Menu Region

Henryk Stokłosa wrócił na ławę oskarżonych

Henryk Stokłosa wrócił na ławę oskarżonych

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Głos Wielkopolski

Barbara Sadłowska

1Komentarz Prześlij Drukuj
Henryk Stokłosa wrócił na ławę oskarżonych

Henryk Stokłosa aktywnie uczestniczy w swoim procesie (© Janusz Romaniszyn)

Wczoraj, po kilku miesiącach przerwy, poznański sąd mógł rozpocząć przesłuchania kolejnych świadków w procesie Henryka Stokłosy, oskarżonego, między innymi o korumpowanie urzędników oraz nielegalne zakopywanie padliny.
Wiosną terminy rozpraw kilkakrotnie "spadały" z wokandy. Powodem był stan zdrowia byłego senatora. Sąd wprawdzie może prowadzić rozprawy pod nieobecność oskarżonego, ale Henryk Stokłosa uprzedził, że chce uczestniczyć w każdej z nich.

Wczoraj proces ruszył w tempie niemal ekspresowym. Na ten tydzień zaplanowano trzy rozprawy. Na kolejny - również trzy. Na wczorajszą sąd wezwał inspektorów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska z Poznania i delegatury w Pile oraz żonę oskarżonego senatora. Ta jednak usprawiedliwiła swoją nieobecność zwolnieniem lekarskim wystawionym przez sądowego medyka. Pozostali świadkowie opowiadali natomiast o kontrolach w zakładzie Henryka Stokłosy w sierpniu 2005 roku.
Ich zeznania dotyczyły zarzutów nielegalnego zakopywania padliny oraz utrudniania pracy inspektorom ochrony środowiska.

- Otrzymaliśmy zlecenie przeszukania terenu i pobranie próbek - mówił pracownik pilskiej delegatury WIOŚ. - Stwierdziliśmy przy użyciu sond pomiarowych i nawiercaniu gleby, że na działce znajdują się zakopane na różnych głębokościach odpady pochodzenia zwierzęcego.

Świadkowie opowiadali, że początkowo Henryk Stokłosa nie utrudniał im kontroli działki. Problemy zaczęły się kilka dni później, gdy lokalne media ujawniły, że odkryto tam wielkie ilości zakopanej padliny.

- Podczas naszych kolejnych przyjazdów zachowywał się nerwowo, podnosił głos. Stwierdził, że nie ma czasu dla nas, bo ma inną kontrolę i nie chciał wyznaczyć pełnomocnika. Powiedział, że pracownicy szykują się na nas, bo będą bronić swoich miejsc pracy - powiedział świadek.

Wprawdzie inspektorzy przyjechali z policyjną asystą, jednak funkcjonariusze stwierdzili, że nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa kontrolerom.

- 10 sierpnia zostaliśmy wpuszczeni do biurowca. Pan Henryk Stokłosa wpadł z impetem, powiedział, że nie ma dla nas czasu i wypadł. Jego żona wykrzykiwała, że chcemy zamknąć zakład. Nikt nas siłą nie wyrzucał, ale tego dnia nie przeprowadziliśmy kontroli  - zeznała pracownica WIOŚ z Poznania. Działkę numer 85 zobaczyła dopiero dwa dni później.

- Ale kiedy przyjechaliśmy na miejsce, gdzie zakopano zwłoki, wyglądało ono zupełnie inaczej. Na zdjęciach kolegów z Piły, które zrobili tydzień wcześniej, było wschodzące zboże. W międzyczasie działka została zaorana, rozsypano na niej proszek  - mówiła Ewa Ch.

- Wcześniej były tam świeże odpady, z dużą ilością larw. Zauważyłem pęknięcia terenu na szerokość ręki, z których wylatywały muchy. Odór był wyraźnie wyczuwalny - zeznał Andrzej R.  - Znaleźliśmy też całą krowę...

- Czy świadek może opisać, jak ta krowa wyglądała? Czy miała ogon, rogi , uszy, nogi? - zapytał Henryk Stokłosa i oświadczył: - Ja przy tym byłem, krowy nie widziałem. To była tylko głowa krowy, która została wcześniej zakopana. Kontrola WIOŚ znalazła ten łeb 500 metrów dalej, dzięki GPS - stwierdził były senator.

Na to świadek oburzył się, że GPS standardowo używa się do oznaczania współrzędnych znalezienia próbki, a nie do szukania.
- Nie przypadkiem panowie z WIOŚ mieli przed kontrolą wskazany punkt, gdzie znajdą ten łeb - oświadczył do protokołu Henryk Stokłosa.
Reklama
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Robi sobie jaja z sądu

+10 / -7

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

daba (gość)  •

Ten gość robi sobie jaja z sądu.To zwykły oszust i złodziej.

odpowiedzi (0)

skomentuj
Reklama
Reklama