Sąd: Młynarz może wyjść z więzienia już w grudniu tego roku

    Sąd: Młynarz może wyjść z więzienia już w grudniu tego roku

    Barbara Sadłowska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    - Proszę sąd o łaskawy werdykt. Nie jestem winny tego, co się stało. Nigdy nie chciałem jej zabić - mówił, płacząc, siwowłosy 67-letni oskarżony. Wczoraj poznański Sąd Apelacyjny oddalił prokuratorską apelację w jego sprawie i utrzymał w mocy wyrok czterech lat więzienia dla Zbigniewa Z. Oskarżyciel domagał się ośmiu lat pozbawienia wolności, jednak sąd uznał jego wniosek za bezzasadny.
    - W tej sprawie, jak rzadko w której, nagromadzenie okoliczności łagodzących jest bardzo duże - mówił sędzia Krzysztof Lewandowski. Za młynarzem z leszczyńskiej gminy Pogorzela przemawiało wiele. Dlaczego zatem zginęła jego żona Irena Z.? Z zeznań córek oskarżonego wynikało, że była ona dobrą matką. Broniły jej do końca, negując jednak oczywiste fakty, świadczące o tym, że nie była dobrą żoną. Gdy Irena wychodziła za mąż w 1981 roku, miała 22 lata. Mąż był o szesnaście lat starszy. Nigdy nie musiała pracować. Problem pojawił się, gdy kilkanaście lat po ślubie zabrała dzieci i zamieszkała z pewnym policjantem (przed sądem były konkubent usiłował przedstawić znajomość jako całkowicie platoniczną).
    Uważała poza tym, że mąż, który częściowo opłacił jej nowe mieszkanie i łożył na córki, powinien jej nadal finansowo pomagać. Po zerwaniu z policjantem musiała wrócić do domu. Ale o jej kolejnych znajomościach wiedziała cała wieś - bo, na przykład, żona adoratora Ireny z sanatorium, przesyłała do niej listy za pośrednictwem sołtysa.

    Zbigniew Z. radził sobie, jak umiał. Z domu wyprowadził się do młyna. 16 grudnia 2008 roku Irena przyjechała do męża, żeby zrobić mu awanturę za to, że nie wysłał córce pieniędzy (co zresztą zrobił 12 grudnia). Była pijana. Gdy próbowała uderzyć męża siekierą, Zbigniew wyrwał narzędzie i uderzył żonę cztery razy w głowę. Powiedział potem: "Wpadłem w szał". Nieoczekiwany atak kobiety, po latach upokorzeń i awantur o pieniądze, był iskrą, która doprowadziła do wybuchu. Biegli stwierdzili u oskarżonego ograniczenie poczytalności w momencie zdarzenia, a sąd pierwszej instancji orzekł, że była to zbrodnia w afekcie. Za Zbigniewem Z. murem stanęła cała wieś. Mieszkańcy wysłali nawet petycję do sądu. Uważają, że młynarzowi stała się krzywda. Potępiają jego żonę, która "wszystko chciała mieć i ładnie się ubierać". Żałują spokojnego, uczciwego człowieka, który tak ciężko pracował, a na starość musiał mieszkać w przybudówce przy młynie. Za zbrodnię popełnioną w afekcie, czyli w stanie silnego, usprawiedliwionego okolicznościami wzburzenia, groziła mu kara od roku do 10 lat.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    morderca!!!

    xxx (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

    to nie prawda, ze wszyscy mieszkańcy stali po jego stronie! są też tacy co stoją po stronie p, Ireny. za sam fakt morderstwa powinien dostać minimum 10 lat!!!!!!!!!!!

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo