Debaty Komorowski-Kaczyński. Do przerwy 1:1

    Debaty Komorowski-Kaczyński. Do przerwy 1:1

    Anna Wojciechowska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    O zmiażdżeniu kogokolwiek, jak podsycali przez całą niedzielę emocje sztabowcy, mowy nie ma. Wczorajsze pierwsze bezpośrednie starcie telewizyjne Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego przełomem w tym wyścigu się nie zapisze. Ale też, jeśli przyjąć, że ta debata jest punktem startowym na ostatniej, tygodniowej prostej prezydenckiego wyścigu, to nie ulega wątpliwości, że na tym starcie zyskał Komorowski.
    Gonić musi Kaczyński. To marszałek Sejmu pozostawił wczoraj lepsze wrażenie po sobie. Choć to on z definicji jako faworyt sondaży w takiej potyczce miał więcej do stracenia, w trakcie debaty był wyraźnie bardziej swobodny, pewny siebie, dynamiczny, ofensywny, a przez to w finale bardziej przekonujący. To Komorowski próbował bardziej wyjść poza schemat debaty ograniczającej się do pytań od dziennikarek i szukał wyraźnie kontaktu i zderzenia z samym Kaczyńskim. Ofensywnie, ale nie agresywnie, co przyznał potem sam prezes PiS.

    Kaczyński po raz pierwszy zmieszał się wyraźnie przy pytaniu o in vitro. Ten temat z prawyborów dobrze przećwiczony ma już Komorowski. Mówił o potrzebie kompromisu, ale wyraźnie opowiedział się za tą metodą, podczas gdy Kaczyński, mówiąc o kompromisie, nie pozostawiał dla niego pola. - Jestem katolikiem. Ja jestem wśród tych, którzy uważają zarodek za człowieka. I to jest wszystko, co mogę powiedzieć - zbył dopytywania Moniki Olejnik. W kwestiach społecznych i gospodarczych Komorowski przekonująco zbijał linię Kaczyńskiego upominającego się o słabszych, biedniejszych i podkreślającego w opozycji do działań ekipy Donalda Tuska potrzebę większej roli państwa w gospodarce. - Państwo nie może być tyłem do ludzi - powtarzał prezes PiS. - Można planować wszystko, tylko trzeba mieć jeszcze forsę, panie prezesie - odparowywał Komorowski z pozycji realiów budżetowych.

    Choć później i w jego wypowiedziach powiało populizmem. Marszałek Sejmu podobnie jak prezes PiS opowiedział się przeciwko drażliwemu postulatowi podwyższenia wieku emerytalnego, choć akurat w tej kwestii wnioski z raportu, który dla rządu PO sporządził minister Michał Boni, są bolesne: jeśli reformy nie będzie, system emerytalny może się załamać. Komorowskiemu niewygodnie też było odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie o przywileje emerytalne służb mundurowych. Kaczyński jednoznacznie zapowiedział, że będzie ich twardo bronił. Komorowski, którego partia sama podniosła potrzebę ich zniesienia, ograniczył się do stwierdzenia, że nie wolno odbierać praw do emerytury po 15 latach pracy tym, którzy dziś są w tych służbach. A co dalej? Tego już wolał nie mówić.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo