To wstyd! Totalna głupota! - kręcą głowami z niedowierzaniem funkcjonariusze. Komendant powiatowy w Środzie - osoba, która jak żadna inna w jednostce powinna znać przepisy wewnętrzne i pilnować, by były respektowane - zlekceważył je. Wspólnie z podwładnymi prowadził w godzinach służby płatne wykłady, ale nie zgłosił tego przełożonemu.
Wewnętrzne przepisy policji wskazują jasno: funkcjonariusz może dorabiać po godzinach, ale musi mieć na to zgodę przełożonego. W praktyce, o ile dodatkowe zajęcie nie koliduje ze służbą, nie ma problemów z uzyskaniem pozwolenia. Raczej nie są wydawane zgody na pracę w ochronie czy instytucjach, które mogą być w zainteresowaniu policji. Ale funkcjonariusze drogówki często dorabiają jako instruktorzy nauki jazdy, eksperci laboratorium jako biegli z różnych dziedzin, jak daktyloskopia czy balistyka, inni - w rodzinnych biznesach. Są i tacy, którzy dostawali zgody na prowadzenie płatnych wykładów, np. w prywatnych szkołach wyższych. Tymczasem kilka tygodni temu wyszło na jaw, że policjanci ze Środy dorabiali na lewo, prowadząc lekcje w szkole publicznej, która prowadzi klasę o profilu policyjnym.
To propozycja 3-letniej szkoły ogólnokształcącej z dodatkowymi przedmiotami "policyjnymi" prowadzonymi przez fachowców (policjantów) - czytamy na internetowej stronie Zespołu Szkół Zawodowych w Środzie. Zajęcia zawodowe? Ogólne wiadomości o policji, podstawowe zagadnienia prewencji kryminalnej i techniki kryminalistycznej, bezpieczeństwa prewencji i ruchu drogowego oraz broni palnej, środków przymusu i ochrony osobistej, elementy prawa i praktyka służby.
Umowę o patronacie policji nad klasą podpisał jeszcze w 2009 roku ówczesny komendant wojewódzki Wojciech Olbryś. - W umowie nie było mowy o wynagrodzeniu za lekcje - zaznacza Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
Wbrew temu policjanci porozumieli się w sprawie pieniędzy z dyrektorem. Nie chodziło o wielkie kwoty, sęk w tym, że zrobili to za plecami komendanta wojewódzkiego.
Oczywiste jest bowiem, że komendant powiatowy Paweł Ludwiczak wiedział, że jego podwładni dorabiają w szkole i to w godzinach służby, gdy powinni być w jednostce lub na ulicach (ale nie wydał wymaganej pisemnej zgody), ale jego przełożony, czyli Krzysztof Jarosz, nie miał pojęcia, że Ludwiczak dorabia.
Jak się dowiedzieliśmy, zajęcia prowadziło sześciu funkcjonariuszy komendy w Środzie, w tym sam komendant i jego zastępca. Sprawa wyszła na jaw, gdy o zgodę na prowadzenie lekcji w tej szkole wystąpił policjant z innej jednostki. Do Środy natychmiast wysłano kontrolę. Wtedy komendant powiatowy postanowił działać i… pojawiły się dokumenty ze wsteczną datą.
- Sprawę zbadał wydział kontroli. Wszystkich sześciu policjantów uznano winnymi. Odstąpiono jednak od ukarania pracowników i zastępcy komendanta. Natomiast komendant Ludwiczak został ukarany naganą za nieodpowiedni nadzór i nieprawidłowości w dokumentach - tłumaczy Borowiak. - Akta sprawy zostały przesłane do prokuratury. Mamy potwierdzenie, że prokuratura nie dopatrzyła się w tej sprawie przestępstwa. Nie zmienia to jednak faktu, że naruszone zostały nasze wewnętrzne procedury.
Komendant ma obowiązek składać oświadczenia majątkowe. Tutaj nieprawidłowości nie było: Ludwiczak nie odebrał wynagrodzenia, więc nie uzyskał dochodu, który musiałby wykazać. Ponoć przeprowadził tylko jedną lekcję.
- Dla mnie ta sprawa jest zakończona. Nie będę się wypowiadał na jej temat - powiedział nam Paweł Ludwiczak.
W tym roku szkolnym policjanci dopełnili formalności.