Sąd: W procesie ordynatora zeznawali lekarze

    Sąd: W procesie ordynatora zeznawali lekarze

    Barbara Sadłowska

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    W procesie profesora Krzysztofa D. i Arkadiusza B., położników z poznańskiej kliniki przy Polnej, zeznawali wczoraj świadkowie. Konińska prokuratura oskarżyła dwóch znanych lekarzy o nieumyślne doprowadzenie do śmierci kobiety i dwójki jej nienarodzonych dzieci.
    25 listopada 2006 roku Karolina M. zgłosiła się do Szpitala Powiatowego w Słupcy. Była w 29. tygodniu ciąży bliźniaczej. Lekarze ze Słupcy, zaniepokojeni zaburzeniami krążenia, na które cierpiała pacjentka, przekazali ją - wraz z pełną dokumentacją medyczną - specjalistycznej klinice przy ulicy Polnej. Została przyjęta 26 listopada, tuż po północy. Lekarz dyżurny izby przyjęć ocenił stan pacjentki i bliźniąt jako dobry.
    Tego samego dnia ordynator oddziałów ginekologiczno-położniczych kliniki, prof. Krzysztof D., zlecił wykonanie badań pacjentki. Według prokuratora, zabrakło wśród nich USG przepływów maciczno-łożyskowych, co miało okazać się tragicznym w skutkach zaniechaniem.

    Gdy starszy lekarz dyżurny kliniki, Arkadiusz B., dowiedział się o zaburzeniach tętna jednego z bliźniąt, zalecił intensywny nadzór. Skonsultował się też z anestezjologiem, który przekonywał do operacji cesarskiego cięcia, a także z internistą. Jednak jego przełożony, profesor D., uznał, że należy poczekać.

    Karolina M. zmarła 28 listopada. Biegli powołani do sprawy nie mieli zastrzeżeń do lekarzy w Słupcy, którzy słusznie ocenili, że ciąża pacjentki należała do grupy najwyższego ryzyka. Błąd poznańskich specjalistów polegał na tym, że przyjęli postawę wyczekującą. Zdaniem biegłych, decyzja o operacji cesarskiego cięcia była słuszna - tyle że spóźniona o kilkadziesiąt godzin.

    Obaj oskarżeni lekarze nie przyznali się do winy. Wczoraj sąd słuchał zeznań świadków, głównie lekarzy, ktorzy mieli kontakt z pacjentką. Jeden z nich powiedział, że Karolina M. cierpiała na niezwykle rzadkie schorzenie (kilka przypadków w Europie), niezdiagnozowane przez 20 lat. - Gdybym wówczas podjął decyzję o przetoczeniu osocza, mógłbym się tam znaleźć - powiedział świadek, wskazując na ławę oskarżonych. O specyfice choroby Karoliny dowiedział się dopiero dwa lata po jej śmierci.

    Świadek powiedział, że obecnie można byłoby ją zdiagnozować, zlecając badania w Warszawie czy Krakowie. Jednak w 2006 roku przesyłano je do Bazylei. Adwokaci oskarżonych, słuchając zeznań lekarzy, gubili się w specjalistycznej terminologii medycznej.

    Wczorajsze przesłuchania świadków trwały tak długo, że sąd musiał dla nich wyznaczyć kolejny, styczniowy termin. Dopiero potem wysłucha biegłych, których opinia jest podstawą aktu oskarżenia.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo