Prywatne szpitale wcale nie dla bogatych

    Prywatne szpitale wcale nie dla bogatych

    Danuta Pawlicka

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    W żadnym szpitalu, który zmienił się z publicznego w prywatny, nie likwiduje się łóżek i nie odsyła chorych z chudym portfelem. A taką wizją straszą nas przeciwnicy sprywatyzowania lecznic, które przejdą na garnuszek samorządowców: wyprzedadzą budynki, a chorych zostawią na lodzie!
    - Gdyby nie rozbudowa, którą umożliwiła prywatyzacja, za pięć lat musielibyśmy o jedną trzecią zredukować łóżka i ograniczyć działalność - twierdzi Zbyszko Przybylski, szef szpitala powiatowego we Wrześni, który od maja pracuje pod niepublicznym szyldem.
    Szpital dopiero teraz wziął drugi oddech i zaczyna się rozwijać, planuje nowe usługi i buduje nowe sale. Nawet oddział rehabilitacji, który wszystkim polskim lecznicom przynosi straty, ocalał w nie zmniejszonym stanie. Zyskał za to na standardzie, który dostosowano wreszcie do norm unijnych.
    - Politycy szermują i nadużywają słowa prywatyzacja tylko po to, aby straszyć tym zdezorientowanych pacjentów - uważa prezes zarządu szpitalnej spółki, którą cały czas samorząd "trzyma na muszce" (samorządowy nadzór uważa się za najlepsze zabezpieczenie przez zakusami skomercjalizowania lecznictwa).
    Teraz we Wrześni za najważniejsze dla szpitala uważa się przede wszystkim wielkość kontraktów z NFZ.
    Podobnie mówi Stanisław Trąpczyński, zastępca dyrektora do spraw medycznych w niepublicznym Szpitalu w Puszczykowie pod Poznaniem, który stawia sprawę jasno: - Gdyby nie samorząd, dzisiaj nas by już nie było.
    Wbrew czarnowidztwu niektórych polityków udało się zachować wszystkie oddziały, a nawet reanimować ginekologię, zlikwidowaną za poprzedniego właściciela z Gdańska. Teraz ginekolodzy leczą w systemie jednodniowym, co okazało się bardzo korzystne dla szpitala i pacjentek. Ruszył też remont oddziału ratunkowego i, jak informuje dyrektor, kupiono setki różnorodnego sprzętu dla urologii i ortopedii.
    - W dyskusjach nad reformowaniem służby zdrowia mało jest opinii merytorycznych, a dużo politycznych - mówi Zbyszko Przybylski.
    Politykom zarzuca niezrozumienie istoty przekształceń, bo zakładają, że przekształcenie lecznic w spółki zrodzi patologie. Tymczasem szpitale muszą mieć kapitał na rozwój, a tego nie da im ani budżet, ani samorząd. Jedynym kołem ratunkowym, dowodzi szef wrzesińskiej lecznicy, jest mariaż interesów - publicznego i prywatnego. Odpowiednie przepisy zabezpieczą przed nadużyciami.
    Ponad 30 publicznych szpitali w Polsce, które już przeszły podobną drogę, jak lecznice we Wrześni i Puszczykowie, najgorsze mają za sobą. Żaden się nie zadłuża i nie bankrutuje. Menedżerowie tych placówek, którzy stworzyli ogólnopolską organizację, nie widzą dzisiaj zagrożeń dla siebie. Nigdzie też nie leczy się bogatych kosztem biednych.

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo