Marcin Libicki żąda milionów od Głosu Wielkopolskiego

    Marcin Libicki żąda milionów od Głosu Wielkopolskiego

    R. Cieśla, M. Kopiński

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Ponad 4,1 mln zł żąda od "Polski Głosu Wielkopolskiego" były europoseł PiS - Marcin Libicki. Polityk utrzymuje, że z powodu naszych publikacji został pozbawiony "możliwości sprawowania powtórnie funkcji posła PE". Nie chce przeprosin ani sprostowania tylko domaga się gigantycznego odszkodowania oraz zadośćuczynienia.
    Marcin Libicki żąda milionów od Głosu Wielkopolskiego
    Pozew dotyczy naszych publikacji na temat ujawnionych przez IPN dokumentów archiwalnych mówiących o kontaktach M. Libickiego z SB. Polityk poparł swoje żądania szczegółowymi wyliczeniami, ile zarobiłby, gdyby był nadal europosłem. Przez trwającą 5 lat kolejną kadencję uzyskałby ok. 460 tys. euro wynagrodzenia oraz ponad 159 tys. euro diet. Do utraconych korzyści Marcin Libicki zaliczył także dodatkową, wyższą emeryturę z PE, która wynosiłaby 2980 euro miesięcznie. Łącznie z tytułu podwyższonego świadczenia emerytalnego polityk zyskałby 178 tys. euro. Z kolei w uzasadnieniu kwoty żądanego zadośćuczynienia (815 tys. zł) podano, że suma ta powinna mieć "funkcję prewencyjną", czyli zapobiegać "dokonywaniu w przyszłości naruszeń dóbr osobistych" M. Libickiego.

    Żądanie polityka opiera się na twierdzeniu, że nasze publikacje pozbawiły go możliwości pełnienia funkcji europosła. Tymczasem jest to funkcja uzyskiwana w drodze wyborów, a nie nadania. Co więcej, o tym, by nie umieszczać M. Libickiego na liście kandydatów do PE, zdecydowało kierownictwo PiS, o czym powszechnie informowały media. Przed partyjnym głosowaniem zasięgnięto opinii dwóch komisji historycznych, które analizowały dokumenty dotyczące związków Marcina Libickiego ze specsłużbami PRL.

    - Zdanie komisji, która została powołana przez Komitet Polityczny, było jednoznaczne. Negatywne dla pana posła Libickiego - powiedział w rozmowie z Moniką Olejnik w kwietniu 2009 r. Adam Bielan, ówczesny rzecznik PiS. W podobnym tonie wypowiada się obecnie Adam Lipiński, wiceprezes PiS. - Publikacje "Polski Głosu Wielkopolskiego" nie były absolutnie podstawą do nieumieszczenia Marcina Libickiego na liście PiS do Parlamentu Europejskiego - potwierdza Lipiński. - Decyzję o tym, że Libickiego na liście nie będzie, podjął w tajnym głosowaniu Komitet Polityczny PiS. Głosowanie odbyło się po skomplikowanej procedurze: komitet zapoznał się wcześniej z bardzo obiektywnymi informacjami, które przygotowali dla nas prawnicy i historycy. Podkreślam, że komitet nie rozstrzygał o winie Marcina Libickiego, a jedynie o tym, czy powinien znaleźć się na liście - dodaje Lipiński. Zapytany o sposób obliczenia przez Libickiego należącego mu się rzekomo odszkodowania, wiceprezes PiS odpowiedział: - Pierwszy raz spotykam się z takim rozumowaniem. Samo umieszczenie kogoś na liście wyborczej nie oznacza oczywiście, że ta osoba zostanie wybrana.

    Podobne stanowisko prezentuje dr Krzysztof Bondyra, socjolog z poznańskiego UAM. - Można przyjąć, że jeśli nie zaistniałyby żadne nadzwyczajne okoliczności, to lider listy dostałby się do PE - mówi dr Bondyra. - Jednak w systemie demokratycznym mamy do czynienia z wyborami, czyli z konkurencją. Dlatego nie znajduję podstaw do tego, aby były europoseł mógł składać roszczenia z tego tytułu. Sytuację można porównać do drużyny piłkarskiej, która nie zdążyła na mecz i domaga się wygranej, bo gdyby zdążyła, to by na pewno wygrała, gdyż była faworytem.
    Sam Libicki nie chce komentować sprawy. - Na temat pozwu nie będę się wypowiadał do czasu, aż zapadnie prawomocny wyrok.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo