Sport

    Piłka nożna: Lech nie może ponownie tracić ze słabymi

    Piłka nożna: Lech nie może ponownie tracić ze słabymi

    Maciej Lehmann

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Niedzielny remis 0:0 z ostatnią w tabeli Odrą sprawił, że niestety odżyły ubiegłoroczne koszmary. Wtedy Lech przegrał mistrzostwo Polski przez remisy z niżej notowanymi drużynami. Drugi raz tego błędu nie wolno powtórzyć!
    - Czujemy wielki niedosyt - mówił trener Jacek Zieliński. - Ten remis jest dla nas jak porażka, bo nie obrażając Odry, z takim przeciwnikiem po prostu musimy wygrywać. Przespaliśmy pierwszą połowę - dodaje Seweryn Gancarczyk. Prawda jest taka, że był to kolejny mecz, w którym Lech przegrał walkę w środku pola. Przykro to stwierdzić, bo przecież linia pomocy miała być wizytówką Kolejorza. Wiele mówiło się i pisało o magicznym ofensywnym czworokącie, ale aby mógł on czarować swoją grą kibiców, ktoś musi wywalczyć dla niego piłkę.

    A z tym bywa już różnie. Słabe punkty w środku pola obnażyły już Cracovia i Jagiellonia. Szybko jednak zapomniano o tym, że w starciu z Lechem te drużyny przez długie fragmenty lepiej operowały piłką, bo przecież Kolejorz efektownie wygrywał.


    W poznańskim zespole jest kilku kreatywnych zawodników, którzy dzięki swoim dużym indywidualnym umiejętnościom potrafią w pojedynkę rozstrzygnąć mecz. Raz jest to Robert Lewandowski, raz Sławomir Pesz-ko, a innym razem Siergiej Kriwiec. Kluczowymi postaciami są jednak Dimitrije Injac, Tomasz Bandrowski i Semir Stilić. To od nich zależy, ile piłek dotrze do skrzydłowych i na środek ataku. W niedzielę Stilić był za mało aktywny. Bandrowski świetnie broni, ale ma kłopoty z rozegraniem. Dlatego w Wodzisławiu długo w środku rządził dobrze uzupełniający się duet Cantoro - Malinowski. Smuda rok temu do końca stawiał na Stilicia i zapłacił za to wysoką cenę, bo piłkarz, który miał być reżyserem, w decydujących momentach zawodził. Zieliński tego błędu nie może powtórzyć. Jeśli Stilić ma słabszy dzień, trener musi szybko reagować i zmienić ustawienie. Wydawało się, że dublerem Bośniaka może być Jan Zapotoka, ale postawa Słowaka to na razie największa porażka w tej rundzie. Na szczęście do zdrowia wraca Wilk, może odblokuje się Chrapek i wtedy lepiej uda się wykorzystać potencjał Kriwca. Przesunięty obecnie z konieczności na lewą stronę Białorusin trochę marnuje swój potencjał. Tymczasem to on może rozruszać niemrawy ostatnio środek pomocy Lecha.

    To będzie miesiąc prawdy
    Z Dimitrijem Injacem, pomocnikiem Lecha, rozmawia Maciej Lehmann

    W meczu z Odrą musiał Pan pauzować z powodu żółtych kartek. Czy tak jak koledzy czuje Pan niedosyt po tym remisie?
    Oczywiście, bo takie spotkania musimy wygrywać. Powinniśmy pierwsi strzelić bramkę i grać swoją piłkę. Myślę, że nawet jeden gol załatwiałby sprawę. Niestety, nie udało się i straciliśmy dwa punkty.

    Czy ten mecz długo będzie się śnił wam po nocach?
    Gdyby nie zbliżający się pojedynek z Legią, pewnie jeszcze kilka dni trwałyby dyskusje, co złego zrobiliśmy w Wodzisławiu. Ale sobotnie wydarzenie powoduje, że nikt już tego nie chce roztrząsać. Wiemy, że czeka nas miesiąc prawdy. Początkiem będzie właśnie starcie z legionistami. Wiemy, jak ważny jest to pojedynek dla klubu, kibiców i całego miasta.

    W tym prestiżowym pojedynku Lech wreszcie będzie mógł zagrać niemal w optymalnym składzie. Zabraknie tylko Ivana Djurdjevicia, ale do składu powracają Robert Lewandowski, Grzegorz Wojtkowiak no i Pan.
    To jest na pewno powód do optymizmu. Ważne też jest, że zagramy przed naszymi kibicami, którzy będą 12 zawodnikiem drużyny. Atmosfera Bułgarskiej doda nam skrzydeł. Wiemy też, że jeśli wygramy, powiększymy przewagę nad Legią do czterech punktów. To duża zaliczka.

    Myśli Pan, że drużyna, która przegra, straci definitywnie szanse na mistrzostwo?
    Szanse jeszcze pozostaną, ale będą bardzo małe. Trzeba zakładać, że swój mecz wygra Wisła, a wtedy przegrany będzie miał już co najmniej 7 punktów straty. Odrobić to jest prawie niemożliwe.

    Często mówi się, że mistrzostwo zdobywa się zwycięstwami z zespołami z dołu tabeli. Wychodzi teraz na to, że ten, kto w tym roku chce wygrać ekstraklasę, musi pokonać też całą czołówkę.
    Zgadza się. W sobotę gramy z Legią, potem z Arką i Wisłą. Wyniki tych spotkań mogą mieć decydujący wpływ na wygląd końcowej tabeli.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Lotto Ekstraklasa

    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Awans do grupy mistrzowskiej
    Miejsce w grupie spadkowej
    1 Lechia Gdańsk Live 18 36 11 3 4 28-20
    2 Jagiellonia Białystok Live 17 33 10 3 4 30-15
    3 Bruk-Bet Termalica Nieciecza Live 18 30 9 3 6 22-23
    4 Legia Warszawa Live 18 29 8 5 5 33-21
    5 Lech Poznań Live 17 28 8 4 5 26-16
    6 Zagłębie Lubin Live 18 27 7 6 5 25-20
    7 Pogoń Szczecin Live 18 25 6 7 5 30-24
    8 Wisła Kraków Live 18 24 7 3 8 27-33
    9 Korona Kielce Live 18 23 7 2 9 25-37
    10 Śląsk Wrocław Live 18 22 5 7 6 20-24
    11 Piast Gliwice Live 18 22 5 7 6 19-26
    12 Arka Gdynia Live 17 20 5 5 7 18-23
    13 Cracovia Live 17 18 4 6 7 26-24
    14 Wisła Płock Live 18 18 4 6 8 19-23
    15 Ruch Chorzów Live 17 17 5 2 10 23-31
    16 Górnik Łęczna Live 17 14 3 5 9 17-28