Sądowy bałagan

    Sądowy bałagan

    Monika Kaczyńska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Dla przeciętnego człowieka konieczność załatwiania czegokolwiek na drodze sądowej to stres sam w sobie. Podwójny, gdy okazuje się, że aby rozpoczętą sprawę dokończyć, biega od Annasza do Kajfasza. Pół biedy jeśli w jednym budynku, gorzej kiedy między dwoma siedzibami oddalonymi o kilka kilometrów. Takie są skutki kolejnego usprawnienia pracy sądów.
    Argument, że musi być gorzej, żeby było lepiej nie do końca do mnie przemawia. Wszak byłoby znacznie prościej, gdyby nowe zasady zastosować do nowych spraw i przewidzieć okres przejściowy, w którym poszczególne sądy doprowadzają do finału sprawy, którą zaczęły. Ci, którzy usiłują dotrzeć do dokumentów swoich spraw uniknęliby bieganiny i nerwów. Zapewne spokojniej pracowaliby także urzędnicy sądowi i sędziowie. Dlaczego nikt nie wpadł na takie rozwiązanie? Trudno dociec. Może to nasza cecha narodowa, że brzydzimy się zmianami stopniowymi, za to bardzo lubimy, żeby od jutra wszystko było inaczej. I bywa. Tyle, że koszty ponosimy sami.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo