Oczywiście w miarę upływu czasu nawet nudny turniej pewnie nabierze rumieńców i stanie się ekscytujący. Na razie jednak poziom zainteresowania utrzymują ci, którzy mieli paść na kolana przed potentatami, a mają czelność odbierać im punkty.
W Polsce futbolowe szaleństwo to gratka dla fachowców i dla tych, którzy lubią się zastanawiać, dlaczego my nie możemy wsiąść do tego obciążonego strategią pociągu. Za dwa lata będzie łatwiej się pokazać, bo bilet na Euro wykupiła nam UEFA, powierzając organizację mistrzostw. Nasze "orły" raczej nas nie wypromują, więc warto już dziś szukać nowej wuwuzeli. Robić hałas musimy poza boiskiem, bo na nim nie mamy szans, zwłaszcza jak się z dystansu spojrzy na rodzimą pracę u podstaw.
Nie wygląda ona ciekawie, bo znane kluby biją się o przeciętnych zawodników, a te mniej znane robią wszystko, by konserwować chory układ finansowy. Polega on na tym, że w II i III lidze piłkarze grają dla garstki kibiców, a mimo to mają wygórowane oczekiwania i swoje zajęcie traktują jako sposób na życie.
Działacze poddają się presji zawodników , bo nie mają wyjścia. Zatrudnią tańszych albo przestaną płacić w trakcie sezonu, to spadną z ligi. Koszty utrzymania drużyny w takim Nowym Tomyślu, po awansie z III do II ligi, wzrosną o 400 tys. zł. Bez dotacji miasta Polonia Redos już mogłaby szykować się do... wycofania z rozgrywek.
Większy budżet wszyscy uzasadniają klasą drużyn, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. Często mówią, że Zawisza Bydgoszcz czy Zagłębie Sosnowiec to markowe kluby. Może z bogatą tradycją, bo gdyby dziś były markowe, to nie pałętałyby się w niższych ligach, tylko walczyły o majstra.
Kolejny problem piłkarskich dołów to wędrówki z klubu do klubu. Bardziej za chlebem niż w celu rozwoju umiejętności czy warsztatu. Ryszard Rybak wiosną przeniósł się z Polonii Środa do Nordenii Dopiewo, czyli do... głównego konkurenta do awansu do III ligi. Jego następca Mariusz Bekas badał zawodnikom tkankę tłuszczową, bo czuje się pewnie niespełniony. Ja też czuję, że żyjemy w oparach absurdu, ale jakoś nie chcemy się do tego przyznać...