Bandyci wpadają jeden po drugim - to robota specjalnych

    Bandyci wpadają jeden po drugim - to robota specjalnych

    Agnieszka Smogulecka

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    W poniedziałek "poszukiwacze" z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu złapali Waldemara M., znanego z "kradzieży stulecia", tym razem poszukiwanego za oszustwa mieszkaniowe. A teraz, dzięki ich pracy, w Holandii ujęto Andrzeja H. Był on zamieszany w postrzelenie - w 1999 roku - mieszkańca Konina. Wszystko wskazuje na to, że poznańska "celówka" - bo tak nazywany jest Zespół Poszukiwań Celowych - ze względu na wyniki znów znajdzie się w czołówce podobnych grup działających w innych województwach.
    Marcin B. w obawie przed policją zamknął się w kryjówce między ścianą, a więźbą dachową, za niepozorną szafą

    Marcin B. w obawie przed policją zamknął się w kryjówce między ścianą, a więźbą dachową, za niepozorną szafą ©Grzegorz Dembiński

    - To bandzior pierwszej wody. Wielokrotnie przewijał się w naszych materiałach - mówią o Andrzeju H. policyjni "poszukiwacze". Szczegółów sprawy na razie nie chcą jednak zdradzać. Potwierdzają tylko, że mężczyzna został ujęty w Holandii.

    Było o nim głośno pod koniec 1999 roku. 28 listopada, razem z dwoma kompanami, wtargnął do mieszkania w Koninie. Napastnicy brutalnie zaatakowali przebywającego tam mężczyznę. Pobili go. W trakcie napadu jeden ze sprawców trzy razy strzelił z pistoletu CZ. Ranny krwawił, napastnicy uciekli.
    Policja dość szybko wpadła na trop dwóch z trzech podejrzanych. Zatrzymano ich, jednak Artur H. pozostawał przez lata nieuchwytny.

    "Ścigany do sprawy postrzelenia" - tyle widniało na liście "poszukiwaczy", gdy ich celem stał się Andrzej H. Oprócz nich, podejrzanym interesowali się ich koledzy z Centralnego Biura Śledczego. Nie było to łatwe, ale mężczyznę wytropiono w Holandii, a dokładniej w południowej części tego kraju - w miejscowości Helmond. Na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania, wskazanego przez polskich policjantów mężczyznę, zatrzymali holenderscy stróże prawa.

    Artur H. to 45. poszukiwany namierzony w tym roku przez Zespół Poszukiwań Celowych. W tym roku, dzięki takiemu wynikowi, poznańska "celówka" zdobyła pierwsze miejsce (pod względem skuteczności) wśród podobnych grup z całego kraju. Na liście złapanych przez nich przestępców, są znane w półświatu postaci, jak Andrzej H., czy Waldemar M., ale nie tylko. To "celówka" w 2005 roku wytropiła Zbyszka B., ps. Makowiec (w 2002 roku skazany za zlecenie zabójstwa - odpowiadał z wolnej stopy, wyszedł z sądu przed ogłoszeniem wyroku i przepadł). Oni również złapali w 2007 roku Norberta S., "Drewniaka" (który ukrywał się po tym, jak policja zlikwidowała jego gang trudniący się narkobiznesem), czy Wojciecha Z. ps. Baca, który w Gnieźnie zorganizował gang sutenerów. W ubiegłym roku odnaleźli także Zbigniewa M., który będąc podejrzanym o zabicie w 1991 roku w Niemczech polskiego lekarza, ukrył się w Legii Cudzoziemskiej. Gdy namierzyli go policjanci, był już na emeryturze... Przykłady można mnożyć. Tylko w tym roku "celówka" łapała sprawców napadów, usiłowania zabójstwa, włamań, kradzieży, oszustw.

    - Są bezwzględni. Wyciągają ludzi z aut, mieszkań, restauracji, tramwajów - śmieją się policyjni koledzy "poszukiwaczy". Od 2001 roku, czyli od początku istnienia w wielkopolskiej komendzie Zespołu Poszukiwań Celowych, jego funkcjonariusze złapali już grubo ponad trzystu bandziorów.

    Każdy z tych przestępców to osobna historia, ale... - Każdy z nich, gdy zostanie zatrzymany twierdzi, że ukrywanie się jest kosztowne oraz stresujące dla niego i dla jego rodziny - mówią kryminalni.
    Dodają, że teraz niewiele już osób ukrywających się zmienia fryzurę, zapuszcza brodę, czy wąsy (tak zrobił na przykład "Makowiec"). Najczęściej poszukiwani po prostu zrywają wszelkie kontakty z rodziną i znajomymi, często zmieniają miejsca zamieszkania i telefony. Są zwykle mili, uprzejmi, kulturalni - nie chcą bowiem wpaść przypadkowo, na przykład przy interwencji podczas zbyt głośnej imprezy. Zdarzają się i tacy, którzy dla nowych znajomych wymyślają legendę dotyczącą ich życia.

    - Aż 98 procent złapanych upiera się, że właśnie sami chcieli się zgłosić do policji, bo byli zbyt zmęczeni ukrywaniem się. Mało kto próbuje tłumaczyć, że "to musi być pomyłka". Większość, gdy słyszy kim jesteśmy, od razu wie, co jest grane - mówią zgodnie "poszukiwacze". I zaraz dodają: - Wiadomo, bierzemy kogoś na cel, namierzamy, zatrzymujemy. To jak gra, więc nie ukrywamy, że bardzo cieszymy się, gdy uda się nam przechytrzyć poszukiwanego.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo