Trzcianka: Ukrywała zwłoki córeczki w szkolnej szafce

    Trzcianka: Ukrywała zwłoki córeczki w szkolnej szafce

    Agnieszka Świderska

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Wyjątkowo bezmyślna, wyjątkowo bezradna i zagubiona czy może wyjątkowo bezwzględna i cyniczna? Jaka naprawdę jest 18-letnia licealistka z Trzcianki, która w kwietniu urodziła dziecko, a potem trzymała jego ciałko w szkolnej szafce i skrzyni od tapczanu? Na to pytanie nawet trzcianeckiej prokuraturze, która prowadziła śledztwo w sprawie śmierci noworodka, nie udało się znaleźć odpowiedzi.
    - Musieliśmy umorzyć śledztwo z powodu braku znamion przestępstwa - mówi Radosław Gorczyński, prokurator rejonowy w Trzciance. - Nie mamy dowodów na to, że dziewczynka urodziła się żywa.

    Na pewno nie była wcześniakiem. 18-latka donosiła swoją ciążę. Urodziła w nocy z 13 na 14 kwietnia. Twierdzi, że pamięta jedynie to, że rozpoczął się poród, a potem... Potem zasłania się całkowitą niepamięcią. Obudziła się rano i stwierdziła, że nie ma już dziecka w brzuchu.
    Zaczęła go szukać i znalazła w reklamówce w tapczanie. Dlaczego właśnie w reklamówce? Odruchowo można schować dziecko w tapczanie, ale odruchowo nie chowa się go do reklamówki, którą trzeba najpierw znaleźć. Chyba, że była pod ręką. Przygotowana...

    Tego dnia 18-latka została w domu. Tłumaczyła matce, że źle się czuje, ale już następnego poszła do szkoły. W plecaku miała reklamówkę ze zwłokami noworodka i zakrwawioną podczas porodu odzieżą. Zawiniątko schowała do szkolnej szafki. Kiedy wracała do domu, zabierała je ze sobą i chowała do skrzyni od tapczanu. Prawda wyszła na jaw po siedmiu dniach, kiedy uczniowie zaczęli się skarżyć na nieznośny fetor wydobywający się z jej szafki. Właścicielki nie było w szkole, kiedy dyrektorka z wychowawczynią zdecydowały się ją otworzyć. Zobaczyły krew. Była wszędzie. Na książkach. Na ubraniach.

    18-latka musiała w końcu powiedzieć prawdę. Zdradziła ją matce i wychowawczyni. Razem z rodzicami zawiozła zwłoki noworodka na policję.

    - Na podstawie sekcji biegła nie była w stanie kategorycznie orzec, czy dziecko urodziło się żywe czy martwe - mówi prokurator Radosław Gorczyński. - Było to niemożliwe ze względu na zaawansowany proces gnilny, któremu uległy zwłoki.

    Prokuratura musiała poczekać na wyniki badań histopatologicznych. Czy dziecko zaczerpnęło pierwszy łyk powietrza razem z pierwszym krzykiem? To by oznaczało, że urodziło się żywe. Wynik badań nie przyniósł jednoznacznej odpowiedzi.

    - Z opinii, którą otrzymaliśmy wynika, że dziewczynka najprawdopodobniej urodziła się martwa - mówi prokurator Radosław Gorczyński.

    Biegli nie znaleźli w jej ciałku śladu po pierwszym oddechu. A może nie zdążyła go zaczerpnąć? Zanim krzyknęła, wystarczyło tylko zatkać jej usta. Najprawdopodobniej to przecież nie to samo, co na pewno.

    - Nie dysponujemy jednak żadnymi innymi dowodami, a wszelkie wątpliwości trzeba rozstrzygać na korzyść podejrzanej - mówi prokurator Radosław Gorczyński.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo