Kalisz: Magazyny Centrum Krwiodawstwa pękają w szwach

    Kalisz: Magazyny Centrum Krwiodawstwa pękają w szwach

    Mariusz Kurzajczyk

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Kaliszu ma problemy z zagospodarowaniem pobranego osocza. Magazyny placówki pękają w szwach, a długi rosną.
    W magazynach Centrum jest obecnie około 12 tysięcy litrów osocza. Życiodajna ciecz nie zepsuje się, bo w warunkach chłodniczych może być przechowywana nawet przez trzy lata. Tym niemniej brak zbytu powoduje nie tyle problemy magazynowe, co finansowe, bo RCKiK nie może liczyć na pomoc państwa i musi zarabiać pieniądze, aby się utrzymać.

    - Jeszcze sobie radzimy, ale ważne, żeby taka sytuacja się nie przeciągała - tłumaczy dyrektor Krzysztof Korzeniowski.


    Problemy ze sprzedażą osocza mają dwojakie źródło. Tradycyjnie latem było większe zapotrzebowanie na krew, bo dawców jest mniej a potrzeby większe, bo wzrosła liczba wypadków komunikacyjnych i w rolnictwie. Z drugiej strony w drugiej połowie roku maleje zapotrzebowanie szpitali na osocze, bo większość tych placówek wykorzystała tegoroczne kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. W tej sytuacji niektóre zabiegi są wstrzymane, wykonuje się przede wszystkim operacje ratujące życie, a więc zapotrzebowanie na krew zmalało. Nie da się ukryć, że dodatkowo niektóre szpitale zwlekają z zapłatą za "kupione osocze" nawet miesiącami.

    - Rozkładamy płatności na raty, podpisujemy ugody, ale więcej pieniędzy z tego nie ma - tłumaczy Korzeniowski, który dodaje, że placówka jest rozliczana od sprzedaży, a nie od poboru.

    Zdaniem szefa Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa sprzedaż zmagazynowanego osocza z nawiązką pozwoli zapłacić długi. Cena osocza się zmienia, ale łatwo policzyć, że nawet przy niewygórowanej cenie (40 euro za litr) zmagazynowany w Kaliszu materiał wart jest pół miliona euro.
    Jednocześnie Korzeniowski zaprzecza plotce krążącej wśród krwiodawców, że szpitale nie kupują polskiego osocza, bo wolą zagraniczne. Kaliska placówka szuka frakcjonatora, dzięki któremu będzie można sprzedawać osocze za granicę. W Polsce być może powstanie fabryka, ale najwcześniej za trzy lata. Przypomnijmy, że nieudany projekt Laboratorium Frakcjonowania Osocza z końca lat 90. skończył się głośną aferą i kosztował skarb państwa 61 mln zł.

    W Regionalnym Centrum nie brakuje też krwi, a właściwie jest jej nadmiar. Z wakacji wrócili honorowi dawcy, w tym młodzież, a z drugiej strony jest mniej ofiar wypadków. Placówka ma nadmiar krwinki czerwonej a zamówienia spadły o kilkanaście procent. Nie należy wykluczać sytuacji, że spadek będzie jeszcze większy. Tymczasem krew można przechowywać tylko przez 42 dni, potem można ją już tylko utylizować.

    - Chodzi o to, żeby pobraną krew wykorzystać a nie niszczyć - tłumaczy dyr. Korzeniowski.
    Być może, tak jak w poprzednim roku, zawieszony na pewien czas będzie pobór krwi konkretnych grup. Wprawdzie Kaliskie Centrum sprzedaje krew także poza naszym regionem, ale zbliża się listopad, miesiąc honorowego krwiodawstwa, i należy się spodziewać, że życiodajnego płynu będzie pod dostatkiem w całym kraju. Tymczasem zarówno pobór, jak i jej utylizacja kosztują. Poza tym, jak podkreśla dyr. Korzeniowski, niszczenie krwi to działanie nieetyczne.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo