W czasie powodzi stulecia w 1997 roku poziom Prosny w Kaliszu wynosił 281 centymetrów. W piątek rzeka przekroczyła poziom 300 centymetrów, a według szacunków Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Poznaniu w niedzielę ma on wynosić od 315 do nawet 325 centymetrów!
Pod wodą znalazła się już część osiedla Rajsków, woda zalewa domy przy ulicy Złotej, podtapia Wyższe Seminarium Duchowne, bazę Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych przy ulicy Bażanciej oraz wdziera się do piwnic domów w Śródmieściu. Zagrożone jest osiedle Ogrody oraz Piskorzewie.
Ze względów bezpieczeństwa w czwartek wieczorem zamknięty został most na ulicy Szopena. Z tych samych względów został on również dociążony workami z piaskiem.
Zamknięcie mostu powoduje jednak bardzo duże utrudnienia w ruchu. W centrum tworzą się gigantyczne korki.
Od czwartku w Kaliszu wydano mieszkańcom już ponad 45 tysięcy worków, a wywrotki zawiozły w miejsca zagrożone zalaniem około tysiąca ton piasku. Według kaliskiego sztabu kryzysowego woda powinna jednak utrzymać się w wybudowanych kilka lat temu obwałowanych korytach Kanału Rypinkowskiego oraz Kanału Bernardyńskiego do ulicy Piłsudskiego oraz korycie rzeki Prosny z wyjątkiem odcinka na osiedlu Piskorzewie. - Takiej wody nie mieliśmy w Kaliszu od 200 lat - mówi Janusz Pęcherz, prezydent Kalisza. - Sytuacja jest dynamiczna i zmienna.
Od czwartku najgorsza sytuacja jest na osiedlu Rajsków znajdującym się w kleszczach Prosny i Swędrni. To właśnie ta druga, nieuregulowana rzeka okazała się najbardziej nieprzewidywalna i od dwóch dni podtapia kolejne domy. Wręcz fatalna sytuacja jest w rejonie ulicy Ciesielskiej, Pontonowej, Łęgowej czy Próżnej. Wybudowane w czwartek wały z worków z piaskiem na brzegu Swędrni niewiele pomogły i woda wdziera się wgłąb osiedla. Część rodzin opuściła gospodarstwa. W piątek jedną z nich musieli ewakuować ratownicy, aby mogła dostać się do lekarza.
- Podtopienie, które jeszcze może się zdarzyć, nie będzie jednak zmuszało mieszkańców do opuszczania domów, ale osoby, które zgłoszą taką potrzebę, będą ewakuowane do przygotowanych przez sztab kryzysowy obiektów - informuje Aleksander Quoos, naczelnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Spraw Obronnych Urzędu miejskiego w Kaliszu. - Póki co, ewakuowano dwie rodziny z ulic Złotej i Wał Bernardyński.
Zapewnienie dachu nad głową powodzianom zadeklarował m.in. jeden z kaliskich hoteli. Pomoc deklarują też inne firmy. Strażacy ochotnicy traktorem i łodziami dostarczają mieszkańcom zakupy lub niezbędne artykuły. - Sytuacja nie jest za ciekawa - mówi jeden z mieszkańców. - Odłączono nam prąd, ponieważ woda zalała trafostacje. Nie zdążyłem też wymienić butli z gazem i nie mam jak zagotować wody na herbatę.
W piątek główna akcja ratunkowa skupiła się na ulicy Złotej. Tutaj zagrożenie powodzią jest coraz większe. W tym miejscu zbiega się Prosna z jednym ze swoich kanałów. Właśnie w ten rejon miasta kierowano największe siły. W akcję zaangażowano strażaków, policję, straż graniczną, strażników miejskich wspieranych przez więźniów przebywających w kaliskim zakładzie karnym oraz osoby skierowane przez Powiatowy Urząd Pracy w ramach robót publicznych. Straż Miejska Kalisza przyjmuje zgłoszenia wolontariuszy, którzy chcą włączyć się w akcję przeciwpowodziową. Chętni mogą dzwonić pod numer 986. W mieście rozeszła się pogłoska o rzekomym zalaniu ujęć wody i aby była ona zdatna do picia, należy ją przegotować.
- Chcę jednoznacznie zdementować tę informację. Woda w Kaliszu, która płynie w kranach, jest dobrej jakości i można ją spożywać bez żadnych zastrzeżeń. Potwierdza to sanepid, który dokonał dodatkowych badań - podkreślał prezydent Kalisza na specjalnie zwołanej konferencji prasowej sztabu kryzysowego. - Nawet gdyby doszło do wyłączenia przepompowni przy ulicy Złotej, która zagrożona jest zalaniem, nie będzie to miało wpływu na jakość wody.
Tymczasem głównym zagrożeniem dla Poznania będzie Warta, której poziom znacznie podniesie woda zrzucana ze zbiornika w Jeziorsku. Od piątku od godz. 19 w ciągu sekundy zrzucanych jest tam 320 metrów sześciennych wody. Wiadomo już, że zalane zostanie ujęcie wody na Dębinie.
Jeśli woda nie przekroczy poziomu 600 cm (teraz jest poniżej 400 cm), miastu nic nie będzie zagrażało. Tu i ówdzie mogą wystąpić lokalne podtopienia.
Powołany został Zespół Zarządzania Kryzysowego dla miasta Poznania, który przeanalizował potencjalne rejony podtopień lokalnych.
Najbardziej zagrożonym rejonem w mieście jest Dębina i znajdujące się tam ogródki działkowe. Na niektórych z nich ludzie mieszkają na stałe. Tam więc w pierwszej kolejności mają dotrzeć patrole policyjne, strażackie oraz strażnicy miejscy. Będą one na bieżąco informować mieszkańców tych rejonów, które mogłyby zostać podtopione.
Osoby mające dostęp do internetu mogą śledzić sytuację na Warcie za pośrednictwem "mapki powodziowej". Znajduje się ona na stronie internetowej miasta Poznania: http://www.poznan.pl/mim/public/wos/zaewy.html?co=simulation
Jak mówi Dorota Wesołowska, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich, poznaniacy mogą być spokojni o stan mostów. - Zdecydowanie wytrzymają napór wody. Na przykład przy konstruowaniu mostu Rocha brane były poziomy wód począwszy od lat 40. poprzedniego wieku - mówi Dorota Wesołowska.
Spośród podpoznańskich gmin najbardziej narażona na zalanie wydaje się być gmina Mosina, a dokładnie Krajkowa, Radzewice, Rogalin, Rogalinek, Wiórek i Czapury. Woda w przechodzącym przez gminę Kanale Mosińskim w piątek miała niski poziom. Również poziom wody w Warcie nie był wysoki. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że fala powodziowa rozleje się nie tylko po starorzeczu, ale znajdzie ujście do Kanału Mosińskiego.
- Objechaliśmy gminę w środę. Sprawdziliśmy miejsca zagrożone. Mamy mapy rozlewisk Warty. Dysponujemy czterema tysiącami ton suchego piasku. Uzupełniliśmy worki. Ustaliliśmy już, kto i czym będzie w razie potrzeby rozwoził piasek po wioskach - mówi Przemysław Pniewski, wiceburmistrz miasta i gminy Mosina.
Urzędnicy zapewniają, że dotarli do mieszkańców gospodarstw położonych najbliżej Warty i to oni w razie potrzeby będą jako pierwsi ewakuowani. Informację o stanie wody i zagrożeniach można uzyskać u sołtysów wsi. Sztab kryzysowy działa też w Puszczykowie oraz Luboniu.
Sytuacja w Śremie nie wygląda najgorzej, poziom Warty nie osiągnął stanu alarmowego, który wynosi 450 cm. - W tej chwili Warta ma 430 cm - mówi Bogdan Gądecki z Nadzoru Wodnego w Śremie. - Tendencja jest wzrostowa, kulminacyjnej fali spodziewamy się w poniedziałek - dodaje. Zdaniem kierownika Nadzoru Wodnego w Śremie zagrożone są Niesłabin i Orkowo, gdzie spodziewane są podtopienia terenów rolniczych. - Kanał Ulgi już odbiera wodę, więc Śrem nie musi się niczego obawiać - informuje Bogdan Gądecki.
W Koninie fala kulminacyjna przyjść ma w nocy z soboty na niedzielę. Nikt nie potrafi powiedzieć, jak będzie wysoka. Mieszkańcy konińskiej Starówki z niepokojem obserwują wały, które częściowo zostały rozkopane pod budowę bulwarów. Teraz są one w pośpiechu umacniane. - Ścięto wały, które chroniły nas przed wodą. Obserwuję stan wody, gdyż mój dom jest najbliżej Warty - mówi Jerzy Studziński. Zastępca prezydent Konina Andrzej Sybis zapewnia, że stan wałów zostanie przywrócony.
W powiecie rawickim do przerwania wałów doszło na rzece Orli. Fala kulminacyjna, która przechodziła w ciągu ostatniej doby, spowodowała wyrwy w kilku miejscach na wałach, które były remontowane wczesną wiosną tego roku. Na szczęście siła żywiołu nie była aż tak duża, aby zagrozić ludziom i ich dobytkowi. Woda zalała głównie łąki, część pól oraz podeszła pod zabudowania we wsi Dubin w gminie Jutrosin.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GłosWielkopolski.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.