Reeves - żywiołowa władczyni zmysłów

    Reeves - żywiołowa władczyni zmysłów

    Agnieszka Gonczar

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Jeśli występowanie z zespołem na scenie można przyrównać do idealnie funkcjonującego organizmu, to z pewnością fani Dianne Reeves mogą wypowiedzieć się na ten temat najlepiej. Podczas wtorkowego koncertu tej wokalistki poznańskie Centrum Kongresowe Akademii Medycznej przez dwie godziny w niczym nie przypominało nudnej sali wykładowej.
    Już na samym wstępie mogliśmy się przekonać o niesamowitej barwie głosu amerykańskiej wokalistki, która celująco wyśpiewała powitanie skierowane do publiczności. Z początku artystka zaserwowała spokojne, melodyjne ballady pochodzące z poprzednich płyt, a także "I'm in love with you", "Windmills Of Your Mind" i "When you know" z najnowszego albumu o tym samym tytule.

    Jedno, co można przyznać z całą pewnością, to fakt, że w każdym z tych utworów, Reeves oddała wszystko, na co stać głos człowieka. Swoim łagodnym, miękkim, a momentami lekko chropowatym śpiewem, opowiadała historie tak bliskie każdemu z nas. Na uwagę zasługuje także otwarta, ciepła postawa artystki, która zachęcała publiczność do wspólnego śpiewu lub droczyła się z muzykami obecnymi na scenie. Ci ostatni nie pozostawali dłużni i niejednokrotnie spontanicznie oddawali się fali swobodnej improwizacji. Fani doczekali się także utworu z filmu "Good night and good luck", który artystka wykonała w akompaniamencie znakomitego kontrabasisty Reginalda Veala.

    Choć Dianne Reeves jest niekwestionowaną damą, których coraz częściej brakuje na muzycznej scenie, nie stroniła od pikantnych historyjek czy anegdot związanych z pracą w zespole. Publiczność szczególnie żywiołowo zareagowała na te związane ze współpracą z George'em Clooneyem, o którym artystka wypowiadała się ze szczególną sympatią.

    Na sam koniec, Dianne Reeves wyciągnęła muzyczne asy z rękawa i podczas utworu "I put on spell on you" i "Today will be a good day" spowodowała nie tylko, że zasiedziali goście zaczęli bujać się w rytm muzyki, ale także... poderwali się ze swoich siedzeń. Ten stan utrzymał się do końca występu, a poznańska publiczność wiedząc, że i tak dostała więcej niż oczekiwała, nawet nie śmiała prosić o bis.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo