Dziwna "readaptacja" w urzędniczej próżni

    Dziwna "readaptacja" w urzędniczej próżni

    Monika Kaczyńska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z okna mieszkania, rzekomo służącego wychodzeniu z bezdomności, wyrzucono lokatorkę. Dziewczyna jest połamana. A winnych nie ma. Bo instytucje odpowiedzialne za pomoc nie miały z mieszkaniami nazywanymi "readaptacyjnymi" nic wspólnego, a ten kto je na własną rękę organizował także umywa ręce.
    I dziś można długo dywagować, czy Marian Szydłowski to wizjoner, któremu nie wyszło, czy cwaniak, który z szukania dachu nad głową dla tych, którzy go nie mają, zrobił sobie sposób na zarabianie. A może jedno i drugie. Pewne jest jedno - dla tych, którym oferuje dach nad głową, choćby przeciekający i pozbawiony elementarnych wygód jest, niestety, jedyną nadzieją.

    Bo system nie przewidział dla nich miejsca. Nigdzie. Są zbyt słabi, niezaradni, ubodzy, żeby poradzić sobie w dżungli zwanej wolnym rynkiem i często zbyt zamożni, by wyciągnęły do nich rękę instytucje takie jak MOPR - powołane do pomocy najbiedniejszym.

    To, że fundacja Mariana Szydłowskiego na brak zainteresowanych pomocą nie narzeka jest dowodem tylko na to, że natura nie znosi próżni. I wypełni ją czymkolwiek - choćby i ofertą zagrzybionych nor po 600 zł. Można byłoby inaczej. W ludzkich warunkach. Tyle że ktoś musiałby chcieć pomóc tym dwa centymetry nad dnem.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo