Poznań: Akademicki hołd dla zmarłych. Zdjęcia i film

    Poznań: Akademicki hołd dla zmarłych. Zdjęcia i film

    Michał Kopiński, film: Jakub Stelmaszyk

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Poznań: Akademicki hołd dla zmarłych. Zdjęcia i film
    1/15
    przejdź do galerii

    ©Waldemar Wylegalski

    Do auli UAM przybyli dzisiaj rektorzy Akademii Muzycznej, ASP, AWF, Politechniki, Uniwersytetu Ekonomicznego, Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu Przyrodniczego. Nie sposób było zliczyć gości, wśród których znaleźli się m.in. wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Witold Jurek (dawny rektor Akademii Ekonomicznej), abp Stanisław Gądecki, wicemarszałek Senatu prof. Marek Ziółkowski, prezydent Ryszard Grobelny i wielu posłów. W końcu, aulę po brzegi wypełniali studenci i wykładowcy publicznych poznańskich uczelni.

    Organy w auli przesłonięto wielką biało-czerwoną flagą z kirem. Obok flagi zawisła czarna płachta z napisem: "Akademicki Poznań żegna Wielkich Polaków". - Zgromadziliśmy się tutaj jako wspólnota akademicka. Różnią nas dyscypliny, metodologia, w końcu poglądy. Łączy nas służba nauce - tłumaczył rektor Marciniak.

    Senator Marek Ziółkowski tłumaczył, że w obliczu takiej tragedii, jak ta z 10 kwietnia, trudno znaleźć odpowiednie słowa. - Bo żadne i tak nie oddadzą uczuć, które nas przepełniają - mówił. I wyraził nadzieję, że choć każda śmierć jest bezcelowa i bezsensowna, to być można ta ofiara do czegoś się przyczyni. - Tragedia utorowała drogę do pojednania polsko-rosyjskiego w tym podstawowym wymiarze: uczuciowym - mówił wicemarszałek Senatu RP.

    Prof. Witold Jurek przypomniał, że wszystkie ofiary sobotniej tragedii odeszły nagle, całkowicie niespodziewanie. I pytał: - Czy potrafimy żyć tak, że gdyby któraś z osób nam znanych miała nagle odejść, to nie żałowalibyśmy słów, jakie od nas usłyszała? Wiceminister zwrócił też uwagę, że w Smoleńsku zginęli wybitni, zaangażowani w działalność publiczną Polacy. - Mieli plany, które chcieli zrealizować. Nie było im to dane - mówił prof. Jurek. - Zróbmy wszystko, żeby ich ofiara nie była daremna - zakończył.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Filip z konopii

    bubu (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 29 / 12

    Biedny veritas co do swoich niezwylke długich wywodów to pomyliłeś czas i miejsce. Czyżbyś nie potrafił czytać ze zrozumieniem czego dotyczy informacja powyżej? Swoim bełkotem wyskoczyłeś jak...rozwiń całość

    Biedny veritas co do swoich niezwylke długich wywodów to pomyliłeś czas i miejsce. Czyżbyś nie potrafił czytać ze zrozumieniem czego dotyczy informacja powyżej? Swoim bełkotem wyskoczyłeś jak Filip z konopii. Tego typu sensacje musisz umieszczac na lewackich portalach bo tylko tam znajdziesz potencjalnych słuchaczy. zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Jeden Kościół?

    veritas (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 28 / 14

    Czy to ten sam Kościół?
    Francuzi mają paradoksalne przysłowie: "Im bardziej coś się zmienia, tym bardziej pozostaje tym samym". Oczywiście, w większości życiowych sytuacji nie jest to prawdą....rozwiń całość

    Czy to ten sam Kościół?
    Francuzi mają paradoksalne przysłowie: "Im bardziej coś się zmienia, tym bardziej pozostaje tym samym". Oczywiście, w większości życiowych sytuacji nie jest to prawdą. Popiół z cygara wypełniający popielniczkę nie jest cygarem. A kościół, który zamieniono w gruzowisko albo przerobiono na jadalnię nie jest już dalej kościołem. Niech nikt już się dłużej nie łudzi. Ta ekumeniczna organizacja z jej kłamliwymi, propagandowymi organami całego świata, eufemistycznie określanymi jako "prasa diecezjalna" lub "prasa katolicka" albo "Watykańskie Wytyczne" dla tego i owego; ten nowy kościół z jego kardynałami i biskupami oddanymi sprawom "międzywyznaniowym" i z jego wiarołomnymi duchownymi uważającymi się za nic więcej jak "przewodniczących zgromadzenia" albo "sługi słowa" wraz z jego tchórzliwym i wykiwanym "Ludem Bożym" ograbionym ze swego pierworództwa – wszystko to po prostu nie jest prawdziwym katolickim Kościołem. Nie, ten ekumeniczny koszmar uwikłany w chaosie jest szatańską Arką Zguby. Tak jak Papież św. Leon I słusznie określił pewien fałszywy "ekumeniczny sobór" Zbójeckim Soborem (Latrocinium), tak samo to, z czym się teraz stykamy jest ni mniej ni więcej jak tylko Zbójeckim Kościołem. Ileż to "zmian" mógłby ewentualnie doznać katolicki Kościół i nadal pozostać Kościołem? Całkowicie jawne są dla wszystkich oszalałe wysiłki nowych zbójców dążących do zniszczenia wszelkiej łączności i związków z przeszłością, do doszczętnego wymazania z pamięci wszystkich pozostałości starożytnego, prawdziwego, tradycyjnego Kościoła. Czy można myśleć, że nowy Zbójecki Kościół to Kościół katolicki, skoro tak rozmyślnie i skrupulatnie próbuje wymazać wszystko co katolickie z pamięci? Absurd nad absurdami! Jakie są charakterystyczne znamiona Zbójeckiego Kościoła? Możemy wyliczyć następujące cechy: porzucił on większość istotnych praw, zasad dyscypliny oraz praktyk prawdziwego Kościoła; posiada nowe "Pisma Święte", które są sfałszowanymi przeróbkami Pisma Świętego; lekceważy prawdziwą katolicką Tradycję; gardzi czcigodnymi zwyczajami katolickiego Kościoła; jego nowe "modlitwy" to modyfikacje starych katolickich modlitw, przykrojone do herezji nowego Zbójeckiego Kościoła; lekceważy i zniechęca do wielu pobożnych praktyk i modlitw, do których prawdziwy katolicki Kościół zawsze zachęcał; posiada liturgię, sakramentalne obrzędy i "Nową Mszę" pozbawione wszystkiego, co jest prawdziwe, dobre i piękne w liturgii, obrzędach i Świętej Ofierze katolickiego Kościoła; nie przepada zbytnio za Świętymi, co okazuje wypierając się niektórych, "degradując" innych i licząc na to, że wielu pozostałych zostanie wkrótce zapomnianych.
    Idźmy dalej. Zbójecki Kościół ma przewrotne doktryny, innowacje, które są sprzeczne z prawdziwym, katolickim nauczaniem; jego "Lud Boży" nasiąka tymi naukami podczas słuchania kazań i czytania "katolickiej" literatury; nowe "katechizmy" dla dzieci są wypełnione takimi samymi zdradliwymi doktrynami, sugestiami i teoriami, które zawierają truciznę i mają zapewnić, że w dojrzałym wieku z tych dzieci wyrosną dobrzy, buntowniczy "zbójcy"; nowa moralność ze swymi "uaktualnionymi" poglądami na "grzech" jest zaprzeczeniem kodeksu moralności katolickiego Kościoła; i wreszcie, utrzymuje się, iż sama struktura nowego kościoła nie jest monarchiczna jak w przypadku katolickiego Kościoła, lecz raczej "kolegialna" i demokratyczna.
    Skoro zatem nauczanie i doktryny, prawa i zasady dyscypliny, kodeks moralny, praktyki, modlitwy, liturgia, sama Msza i – tak, nawet struktura – jeśli wszystko jest inne, pod jakim zatem względem – odpowiedzcie proszę – ten nowy kościół może być tym, tożsamym z Kościołem katolickim?
    Możecie twierdzić, że w rzeczywistości nie zmieniło się nic zasadniczego, że "istota" Kościoła nadal pozostaje niezmieniona. Możecie dowodzić, że żadna z nauk wiary czy moralności tak naprawdę nie różni się od tego, czym były wcześniej. Lecz są to z waszej strony wyłącznie pobożne życzenia, ponieważ nauczanie podawane do wierzenia i moralność proponowana do praktycznego zastosowania nie są już takie same. Przyjęte jest, że Kościół może bez utraty Swej tożsamości zmienić prawa, zasady dyscypliny i praktyki (niektóre z nich), ponieważ ma On władzę i prawo zmieniać jedynie ludzkie ustanowienia. (Oczywiście, Kościół w Swej długiej historii nigdy nie zmieniał ich swawolnie i na skalę masową, gdyż byłoby to szaleństwem!). Jednakże to nie z takim problemem mamy do czynienia; chodzi o to, że zmiany wykraczają poza dopuszczalną reformę prawa, dyscypliny, itd.; to "wierzenia" i moralne standardy Zbójeckiego Kościoła są nowe i odmienne.
    Dla wykazania prawdziwości tego ostatniego stwierdzenia wystarczy przedstawić choćby jeden przykład. Ponieważ jeżeli chociaż jedna zasadnicza nauka – tzn. dotycząca wiary objawionej albo sprawy związanej z wiarą i koniecznej dla jej obrony – którą głosił katolicki Kościół zostałaby odrzucona, to odrzucający ją nie mogliby w żaden sposób utrzymywać, że reprezentują prawdziwy Kościół. Twierdzenie to znajduje potwierdzenie w następujących źródłach:
    (1) "Jeżelibyśmy nie mieli się zgodzić choćby na jedną jedyną z prawd tych, to znaczyłoby tyle, jak gdyby wszystkie owe prawdy były przez nas odrzucone" (Papież Leon XIII, Encyklika Sapientiae Christianae).
    (2) "Siła i natura wiary katolickiej ma tę właściwość, że jej nic ani dodać ani ująć nie można: albo się ją całą wyznaje, albo się ją w całości odrzuca. «Ta jest wiara katolicka, której, jeżeli kto wiernie i mocno nie wyznaje, zbawionym być nie może» (Symbol św. Atanazego). Nie ma zatem potrzeby czynienia dodatków do zaznaczenia wyznania wiary katolickiej; każdemu niech wystarczy wyznanie: «Imię moje chrześcijanin, nazwisko katolik»; niech tylko stara się być naprawdę tym, kim się być mianuje" (Papież Benedykt XV, Encyklika Ad Beatissimi).
    (3) "Powinnością tych, co słuchali Jezusa, było nie tylko przyjęcie w całości Jego nauki, lecz uznanie umysłem poszczególnych rzeczy, które On przekazał – jeśli chcieli osiągnąć zbawienie, jest bowiem niedorzecznością, aby nie okazywać Bogu wiary nawet w jednej rzeczy... A zatem nie godziło się wyłączyć ani jednego przykazania z nauki Apostołów, jak i odrzucić czegokolwiek z nauki samego Chrystusa" (Papież Leon XIII, Encyklika Satis Cognitum).
    (4) "A ponieważ prawda Prawdzie nie może się sprzeciwiać, [przeto] wszelkie zdanie sprzeczne z prawdą objawionej wiary określamy jako zupełnie fałszywe" (V Sobór Laterański, Bulla Apostolici regiminis).
    Nowa nauka o "ekumenizmie"
    Oto tutaj, mamy przykład zmiany doktryny. W "Dekrecie o ekumenizmie" Vaticanum II czytamy, co następuje: "Do osiągnięcia tego wielce są pomocne zebrania, z udziałem obu stron, dla omówienia głównie kwestii teologicznych, gdzie by każdy występował jako RÓWNY WŚRÓD RÓWNYCH..." (podkreślenie dodane). To nauczanie Vaticanum II odnosi się do tak zwanego "dialogu ekumenicznego" między katolikami i niekatolikami. Zawarte są tu następujące trzy punkty: (1) spotkania, zebrania, itd., między katolikami a niekatolikami powinny się odbywać;zebraniaćstępujące e fałszywe oże się sprzeciwiać, [przeto] wszelkie zdanie sprzeczne z prawdą światłej wiary określamy jak (2) na tych spotkaniach katolicy nie tylko mogą, lecz powinni traktować niekatolików równoprawnie; (3) mówi się i to bardzo wyraźnie, że takie "równoprawne traktowanie" ma obowiązywać podczas dyskusji teologicznych.
    Przede wszystkim, co się tyczy punktu (1), to czy takie spotkania w ogóle powinny się odbywać? Odnośnie podobnych starań podejmowanych w przeszłości, Papież Pius XI nauczał w następujący sposób: "W tym celu urządzają zjazdy, zebrania i odczyty... i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy... Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań, ponieważ one zasadzają się na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne... Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i krok po kroku popadają w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii, przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera" (encyklika Mortalium Animos; podkreślenie dodane). Nie tylko wyżej cytowany ustęp z "Dekretu o ekumenizmie", ale sam dekret od początku do końca i w całości, rzeczywiście całkiem wyraźnie "zasadza się na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne". Dla zobrazowania tego można cytować liczne ustępy dekretu. Na przykład: "Ponadto wśród elementów czy dóbr, dzięki którym razem wziętym sam Kościół się buduje i ożywia, niektóre i to liczne i znamienite mogą istnieć poza widocznym obrębem Kościoła katolickiego"...; liturgicznym obrzędom niekatolików "trzeba przyznać zdolność otwierania wstępu do społeczności zbawienia"; "Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi (oddzielonymi kościołami i wspólnotami) jako środkami zbawienia..." (!); ...podają się za "prawdziwe spadkobierczynie Jezusa Chrystusa"; itd., itd. Jeżeli oddzielone kościoły posiadają rzekomo bardzo wiele znamienitych elementów i dóbr, itd.; jeżeli rzekomo są zdolne otwierać wstęp do społeczności zbawienia; jeżeli nawet są "środkami zbawienia" (rzekomo); wtedy trzeba przyznać, że są one przynajmniej "mniej lub więcej dobre i chwalebne". Takie mniemanie – a taki jest duch ożywiający od początku do końca "Dekret o ekumenizmie" – jest według słów Piusa XI "błędne", "wypacza prawdziwe pojęcie wiary" i "jest równoznaczne odstępstwu od religii przez Boga objawionej".
    Jeśli chodzi o punkty (2) i (3), czyli teologiczne dyskusje na równych prawach, to nauczanie Vaticanum II jest wewnętrznie błędne. Pozwolenie na jakiekolwiek "równoprawne" traktowanie Kościoła Chrystusowego i Jego nauki oraz błędu, herezji i niedowiarstwa jest zbrodnią przeciw prawdzie, jest przeciwne rozumowi i stanowi zdradę Chrystusa. Papież Leon XIII stwierdza, że "sprzeciwia się bowiem rozumowi, aby złe, czy dobre, takie samo miało prawo" (encyklika Libertas Praestantissimum). Ponadto, doktryna prezentowana w "Dekrecie o ekumenizmie" jest naturalistyczna i masońska, jako że ten sam Papież Leon naucza: "[masoni i naturaliści uważają że:] istnieją różne wyznania religijne, lecz nie ma żadnej racji, ażeby któremuś z nich dawać pierwszeństwo przed innymi; wszystkie mają zajmować takie samo miejsce"; i jeszcze: "[masoni] propagują wielki błąd współczesny... że pomiędzy poszczególnymi wyznaniami nie ma żadnej różnicy. Takie zaś postępowanie prowadzi do upadku wszystkich religii, a szczególnie religii katolickiej, która sama jedna wśród wszystkich będąc prawdziwą, bez największej ujmy dla siebie z innymi zrównaną być nie może" (encyklika Humanum Genus). Czy jest tu mowa o równoprawności?
    Nie trzeba dodawać, że niekatolicy nie mają nic przeciwko "równoprawności", ponieważ "oświadczają, że chcą wprawdzie rokować z Kościołem Rzymskim, lecz z zastrzeżeniem równości wzajemnych praw, tzn. jako równouprawnieni. Gdyby jednak mogli prowadzić rokowania, to bez wątpienia dążyliby do takiego porozumienia, które umożliwiłoby im trwanie przy tych zapatrywaniach, z powodu których błąkają się jeszcze ciągle poza jedyną owczarnią Chrystusa" (Mortalium Animos). Kontynuując, Papież Pius XI wyjaśnia następnie zasadniczą naturę nauczania wyłożonego w Mortalium Animos: "W tych warunkach oczywiście ani Stolica Apostolska nie może uczestniczyć w ich zjazdach, ani też nie wolno wiernym zabierać głosu lub wspomagać podobne poczynania. Gdyby to uczynili, przywiązaliby wagę do fałszywej religii chrześcijańskiej, różniącej się całkowicie od jedynego Kościoła Chrystusowego. Czyż możemy pozwolić na to – a byłoby to rzeczą niesłuszną i niesprawiedliwą, – by prawda, a mianowicie prawda przez Boga objawiona, stała się przedmiotem układów? CHODZI TU O OCHRONĘ OBJAWIONEJ PRAWDY" (podkreślenie dodane). To nowe nauczanie Vaticanum II jest dlatego dokładnym odwróceniem podstawowego nauczania Kościoła katolickiego odnoszącego się do wiary objawionej, ponieważ nauki Leona XIII i Piusa XI powtarzające to co Kościół zawsze głosił, są absolutnie konieczne dla obrony wiary. Zbójecki Kościół nie jest Kościołem katolickim.
    Oni nie tylko wywracają doktrynę, ale czyniąc to używają słowo w słowo, dokładnie tej samej frazeologii, którą Kościół potępił. Porównajcie ich słowa o "równoprawności" z następującym nauczaniem Leona XIII: "W istocie, (...) Kościół uważa za niedozwolone stawianie różnych wyznań na równi z prawdziwą religią..." (encyklika Immortale Dei).
    Nowa moralność "ekumenizmu"
    Biorąc za przykład "Dekret o ekumenizmie" rozważmy następnie jak nowy Ekumeniczny Kościół wywrócił moralne nauczanie prawdziwego Kościoła katolickiego. Według Kodeksu Prawa Kanonicznego (kan. 1258) wszelka "czynna" forma uczestnictwa w obrzędach z niekatolikami jest całkowicie i zwyczajnie zakazana pod karą grzechu śmiertelnego. Takie uczestnictwo we wspólnych nabożeństwach religijnych – nazywane jest "communicatio in sacris". Każdego księdza uczono i wbijano mu do głowy w seminarium, że communicatio in sacris jest absolutnie zakazane – żadnych "jeśli, i, albo" – pod karą grzechu śmiertelnego; i wszyscy katolicy byli świadomi, lub oczywiście powinni byli być świadomi, tego nauczania. By zrozumieć w pełni i jasno naukę o communicatio in sacris konieczne jest uchwycenie różnicy między aktywnym i biernym udziałem w niekatolickich obrzędach.
    Wyłącznie fizyczna obecność, albo bierny udział jest (wg Kodeksu Prawa Kanonicznego 1258 par. 2) tylko tolerowany i to pod warunkiem, że: (1) istnieje ważna przyczyna fizycznej obecności na niekatolickim obrzędzie; (2) w przypadku wątpliwości czy taka przyczyna istnieje biskup musi udzielić aprobaty; i (3) uczestnictwo w niekatolickim obrzędzie nie wywoła zagrożenia, iż katolik stanie się przyczyną zgorszenia albo, że jego własna wiara zostanie wystawiona na szwank. Mając na uwadze wyżej wymienione warunki, jasnym jest, iż zamiarem Kościoła jest zniechęcenie nawet do biernego uczestnictwa. Ponadto, co się tyczy biernego udziału to, aby spełnić wymagane przezeń warunki, dana osoba nie może włączyć się jakimkolwiek pozytywnym aktem kultu i musi powstrzymać się od wszelkiego pozytywnego działania. Oczywiste jest, że nawet "bierny" udział równie dobrze może stanowić zagrożenie dla niektórych katolików. W "Prawie Kanonicznym" autorstwa Bouscaren'a i Ellis'a (jeden z najlepszych dostępnych komentarzy do Prawa Kanonicznego) czytamy na s. 704: "Możliwe jest, że nawet wyłącznie biernemu udziałowi może towarzyszyć wewnętrzna intencja akceptacji, przyzwolenia, lub wspierania niekatolickiego kultu; jeśliby to było prawdą byłby to formalny współudział w grzesznym akcie, zakazany przez prawo naturalne" (podkreślenie dodane).
    Jeśli katolik poza fizyczną obecnością wziąłby udział w kulcie przez jakikolwiek pozytywny akt wspólnie z niekatolikami, taki czyn byłby aktywnym uczestnictwem. Takie jest znaczenie "communicatio in sacris". Communicatio in sacris jest śmiertelnie grzeszne, ponieważ jest to "formalne uczestnictwo w złym czynie zabronionym przez prawo naturalne". Weźmy pod uwagę tak obecnie rozpowszechnioną tzw. aktywność "międzywyznaniową", odwiedzanie protestanckich kościołów i żydowskich synagog, wymienianie się duchownymi, itd. Utrzymywanie, że takie praktyki podpadają pod "bierną współpracę" byłoby jawnym kłamstwem. W najmniejszej mierze nie ma "poważnej przyczyny" by się one odbywały, w najmniejszym stopniu nie można uważać, że nie występuje tam "żadna groźba zgorszenia albo wystawienia wiary na szwank". Doprawdy, jedynym z trzech warunków wymaganych przez prawo kanoniczne, który jest dosłownie wypełniany jest ten, że często biskupi zezwalają na to wszystko!
    A oto przykład. W piśmie "Parish News Report" parafii św. Alojzego w Palo Alto, w Kalifornii (styczeń 1971) czytamy: "Msza dla uczczenia Oktawy Jedności Kościoła (24 stycznia) będzie miała akcent ekumeniczny. Zostali na nią zaproszeni nasi sąsiedzi z drugiej strony ulicy, z Wesley Methodist Church, a ich pasterz, czcigodny Bob Schlager weźmie udział w uroczystości wygłaszając krótką przemowę pod koniec Mszy. Nasza wspólnota parafialna została zaproszona do przyłączenia się do nabożeństwa metodystów Wesley w następną niedzielę, 31 stycznia, o godzinie 11.00. Krótkie przemówienie do zgromadzenia podczas nabożeństwa wygłosi ksiądz McGuiness". Czy to wygląda na "bierny udział"? "Przyłączenie się do nabożeństwa metodystów z Wesley o godzinie 11.00"?? Czy "przemówienie" katolickiego księdza do protestanckiego zgromadzenia "podczas nabożeństwa" jest tylko "bierną" czynnością?? Takie przykłady jak ten, pochodzący z moich okolic, mnożą się wszędzie każdego tygodnia. Wszystkie te "ekumeniczne" i "międzywyznaniowe" praktyki są aktywnym uczestnictwem, podpadają pod communicatio in sacris i są śmiertelnie grzeszne, będąc formalną współpracą w złym akcie zabronionym przez prawo naturalne.
    Wszystko to jest nie tylko dozwalane, ale również popierane przez Vaticanum II. W "Dekrecie o ekumenizmie" czytamy: "Nie można wszakże uznać współudziału w świętych czynnościach (communicatio in sacris) [communicatio in sacris – dokładnie takie sformułowanie jest użyte w łacińskim tekście tego dekretu] za środek, który bez zastrzeżeń należałoby stosować dla przywrócenia jedności chrześcijan. Współudział ten szczególnie zawisł od dwóch zasad: od konieczności zaznaczania jedności Kościoła i od uczestnictwa w środkach łaski". Gdzie indziej w tym samym dekrecie, odnosząc się do wspólnot prawosławnych schizmatyków, Vaticanum II namawia: "pewien współudział w czynnościach świętych (communicatio in sacris), w odpowiednich okolicznościach i za zgodą kościelnej władzy [tzn. Zbójeckiego Kościoła], jest nie tylko możliwy, ale i wskazany".
    Jak można "świadczyć o jedności Kościoła" – tzn. jedności katolickiego Kościoła – modląc się na niekatolickim nabożeństwie? Jak można "mieć udział w środkach łaski" uczestnicząc w zgromadzeniu, które odrzuca wszystkie zwyczajne kanały łaski dane nam przez Chrystusa? Jak może katolik "współuczestniczyć w środkach łaski" dopuszczając się czynu zabronionego przez prawo naturalne; tj., formalnego udziału w złym czynie? Jak w końcu, można "mieć udział w środkach łaski" popełniając grzech śmiertelny? "Ludzie... mają ścisły obowiązek" mówi Papież Leon XIII "w ten sposób Boga czcić, w jaki sam Bóg nauczył, iż chce być czczony" (Immortale Dei)zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo