Po wielkiej fali: stabilnie, ale to nie koniec

    Po wielkiej fali: stabilnie, ale to nie koniec

    Robert Domżał, Monika Kaczyńska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Dziesięć opóźnionych pociągów na trasie Poznań - Wrocław to efekt wylewu Warty w okolicach Łęczycy. Kolejarze ograniczyli prędkość jazdy pociągów między Luboniem a Puszczykowem ze 100 km/h do 30 km/h.
    - Pociągi kursujące między Poznaniem a Wrocławiem mogą mieć około 6 minut opóźnienia - mówi Marek Pawicki, dyrektor zachodniego zakładu PKP Intercity. Opóźnienia wszystkich pociągów, które na trasy wyruszały do godz. 11, nie są duże. Łącznie to 73 minuty.

    Jak tłumaczy Wiesław Malarczyk, rzecznik ostrowskiego zakładu spółki PKP PLK administrującej torami kolejowymi, nasyp nie jest podmywany przez wodę. Jednak pędzące pociągi wywołują drgania, które przenoszą się na sąsiadującą z torowiskiem oczyszczalnię ścieków.

    Poznań oddycha z ulgą
    Tak jak przewidzieli meteorolodzy, a czego obawiali się specjaliści z Aquanetu, przez Poznań przeszła w niedzielę gwałtowna ulewa. Woda zalała kilkadziesiąt piwnic na Starym Mieście i Wildzie. Wodę z niżej położonych pomieszczeń pompowali zarówno strażacy, jak i pracownicy Aquanetu. - Od niedzielnego popołudnia mieliśmy ponad 30 wezwań do zalanych piwnic - mówi Roman Ćwiertnia, kierownik Wydziału Serwisowego Sieci Kanalizacyjnej. - Nasze ekipy pracowały między innymi w domach przy ulicach Garbary, Szyperskiej, Jerzego, Czesława. Byłoby gorzej, gdyby nie niedawno zmodernizowany przelew przy ulicy Św. Jerzego. Nadmiar wody z kanalizacji wylewał się do Warty.

    Mimo obaw, wały przy Centralnej Oczyszczalni Ścieków okazały się wystarczająco wysokie. - Myślę, że najgorsze minęło, oczyszczalnia pracuje normalnie, choć cały czas nasze służby dyżurują w pobliżu wałów - mówi Mirosława Szafrańska, kierownik Zakładu Ścieków Aquanetu.

    Od wczoraj sytuacja w Poznaniu powoli się stabilizuje, choć przecieki i przesiąkanie wałów to wciąż główne wyzwanie dla usuwających skutki wzbierającej wody służb.

    Poznańska Starołęka, po sobotnio-niedzielnej akcji, w której brało udział nawet 150 osób, zaczęła pustoszeć. Na miejscu wciąż byli strażacy i żołnierze, ale teraz ich głównym zadaniem jest już raczej uzupełnianie workami z piaskiem kolejnych przesiąkań wału. Poziom wody to podnosi się, to opada średnio o centymetr. Wał przeciwpowodziowy, póki co, spełnia swoją rolę. Jeśli na Poznań nie spadną ulewne deszcze poziom wody w Warcie zacznie opadać.

    Dębina też może odetchnąć. Pompy tłoczące wodę działają bez zarzutu. Wokół Klubu Wioślarskiego z 1904 roku profilaktycznie wzmacniany jest wał przeciwpowodziowy. Woda jednak już nie przesiąka. Obecni na miejscu poznaniacy związani z klubem zaczynają powoli szacować straty, pokazując nam popękane ściany budynków. - W 1997 roku woda podeszła tylko pod płot - mów szef klubu, Marek Kurek.

    Wody gruntowe wciąż przesiąkają w Trytonie. Ubytki w wale zasypywane są na bieżąco. Cały czas woda jest wypompowywana poza umocnienia. Wolontariusze, żołnierze i młodzież z zakładu poprawczego koncentrują się już raczej na wzmacnianiu jego górnej części.

    Po kilkunastogodzinnej przerwie spowodowanej wylaniem Warty, ujęcie na Dębinie w piątek wznowiło pracę.

    Około godziny 14 w poniedziałek przywrócono ruch samochodowy na Drodze Dębińskiej.

    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo