na świeżych drożdżach, a kiedy nie mam, to po prostu wlewam wodę do maszyny, wsypuję gotową mieszankę (koszt to mniej więcej 4,99 za kg, czyli za dwa 750-gramowe chleby), którą można dostać w marketach, zamykam maszynę, programuję i za trzy godziny mam pyszne pieczywo. W domu pachnie jak w dzieciństwie.
Reklama
Reklama
Reklama