Alimenty to nie prezenty

    Alimenty to nie prezenty

    Zdjęcie autora materiału

    Głos Wielkopolski

    Może ich zażądać każdy od każdego. Matka od syna, ojciec od córki. Wnuk od dziadka i wnuczka od babci. Sęk w tym, żeby je dostać. Najlepiej co miesiąc. Tylko pytanie, jak je uzyskać i kiedy się o nie ubiegać. O bezradności matek pozbawionych pomocy finansowej ojców i o tym, że alimenty to nie tylko przyjemność taty rozłożona na raty, pisze Katarzyna Sklepik
    Wojtek ma już prawie osiem lat i we wrześniu zacznie naukę w drugiej klasie szkoły podstawowej. To dla niego bardzo ważny rok - w maju idzie do Pierwszej Komunii Świętej. Chciałby dostać nowy rower, bo ten, który ma po starszym kuzynie, nie jest taki nowoczesny, jak rowery jego kolegów. Marzy też o futbolówkach i piłkarskim stroju z numerem i barwami klubowymi Lionela Messi.

    - Szkoda, że nie jestem już tak dobrym piłkarzem jak napastnik FC Barcelona, gdyby tak było, zarabiałbym dużo pieniędzy. Dawałbym je mamie, może wtedy przestałaby się martwić rachunkami - mówi Wojtek, którego powaga w ogóle nie pasuje do ośmiolatka. Chłopiec wie, że mama może nie mieć pieniędzy - zarówno na wytworną uroczystość, jak i na drogi prezent komunijny. Dlaczego?
    Bo mama wychowuje Wojtka sama. I choć pomagają jej krew-ni, to z trudem wiąże koniec z końcem.

    Prezenty kontra pieniądze

    - Największym problemem są alimenty, których ojciec Wojtka nie chce płacić, bo jak mówi: nie stać go na taki wydatek co miesiąc. Ja się pytam: czy 400 złotych to są jakieś wielkie pieniądze dla kogoś, kto prowadzi własną firmę? - denerwuje się Joanna, 35-letnia matka Wojtka. - Czasami, jak przyjdzie w odwiedziny - a nie zdarza mu się to często - przyniesie małemu jakiś prezent. Najczęściej nie to, co jest potrzebne, ale dobre i to, że przyjdzie i o Wojtku pamięta.

    Zawsze wtedy zostawi parę złotych. - Dosłownie parę - Joanna otwiera zeszyt, w którym skrzętnie notuje każdą kwotę z datą jej otrzymania. - Od urodzenia Wojtka mam ten zeszyt i nie zapisałam nawet połowy - nerwowo wertuje kartki i pokazuje kwoty: 100 złotych, 50, 150, a czasami... 40 złotych. - W żadnym miesiącu, gdyby to zsumować nie ma 400 złotych.

    Ojciec z kolei broni się argumentami, że przecież kupuje dziecku ubrania, zabawki, przybory szkolne.
    - To są jednak tylko prezenty, a nie zasądzone alimenty - tłumaczy mecenas Piotr Ostafi z Poznania, znany między innymi z serialu TVN "Sąd rodzinny". - Kwota alimentów nie może być w żadnym wypadku umniejszona o koszt prezentu.

    Nie do wyegzekwowania?

    Rodzic, który ma zasądzone alimenty, zobowiązany jest je płacić regularnie. Powinien mieć także pokwitowanie, że wywiązuje się z tego regularnie. W przypadku, gdy tego nie robi, matka - bo to najczęściej ona zostaje z dzieckiem sama, może, a nawet powinna skierować sprawę do komornika. Ten z kolei ma obowiązek - niemal z urzędu - wszcząć postępowanie egzekucyjne.
    1 3 4 »

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    bzdury

    x.a (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 122 / 76

    Durny , infantylny artykuł. Bufon, nie mecenas.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    artkuł

    adam (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 129 / 96

    Dawno, czegoś tak głupiego nie widziałem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo